Music

sobota, 26 grudnia 2015

#13

            Była około godzina 10:00, kiedy przez mój dom przedarł się dzwonek. Zignorowałam go i wróciłam do spania, wtulając twarz w poduszkę. Dzwonek zadzwonił ponownie, tym razem stanowczo i długo. Mruknęłam zniesmaczona i wygramoliłam się z łóżka. Schodząc po schodach dzwonek zadzwonił jeszcze kilkakrotnie. Otworzyłam drzwi i znieruchomiałam.
- Amber?
- Twojej mamy nie ma, prawda? – Nie czekając na odpowiedź, weszła do środka.
- Wyjechała wczoraj do swojej siostry. Co ty tutaj robisz? I do tego tak wcześnie.
- Zaraz w pół do jedenastej. – Zmierzyła mnie. Właśnie zdałam sobie sprawę, że jestem w piżamie. Ale Amber to nie obchodziło, znała mnie dobrze i wiedziała, że w weekendy sypiam do południa. – Możesz mi zrobić herbaty.
Weszłam za nią do kuchni i zagrzałam wodę. Usiadłam obok Red ciągle zmieszana jej obecnością.
- Red, mówiłam ci już… Jeśli chcesz mi się zapytać czy czegoś się dowiedziałam, to doskonale wiesz, że…
- Zmiana planów. – Uniosła podbródek do góry i uśmiechnęła się triumfująco. – Nie ma więcej wydobywania informacji z Alki.
Popatrzyłam na Red zakłopotana.
- To znaczy.. Koniec udawanej przyjaźni z Olą?
- Nie aż taka zmiana planów… - Bawiła się złotym wisiorkiem u lewej ręki, wyglądała na spokojną. – Już wiem o niej wszystko.
Próbowałam wyczytać coś z jej twarzy, ale nie potrafiłam.
- Więc dlaczego mam się z nią dalej przyjaźnić?
- Bo widzisz, to nie wrogowie cię niszczą. Niszczą cię ludzie, których kochasz. To oni znają twoje słabości. To oni są twoją słabością.
- Co masz na myśli?
Jej spokojny uśmiech teraz się wykrzywił. Wyglądała groźnie.
- Mamy nowy cel – Spojrzała mi w oczy. Jej tęczówki miały barwę lasu, tonącego w letnim słońcu – Zaprzyjaźnisz się z nią, a potem ją zniszczysz.
Przez dłuższy moment się nie odzywałam. Wstałam i zalałam herbatę Red. Amber opowiadała dalej swój nowy plan, a ja po prostu na chwilę się wyłączyłam. Prawie w ogóle jej nie słuchałam.
- Z resztą mamy teraz inny problem. – Rudowłosa królewna uniosła parujący kubek i podmuchała jego zawartość – Ktoś ma co do nas jakieś obawy i powiedział psycholog o twojej nagłej przyjaźni z Aleksandrą.
- Skąd ty to wiesz? Nie przypominam sobie, żebym ci o tym kiedykolwiek mówiła.
- Nie musiałaś. Z nami też rozmawiała kilka razy. Z każdą osobno. Suka jest podejrzliwa, może nas rozgryźć. Ale tego nie zrobi. Mój plan jest zbyt doskonały, nie zawiedzie. Żaden mój plan nie zawodzi. – Wzięła łyka napoju. Zastanowiła się chwilę i oznajmiła – Przyjdź do mnie po południu. Obgadamy to jeszcze, razem z Weroniką i Wiktorią.
Weronika i Wiktoria. Wypowiedziane z ust Red imiona wywołały u mnie masę wspomnień i falę duszonej w sobie tęsknoty. Wreszcie porozmawiam ze wszystkimi swoimi przyjaciółkami.
                                                                         
                                                                        *

Pokój Amber w ogóle się nie zmienił. Po raz pierwszy od ponad 2 miesięcy poczułam się jak w domu. Opadłam wygodnie na ogromne łóżko znajdujące się na środku pokoju. Układając głowę na stosie poduszek poczułam limonkowy zapach szamponu do włosów, którego używa Red.
- Wreszcie w domu, co nie? – Opierała się o framugę drzwi. Miała promienny uśmiech. Taki u niej był najpiękniejszy. Może Red tak samo jak ja tęskniła za wspólnym rozmawianiem, oglądaniem filmów, żartowaniem i wspólnymi zakupami. – Zejdę na dół i poczekam za dziewczynami. A ty możesz się odprężyć. I zniknęła, zamykając za sobą drzwi. Rozkoszowałam się wygodą. Szkoda, że Ola nie ma takiego łóżka. Wtedy oglądając wspólnie filmy, byłoby prawie jak u Amber. Zdziwiłam się, kiedy uświadomiłam sobie, że myślę o Oli w domu Red. Dlaczego miałabym o niej myśleć? Obróciłam się na lewy bok. Usłyszałam pod materacem szeleszczący dźwięk. Pomyślałam, że mi się zdawało, ale poruszyłam się jeszcze raz… Coś było pod nim.
           Odchyliłam lekko materac i włożyłam pod niego rękę szukając przedmiotu. W końcu wymacałam jakąś rzecz. Poczułam, jak w mojej dłoni gniecie się kartka papieru. Jako, że jestem ciekawska, bez dłuższego myślenia wyjęłam kartkę. Zaśmiałam się cicho na myśl, że Red może pisać wiersze, albo jakieś miłosne historyjki. A może to był jakiś zwykły rysunek, albo kartkówka? Rozłożyłam pogniecioną kartkę. Moje serce zabiło kilkakrotnie kiedy przeczytałam część jej zawartości. Były na niej napisane imiona, żadne z przeczytanych nie były mi znajome. W pierwszej linijce były to: Adelaide, Carla, Beatrice, Constanza, a podkreślone kilkoma kreskami było imię Beatrice. Pod spodem w kolejnym rzędzie wypisane były Raidun, Kjersti, Liv, a podkreślone było Raidun. Linijkę niżej: Lara, Mia, Marie, podkreślone Marie. Następnie pojawiały się kolejne imiona. W przedostatniej linijce wymienione były: Cassie, Helen, Bethany i Lily, podkreślone było imię Bethany. Czytając ostatni rząd, moje ręce trzęsły się tak bardzo, że ledwo przeczytałam znajdujące się w nim imiona: Wiktoria, Weronika, Natalia.
Podkreślone było moje imię.

                                                                             ☺

Sala gimnastyczna naszego liceum jest ogromna. Właśnie oglądałam aniołki zrobione z różnych materiałów na jednej z wystaw. Szydełkowane, origami, szklane, porcelanowe. Co roku organizowany jest tutaj jarmark świąteczny. Przedstawienia, koncerty, zabawy dla młodszych.
- Wiktoria, popatrz! – Amelia trzymała w rączkach jednego z porcelanowych aniołków. Oglądała go z każdej strony z zainteresowaniem. – Kupisz mi?
- Odłóż, bo jeszcze zbijesz.
- Ale kupisz? – Wyraz twarzy miała błagalny.
- Nie masz już takich z pięćdziesiąt?
- Mama mi zawsze kupuje jednego co roku! – Teraz zrobiła obrażoną minę. Wyglądała komicznie. Niski skrzat ze zmarszczonym noskiem i zaciśniętymi ustami. Zabrałam aniołka z jej rąk i odłożyłam na swoje miejsce.
- No widzisz, ale mamy tutaj nie ma. Teraz się zamknij.
- Głupia jesteś! – Spiorunowałam ją wzrokiem, po czym ona odwdzięczyła się tym samym.
- Trzymaj – Ktoś wyciągnął rękę przed twarz mojej siostry i pomachał jej przed nosem porcelanowym aniołkiem. – Na mój koszt - Amelia rozradowana chwyciła aniołka, szybko podziękowała, odwróciła się na chwilę w moją stronę, pokazała mi język i pobiegła w głąb tłumu.
- Co za mała… - Patrzyłam w dal za oddalającą się smarkulą. Spojrzałam teraz na sprzedającego. – Nie wierzę, znowu ty…
Kamil natomiast wyglądał na zadowolonego z siebie. Zauważyłam, że po siniaku na jego nosie już nic nie pozostało.
- Zanim coś powiesz, dla ciebie też coś mam.
Patrzyłam zdezorientowana, jak wyciąga z kieszeni kurtki pudełko wielkości rozłożonej dłoni. O dziwo, teraz wyglądał na mniej pewnego siebie. Wzięłam od niego pudełko i popatrzyłam na nie z fascynacją.
- Otwórz – Zachęcił.
I tak zrobiłam. W środku znajdował się srebrny wisiorek w kształcie dwóch rozpostartych skrzydeł. Patrzyłam na przedmiot oszołomiona. Wydukałam tylko:
- Dlaczego?
A on odpowiedział mi:
- Wesołych Świąt, Wiktoria.
Dopiero wtedy odważyłam się unieść wzrok i popatrzeć mu w oczy.
- O Boże, Amelia! Muszę ją znaleźć! Gdzie ona poszła? – Zaczęłam rozglądać się po sali. Ciekawe co by mama na to powiedziała. Ale jej tutaj nie ma. To moim obowiązkiem jest pilnować młodszą siostrę. Zanim odeszłam, rzuciłam szybkie „Muszę iść”. Przeszłam przez całą salę, rozglądając się za Amelią. Zobaczyłam ją w kąciku dla młodszych. Robiła jakieś sklejanki razem z jakąś dziewczynką. Idąc w jej stronę, uświadomiłam sobie, że nawet nie podziękowałam Kamilowi za prezent.  Dziewczynką siedzącą z Amelią była Eliza, młodsza siostra Adama. O ile się nie myliłam, była rok, albo dwa lata starsza od mojej siostry.
- Amelia, szukałam cię!
- Właśnie widzę, dopiero zaczęłaś. Olałaś mnie. Rozmawiałaś z tamtym miłym chłopakiem, zamiast po mnie iść. – To brzmiało jak zarzut.
- Ja już pójdę, pewnie Adam mnie szuka. – Eliza zabrała swoje rzeczy, pożegnała się z Amelią i poszła w głąb sali.
- Widzisz, bierz z niej przykład. Ona wie co to obowiązek. – Przypomniało mi się, jak jeszcze niedawno sama siebie upomniałam, że źle pilnuję siostrę.
- Mówisz jak mama.

                                                                 ☺

            Zamknęłam za sobą wiecznie ciche drzwi. Zrobiłam kilka wolnych kroków i przyglądałam się uważnie. Tym razem ubrałam się w mniej wyraziste kolory: białe spodnie i jasnoniebieski sweter. Włosy spięłam w luźnego warkocza. Kobieta siedząca obok Bethany wstała, podziękowała Beth za lekcję i podeszła do mnie lekko się uśmiechając.
- Przyszłaś o dobrej porze. Leki dostanie za godzinę, a po nich jest najmniej aktywna. Polepsza jej się. Nie bardzo, ale jest mały postęp. Może uda ci się z nią jakoś porozumieć. – I zostawiła mnie w pokoju samą z moją przyjaciółką i całą masą nadziei. Zdeterminowana usiadłam obok dziewczyny i ujęłam jej dłoń.
- Beth, pamiętasz mnie? – Przyjaciółka patrzyła na mnie z uśmiechem, ale nie wiele do niej docierało. – To ja, Helen. Przyjaźnimy się. – Kołysała się lekko na materacu wpatrując we mnie. – Słyszysz mnie? Wiem, że z lekarzami trochę rozmawiasz…
Teraz opuściła wzrok na podłogę. Kiedy otworzyła usta, wzięłam głęboki oddech.
- One, two, three, four, five. Once I caught a fish alive. Six, seven, eight, nine, ten. Then I let it go again. Why did you let it go? Because it bit my finger so. Which finger did it bite? This little finger on the right. – Śpiewała cicho.
- Beth.. Proszę cię, wiem, że mnie słyszysz. Jesteś od tego silniejsza.- Oczy mnie zapiekły, ale zamrugałam szybko, aby powstrzymać łzy. – Proszę, odezwij się…
Ku mojemu zdziwieniu, odwróciła głowę w moją stronę. Popatrzyła mi głęboko w oczy. Aż lekko dostrzegłam dawną, szczerą Bethany.
- Ona nigdy nie odeszła. – Poczułam ukłucie w płucach,  przez chwilę wstrzymałam oddech. – Jest dokładnie… tutaj. – Uniosła palec i dotknęła mojego czoła. – I nigdy nie wyjdzie.
Oszołomiona wstałam tak szybko, że zrzuciłam wazon stojący na małej komodzie. Rozbił się na białej podłodze, wyrzucając z siebie kwiaty, które były jedynym kolorowym obiektem w pokoju. Trzask przeciął ciszę panującą w pokoju. Bethany skuliła się na łóżku zasłaniając uszy. Zaczęła krzyczeć. Nie był to zwykły, krótki krzyk. Zaczęła wić się w pościeli, a krzyczenie było przerażające. Nagle krzyki zaczęły dobiegać z sąsiednich pokojów. Nie potrafiłam nic zrobić. Nie potrafiłam uspokoić przyjaciółki. Sama miałam ochotę krzyczeć. Do pokoju weszły pielęgniarki i lekarz. Lekarz i jedna z pielęgniarek próbowali unieruchomić Beth, a tymczasem druga pielęgniarka wyciągnęła strzykawkę. Wbiła igłę w delikatną skórę Bethany, a kiedy ona zaczęła się uspokajać, przykryli ją kołdrą. Zasnęła. Wyprowadzili mnie z pokoju, a lekarz kazał podążać za nim. Pewnie chciał się dowiedzieć, co się dokładnie stało.

W korytarzu panował zgiełk. Pielęgniarki biegały w tę i we w tę, a krzyki roznosiły się po całym budynku. 
                    



* * *

Halo, halo! Jest tam kto?

Jeśli przeczytałeś rozdział, zostaw komentarz.
A ostatnio było ich...
Prawie w ogóle.
Więc jeśli czytasz tego bloga, to proszę zostawiaj po sobie ślad pod postacią chociażby głupiego "Przeczytał*m".
Naprawdę nie chce mi się tego ciągle powtarzać...
To jest serio ważne, bo pokazuje, czy ktoś to jeszcze czyta.
Dziękuję za przeczytanie, do zobaczenia.

środa, 18 listopada 2015

#12

     Weekend. Jedno słowo, a cieszy każdego. Kilka dni temu spadł pierwszy śnieg. Szłam alejką pełną sklepów odzieżowych, obuwniczych i jubilerskich. Ostatnio zaniedbałam zakupy. Postanowiłam się trochę odprężyć, zrobić sobie wolne od wszystkiego. Na ramieniu miałam przewieszoną torbę, w jednej ręce trzymałam dwie wypchane torby, a w drugiej trzymałam kawę ze Starbucks'a. Budynki przystrojone były w liczne światełka, różne ozdoby przedstawiające renifery i Świętego Mikołaja, a na lampach ulicznych wisiały ozdoby w kształtach płatków śniegu. Zostały trzy tygodnie do Świąt Bożego Narodzenia. Przystanęłam przy jednym ze sklepów i zaczęłam przyglądać się wystawie. Zauroczył mnie szalik na jednym z manekinów. Weszłam do środka, a na powitanie zadźwięczał dzwonek nade mną. W środku było ciepło. Podeszłam do manekina i chwyciłam materiał w swoje palce. Bawełna. Zdjęłam szal z plastikowej szyi, podeszłam do lustra i założylam go na swoją. Uroczo prezentował się z zarumionymi policzkami i jasnoczerwoną pomatką. Nie musiałam się długo zastanawiać. Ułożyłam go i podeszłam do kasy. Zabrzmiał kolejny dźwięk dzwonka.
- Życzy sobie pani torebkę? - Powiedziała sprzedawczyni. Młoda kobieta o bujnych, kruczoczarnych lokach do ramion. Miała mocny makijaż: oczy ozdabiał niebieski cień do powiek, czarny eyeliner, usta miała pomalowane na wiśniowo, a paznokcie pomalowane na czerwono, lekko poobgryzane. Wyglądała trochę śmiesznie. Wyglądała jakby marzyła, żeby stąd wyjść.
- Nie, dziękuję. Jeszcze zmieszczę. - Pomachałam lekko torbami. Odwróciłam się na pięcie i zderzyłam się z męską klatką piersiową.
- Przepraszam... - Wymamrotałam. Osoba przede mną ani drgnęła, tylko wykonała swobodną pozę.
- Znowu na siebie wpadamy – Uniosłam głowę wyżej i zobaczyłam Adama. Patrzył się na mnie ze swoim drwiącym uśmieszkiem. - Przy okazji, jak już tak na siebie wpadliśmy, to pomożesz mi z czymś. -Wyminął mnie i podszedł do działu z rękawiczkami. - Zastanawiam się co kupić Oli na gwiazdkę. Wiesz, nigdy wcześniej nie miała przyjaciółki, to znaczy, miała mnie i Beniamina, ale to inna sprawa. Co roku coś jej kupuję, ale zawsze mam ten sam problem. Nie wiem, co się podoba dziewczyną, a teraz ty jako jej przyjaciółka, możesz mi doradzić. - Uniósł jedną z par rękawiczek, obejżał z każdej strony i pokazał w moją stronę. - To się nada?
- Obrzydlistwo, jesteś ślepy? To okropny kolor, w ogóle nie pasuje do jej oczu. Ani stylu. - Adam przyjżał się uważniej rękawiczkom, zrobił zdziwioną minę i odłożył je na miejsce.
- No dobra, no to co się nada?
- Tak właściwie, to nie za wcześnie na robienie zakupów gwiazdkowych?
- Zostały trzy tygodnie, a ja nie zamierzam niczego robić na ostatnią chwilę. Muszę kupić coś dla rodziców, Elizy, kilku innych osób z rodziny, no i Oli. Sama wiesz jak to jest.
"Nie, nie wiem" – pomyślałam. Nigdy nie kupowałam nic dla swojej mamy, jedynie dla swoich przyjaciółek, a teraz nie mam nawet ich. Eliza to młodsza siostra Adama. Ma dziesięć lat i jest bystra.
- A ty co masz dla Oli? Na pewno coś w tej torbie jest dla niej, prawda?
- Oczywiście. Za kogo ty mnie masz? - Uśmiechnął się drapieżnie.
- No to pokaż.
- Dowiesz się, jak ją w tym zobaczysz. Nie zamierzam nikomu zdradzać, co jej kupiłam.
Zrobił zrezygnowaną minę.
- Okay... - Zaczął dalej oglądać różne dodatki w sklepie. Oczywiście kłamałam, nic dla niej nie miałam. Kiedy zobaczyłam, jak podnosi z półki czerwono-zieloną czapkę w kropki z granatowym pomponem, omal nie krzyknęłam.
- Dobra zostaw to mnie – Wpakowałam mu swoje torby w jego ręce i wyrwałam mu ją, po czym odłożyłam na miejsce. Jak w ogóle można coś takiego sprzedawać?
- Tu nic się dla niej nie znajdzie. - Westchnęłam. - Chodź.
Wyprowadziłam nas ze sklepu i skręciliśmy w prawo. Od razu wiedziałam gdzie pójdziemy.
- H&M? Jesteś pewna?
- Tak, a dlaczego nie?
- No bo wiesz, ona się ubiera... Inaczej niż ty, czy Amber.
- Nic jej się nie stanie, jak dla odmiany założy coś ładnego.
Drzwi się otworzyły i weszliśmy do środka. Wyobraziłam sobie Olę w jakimś delikatnym kolorze, z lekkim wzorem. Moje ciuchy by na nią kompletnie nie pasowały. Zauważyłam róznice pomiędzy nami: ona lest delikatna, ja wybuchowa, ona czyta książki, a ja słucham rockowej muzyki, ona nie zważa na ubiór i wygląd, a ja na swój poświęcam wiele czasu.
- Bingo – Przede mną na wieszaku wisiała biała sukienka z masą koronki, a do niej cienki, brązowy pasek. Była dosyć droga, ale miałam wystarczająco pieniędzy. Nie jestem tak bogata jak Amber, ale moja mama zarabia dobrze, a tata przysyła nam pieniądze. Z tego co wiem, pracuje na wysokim stanowisku w jakiejś firmie.
- Nic dla niej nie masz, prawda? - Wzdrygnęłam się. Adam stał za mną. O dziwo nie wyglądał na rozbawionego.
- Ja po prostu... Zazwyczaj kupowałam coś dla dziewczyn. To dla mnie nowość kupować coś, co nie jest dla nich. - Adam wpatrywał się w sukienkę, jakby próbował ją dopasować do Oli.
- Masz rację, pasuje. Kup ją.
- A ty?
- Mam jeszcze trochę czasu, znajdę coś. - Oddalił się i zaczął oglądać sweterki obok. Zbliżyłam się i chwyciłam po wieszak z jasnokremowym swetrem oversize. Uniosłam go i zrobiłam triumfującą minę.
- Ten jest idealny. - Podałam mu wieszak, a ten zrobił badawczą minę.
- Ok. No to idziemy do kasy.
Gdy zapłaciliśmy za zakupy, podałam Adamowi obie torby. Wyszliśmy zbudynku na ścieżkę, po drodze wyrzuciłam opróżniony kubek po kawie.
- Chciałam jeszcze wejść do jednego sklepu.
Pomogłam mu i otworzyłam nam obu drzwi. Weszłam w głąb budynku i przemieszczałam wzrokiem po bieliźnie.
-Ej, popatrz!
Pisnęłam kiedy zobaczyłam co robi Adam. Właśnie przymierzał jeden z czerwonych, koronkowych staników.
- Adam zdejmij to! Ludzie się na nas gapią!
- Co? Nie mój rozmiar? - Zaczął przeglądać się w lustrze obok – A może koronka to nie moja rzecz? Albo to może nie ten kolor?
Wyrwałam mu z rąk stanik i odłożyłam go na miejsce. Po chwili dodałam ciszej:
- Obawiam się, że stringi do kompletu mogłyby ci nie pasować.
- Twierdzisz, że mam za duży tyłek? - Odwrócił się do mnie tyłem. - No popatrz, czy naprawdę jest taki wielki?
- Adam, przestań! - Powoli nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.
- Chyba, że masz na myśli, że mój przedni sprzęt by się nie zmieścił.
- Adam! - Sprzedawczyni obserwowała nas czujnym wzrokiem.
- Widzisz? Jak chcesz, to umiesz być zabawna. - Śmiejąc się wyszliśmy ze sklepu. Zrezygnowałam z zakupu bielizny. Kiedy szłam w stronę swojego domu, Adam ciągle szedł ze mną. Najwyraźniej nie chciał, żebym nosiła sama tyle zakupów i miał zamiar mnie odprowadzić do domu. Uśmiechnęłam się na tę myśl. A potem spoważniałam.
- Więc... Od jak dawna ty i Ola jesteście razem?
Adam zatrzymał się nagle i popatrzył na mnie.
- Dlaczego myślisz, że jesteśmy? - Zabrakło mi na chwilę słów.
- Na to wyglądało. Nazywasz ją Olką-babolką, jest dla ciebie taka ważna, wiele o sobie wiecie.
- Przyjaźnimy się od dzieciństwa, to wszystko. - Poczułam dziwną ulgę. Kiedy doszliśmy do domu, Adam oddał mi moje torby i zabrał swoją jedną.
- Czyli już nie będziesz dla mnie oschły? - Zrobił ponurą minę.
- Ciągle ci nie ufam. Dzisiaj było zabawnie, ale nie mogę tak po prostu ci zaufać. - To zabolało. Zamrugałam kilkakrotnie.
- Dlaczego?
- Dlaczego? - Zapytał drwiąco. - Dziewczyno, dręczyłaś moją przyjaciółkę! Jak innych również.
- W takim razie co z ciebie za przyjaciel, skoro nigdy wcześniej nie widziałam, żebyś z nią rozmawiał w szkole, albo jej bonił?
Popatrzył na mnie morderczym wzrokiem.
- Nic nie wiesz o przyjaźni - Odwrócił się na pięcie i odszedł. Czyli to nie tylko ja jestem tu fanką wielkich wyjść.

                                                                             ☺

     Tak jak każdy weekend, ten bez wyjątku został spędzony z Red i Weroniką. Najpierw poszłyśmy na kawę do La Crema Cafe, potem poszłyśmy do kina na jakiś film, głównie dla atrakcji, którą jest rzucanie w ludzi popcornem. Zniszczyłyśmy jednej parze randkę, a kiedy chłopak wezwał ochronę, dostałyśmy tylko ostrzeżenie. Potem i tak kontynuowałyśmy swoją zabawę, a ochroniarz na to nie reagował. W końcu zakochani wyszli z kina i poprosili o zwrot pieniędzy za bilety. Reakcja ochroniarza była oczywista, bo to nie pierwsza tego typu sytuacja. Przyczyną tego jest Red. Zawsze dostaje to, czego chce, nigdy nie przegrywa. Mężczyzna był młody, miał może około 23 lat. Kiedy znudziło nam się, wyszłyśmy. Przez cały czas kiedy tam byłyśmy, pracownik nie mógł oderwać wzroku od Red. Kiedy wychodziłyśmy, dał jej kartkę z numerem telefonu, a ona ją przedarła na pół i mu ją oddała. Następnie poszłyśmy posiedzieć trochę w parku, zrobiłyśmy sobie małą sesję zdjęciową, aż w końcu poszłyśmy na zakupy.
- Obróć się – rozkazała. Posłusznie okręciłam się powoli wokół własnej osi. - Nie, ale spróbuj to – Podała mi drugą kurtkę. Tamtą zdjęłam i zamieniłam na bordową parkę. Potrzebowałam pilnie nowej kurtki na zimę, więc był to mój główny cel dzisiejszych zakupów. - Odrazu lepiej. Kupuj.
Przejżałam się sobie w lustrze. Brakowało mi Natalii. Teraz nie rozmawiamy o niej zbyt często. Jest inaczej. Bez niej jest pusto. Nagle w lustrze za sobą zobaczyłam postać. Wysoki szatyn, pomimo zbliżającej się zimy, na jego skórze pozostała lekka opalenizna. Patrzył się na mnie. Odwróciłam się i spojrzałam teraz nie na jego odbicie, ale na niego. Uniósł wysoko rękę i pokiwał mi, a potem odwrócił się i poszedł.
- Co ten rozsiewacz HIF'u tutaj robi? - Amber zmierzyła oddalającego się już Kamila. - I dlaczego ci kiwał?
Wzdrygnęłam ramionami.
- Odkąd wpadł na mnie w La Crema Cafe ciągle go gdzieś widzę.
- Na twoim miejscu bym na niego uważała. - Dodała Weronika, która właśnie wróciła z torbą z zakupioną bluzą z napisem "Wild hearts can't be broken". Schowałam ręce do kieszeni kurtki.
- Wtedy coś powiedział... - Red popatrzyła na mnie z ciekawością – Że coś w sobie mam...
Amber przewróciła oczami i stanęła przede mną.
- Wiktoria, nie bądź głupia. Pewnie ten świr chce cie po prostu zaliczyć i tyle. - Chwyciła mnie za ramię i popatrzyła mi w oczy – Posłuchaj, jesteś urocza, piękna i masz świetny styl – Nachyliła się w moją stronę i powiedziała ciszej – Ale myślenie zostaw mnie - po czym popchnęła mnie w stronę kasy.

                                                                       ☺

    Biegłem przez las, nie zatrzymywałem się. W mojej prawej dłoni ściskałem miecz ociekający krwią. Miałem tylko jeden cel. Przebiegłem przez Gobliński Most i już docierałem do celu, kiedy trafiła mnie strzała. Upadłem na prawy bok. Nade mną pojawiła się ona. Trzymała w dłoni jeden z najrzadszych elfickich mieczy. Nie próbowałem się bronić, bo i tak nie miałem szans na wygraną. Zanurzyła miecz w moim ciele. Zabiła mnie.
- Nienawidzę cię – oznajmiłem, rzucając konsolę.
- Tak to już bywa, Ben. Jedni są ci gorsi, drudzy ci lepsi. Zazwyczaj ci drudzy wygrywają.
- Ale byłem tak blisko! Skąd wytrzasnęłaś ten łuk!? Zniszczyłem ci całą broń, oprócz niezniszczalnego Miecza Elfów!
- Zdradzę ci swój sekret... - Zbliżyła się do mnie i przyłożyła usta do mojego ucha – ...Chciałbyś.
- Pff... - Zrezygnowany, położyłem się na podłodze. Nie zdziwiłem się, kiedy Ola zrobiła to samo.
- Nie martw się – Poklepała mnie po klatce piersiowej – kiedyś się pozbierasz.
Westchnąłem ciężko i wpatrywałem się w sufit. Odkąd Ola przyjaźni się z Natalią jest inaczej, a jednak nic się nie zmieniło. Trudno jest to opisać. Sięgnąłem ręką do miski z serowym popcornem. Jak każdy człowiek, uwielbiam weekend. Brak obowiązków, granie z Olą, oglądanie filmów. Spojrzałem na nią. Wystarczy chwila nieuwagi, a ona już wraca do swojego nałogu ciągłego rozplątywania i na nowo zaplatania warkocza, pomimo, że jest w idealnym stanie.
- Na co się tak gapisz? - Popatrzyła na mnie rozbawionym wzrokiem.
- Na nic. Gramy? Tym razem skopię ci tyłek.
- A nie pooglądamy najpierw Supernatural? Potem jeszcze pogramy i może dam ci trochę szansy na wygraną...
- Dobra, najpierw Supernatural, ale potem skopię ci tyłek bez twojej pomocy.




~ Tym razem dodaję trochę szybciej dodaję ;3 Tylko 2 komentarze pod ostatnim rozdziałem? Wiem, że stać was na więcej ;) <3 Dajcie znać czy wam się podobało. Dzisiejszy rozdział trochę na luzie, no bo z końcu u nich jest weekend :D Shopping ♥ ! Jeszcze tylko jutro i piątek i nas też to czeka ;3 A co wy będziecie robić w weekend? Ja już może zancznę pisać nowy rozdział, pooglądam trochę seriali i obowiązkowo poczytam książkę. Ostatnia część Darów Anioła a ja połowę chyba przeczytałam w miesiąc. W życiu tak długo książki nie czytałam! Ale to wszystko przez naukę :/ Dajcie znać co myślicie o rozdziale! No i czy podoba wam się nowy, zimowy wygląd bloga :D ^^  Do zobaczenia, papa :*~

♥♥♥

niedziela, 1 listopada 2015

#11


                        Część II                KOMPLIKACJE

     Oczy Olivera błyczały pod przymrużonymi powiekami, a dołki pod nimi wyraźnie się zarysowały. Jasnobrązowe włosy miał jak zawsze potargane, a na brodzie lekki zarost. Obserwowałem przyjaciela z uwagą. Pod czarną skurzaną kurtką nosił białą pogniecioną koszulkę z długim rękawem. Sposób w który się ubierał nie był niechlujny, lecz zazwyczaj w lekkim nieporządku. Zawsze robił wszystko od niechcenia i próbował udawać, że tak nie jest. Pomimo wyraźnego zmęczenia był zawsze uśmiechnięty, miły dla wszystkich, skromny, przyjacielski – czyli taki, jakich kolesi nie lubię. Ale to wszystko było tylko przykrywką. Zastanawiałem się, o czym myśli Oliver, żeby zmusić się do uśmiechu. Może wyobraża sobie Amber z wielkim pryszczem na czole, albo że Wiktorę, która się do niego przylepiła odkąd pojawił się w szkole, przejechał autobus? Mimowolnie prychnąłem śmiechem.
- O co chodzi? - zapytał Oliver z badawczą miną.
- Nic, po prostu wyobraziłem sobie, że Wiktorię potrąca autobus. - Mój przyjaciel również się zaśmiał.
- Marzenia. - Szukał czegoś w swojej szafce, kiedy ze mną rozmawiał. W końcu zamknął ją i chyba nie znalazł tego, czego szukał. Kiedy w końcu na mnie spojrzał, zobaczyłem jeszcze wyraźniej zmęczoną twarz.
- Wiesz, jakbyś zrobił sobie dzień wolny i nie poszedł do szkoły, żeby odpocząć, nie obraziłbym się. -Zawsze mnie zastanawiało, czy to u nich rodzinne, że każdy w rodzinie Red udaje kogoś innego. Oliver spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Przestań mi matkować. Jest ok. - Uniosłem teatralnie jedną brew. Nie było sensu toczyć tego tematu dalej, bo nieważne co powiem, on i tak postawi na swoim.
Po korytarzu rozniosły się szepty, aż w końcu wszyscy uczniowie obecni w nim wybuchli śmiechem. Odwróciłem się. Do szkoły wszedł Kamil. Ubrany w szarą koszulkę i ciemne dżinsy. Niby nic w tym śmiesznego, ale kiedy dostrzegłem jego twarz...
Zacząłem śmiać się z innymi.
Nos Kamila i wokół niego był cały siny i opuchnięty, a na nim znajdował się biały plaster. Kamil to jedna z najbardziej znienawidzonych przeze mnie osób, a ten widok poprawił mi cały dzień. Może nawet tydzień. Kiedy przemknął przez korytarz, śmiechy powoli cichły. Próbując złapać oddech, zwróciłem się do Olivera.
- Chciałbym wiedzieć kto mu to zrobił – zaśmiałem się ponownie – i osobiście tej osobie podziękować.
Chłopak pomimo, że wyglądał na głęboko rozbawionego, wydawał się być nieobecny. Wyjął komórkę z kieszeni i wpatrywał się na ekran, czekając na coś. Po chwili schował ją i ponownie zachowywał się, jakby wszystko było w porządku. Wzruszył ramionami.
- Może będziesz miał okazję.

                                                                          ☺

     Zastanawiałam się, czy Kamil przyjdzie do szkoły. Byłam prawie pewna, że tego nie zrobi – a jednak. Mieliśmy historię, minęły już cztery lekcje. Po sali ciągle rozchodziły się szepty i chichoty. Czasami ktoś nawet rzucił jakiś tekst do Kamila. A on tym czasem wyglądał, jakby szukał drogi ucieczki. Patrzył się tępo w zeszyt i już po 2 lekcji przestał reagować na zaczepki. Siedząca za nim Red kopała go w krzesło i rzucała swoje komentarze. Siedziała razem z Wiktorią. Ogniste fale opadały na ławkę. Wyglądała tak pięknie, że gdybym potrafiła rysować, mogłabym przenieść jej piękną postać na kartkę. Red zawsze wyglądała jak księżniczka z bajki. Przypomniał mi się dzień, w którym zobaczyłam ją po raz pierwszy. Miałam wtedy wrażenie, że przeniosłam się do Disney'a. Nauczycielka zauważając roztargnienie w klasie, zagroziła, że jeśli się nie uspokoimy zrobi nam kartkówkę. Kiedy jej uwaga nie zadziałała, zrobiła jak powiedziała. Oddałam kartkę nauczycielce. O dziwo poszło mi nienajgorzej. Ola też wyglądała na zadowoloną. Do sali weszła szczupła kobieta. Przeprosiła za przeszkodzenie w lekcji i wzrokiem szukała kogoś po klasie. Jej wzrok przemknął przez Amber, kilka innych osób z klasy, na chwilę zatrzymał się na Kamilu, potem na Oli i w końcu zatrzymał na mnie.
- Chciałam tylko poprosić do siebie Natalię. - Kobietą była pani pedagog. Wyglądała poważnie. Przez chwilę siedziałam, nie mając zamiaru wstać, a potem chciałam coś powiedzieć. Cokolwiek, co byłoby nieodpowiednie. Poczułam lekką dłoń na swoim raminiu.
- Natalia, nie... - Szepnęła do mnie. Wstałam powoli i bez komentarza ruszyłam w stronę pedagoga szkolnego. Szłam bardzo powoli,bo chciałam chociażby w ten sposób ją zirytować. Szłyśmy piętro niżej, przez korytarz i wreszcie weszłyśmy do małego pomieszczenia. Kobieta posprzątała bałagan na biórku i usiadła.
- Proszę – Wskazała ruchem głowy na pojedyńczy fotel. Ma mnie za idiotkę, niewiedzącą gdzie ma usiąść, kiedy jest tylko jeden fotel? Opadłam na niewygodne siedzenie.
- To już druga lekcja, z której mnie pani zabiera. Wow. Wiedziałam, że w szkole nie można palić, ani pić, ale nie wiedziałam, że teraz karze się za chodzenie na lekcje. - Kobieta popatrzyła na mnie lekko zirytowana.
- 5 minut. Tylko tyle potrzebuję. - Kiedy nie otrzymała żadnej reakcji, kontynuowała – Podjęliśmy dzisiaj decyzję, poinformowania twojej mamy, o nadchodzących spotkaniach po szkole.
Mój puls przyspieszył, a włoski na karku zjeżyły się. Usiadłam prosto.
- Nie może pani.
- Natalio, to wszystko dla twojego dobra...
- Skąd wy możecie wiedzieć co jest dla mnie dobre, kiedy ja sama tego nie wiem!? Dlaczego myślicie, że mnie znacie, kiedy ja sama nie wiem kim jestem!? Kim pani w ogóle jest!? Chodzi pani sobie po świecie i myśli, że wie pani wszystko o wszystkim i o wszystkich, bo ma pani wypisane na jakimś papierku, że wolno pani ingerować w czyjeś życie. - Zmęczona wylewaniem z siebie słów, odetchnęłam. Nastała cisza, która nie trwała długo.
- Masz racje. Nic o tobie nie wiem. Ale chcę ci pomóc.
- Nie chcę pani pomocy – zmierzyłam ją surowo – Nie chcę niczyjej pomocy. Nie potrzebuję pani, ani nikogo innego.
Nogi same uniosły mnie z fotela i wyniosły z małego pokoju. Tym razem nie wybiegłam, tylko dla odmiany leniwym krokiem wyszłam. Nie trzasnęłam nawet drzwiami. Zabawne, że w 5 minut, zanim doszłam do klasy, zdążyłam wspomnieć całą swoją przeszłość i porównać ją do teraźniejszości. Od wspólnych zabaw z tatą i mamą, przez dzień, w którym otrzymałam Mruczka, pierwszą noc, którą mój tata przespał gdzie indziej, niż w naszym domu, dzień w którym poznałam Amber i kolejny dzień,w którym ponownie wszystko straciłam. Przyzwyczaiłam się do braku ojca, ale czy dostosuję się do braku swoich przyjaciółek? Minęły prawie 2 miesiące, odkąd udaję przyjaciółkę Oli. Weszłam do sali i obiegłam wzrokiem całą klasę. Dostrzegłam Amber siedzącą koło Wiktorii, a za nimi Weronikę. Wszystkie parzyły na mnie wzrokiem pełnym odrazy. Potem spojrzałam na Olę. Siedziała sama i czekała, aż się do niej dosiądę.

                                                                         ☺

Minął ponad rok. Ponad rok od przeprowadzki z Londynu, a ja ciągle nie przestałem czekać. Każdego dnia błagałem o chociażby najkrótszy sms, typu "U mnie wszystko okay". Ale nic takiego nie nadchodziło. Zastanawiałem się czasem, czy to wszystko, co wydarzyło się w Londynie, nie było jednym wielkim snem. A wtedy przypominam sobie jej głos. Pełen energii, stanowczy. Była zbyt realna by mogła być snem, ale zbyt niesamowita, by mogła być prawdziwa. Wybrałem źle. Wybrałem posłuszeństwo, zamiast szczęścia, a teraz za to płacę. Ale gorsze od jej braku było poczucie lęku, że ona mnie nienawidzi. Albo, że jakiś inny chłopak robi z nią rzeczy, które ja kiedyś z nią robiłem. Mdliło mnie na samą tą myśl. Zawsze czułem się zazdrosny, że tak dobrze dogaduje się z innymi chłopakami. Bywałem zazdrosny, ale jej ufałem i nigdy się na niej nie zawiodłem. A ona na mnie tak.
- Znowu lamentujesz nad swoją niespełnioną miłością? - Amber zawsze wślizga się do mojego pokoju niczym kot. Nigdy nie słychać kiedy wchodzi, chyba, że chce być usłyszana. - Weź już sobie daj spokój. Jest tak wiele różnych piękności na świecie, a ty płaczesz nad jedną dziewczyną. Ona już na pewno pieprzyła się dziesiątki razy przez ten czas, a ty? Nie poznaję cię. Gdzie jest ten chłopak, który przebierał między dziewczynami, a innym nieszczęśliwie zakochanym w sobie chłopakom łamał serca?
To prawda, czasem nie tylko dziewczyny podkochiwały się we mnie.
- Znajdź sobie wreszcie inne zajęcie, niż tylko zatruwanie ludziom życia - Warknąłem w jej stronę.
- Ale w tym przecież jestem najlepsza – Puściła do mnie oczko i wyszła.
"Nie masz lepszych rozrywek niż wtrącanie się w życie innych!?", "Jakbyście miały nudne życie i musiały się wtrącać w czyjeś" – dokładnie te same słowa mówiłem, kiedy Natalia nocowała ostatni raz u Amber. Nie zastanawiałem się wcześniej o co poszło w ich kłótni, wiedziałem tylko tyle, co usłyszałem z plotek i od Adama. Z Amber nigdy wiele nie gadałem. W jednej sekundzie przypomniała mi się tamta noc. Obudziły mnie wrzaski i śmiechy. Wstałem i zdenerwowany przerwaniem snu, wszedłem im do pokoju, prawie nagi. Nie zwracałem wtedy na to uwagi. Widziałem wtedy wyraźne zaniepokojenie na twarzy mojej siostry. Jakby bała się, że coś usłyszałem. Ale usłyszałem tylko niewiele,w szczególności często powtarzające się imię Aleksandra. I wtedy zareagowałem.
Nie znam dobrze Oli, wiem tylko tyle, że tak samo jak ja, przyjaźni się z Adamem. Ale nigdy nie rozmawialiśmy ze sobą. Amber w każdej szkole miała swoją grupkę przyjaciółek, jak i również grupkę ludzi, którą najbardziej dręczyła. Nigdy mnie to za bardzo nie interesowało. Czasem rzuciłem jej jakąś uwagę, ale ona i tak będzie robić co zechce. To normalne w tej rodzinie. Nigdy ich nie rozumiałem i nie potrafiłem się tutaj odnaleźć. Każdy kogoś udaje. To chyba jedyna cecha, którą z nimi łączę. Nie potrafię być sobą, kiedy nawet nie rozumiem kim jestem. W Londynie był mój dom. Mój dom był przy niej, a teraz jestem bezdomny.

                                                                      ☺

Umówiłam się z Red i Weroniką, że spotkamy się w La Crema Cafe. Liście opadły już dawno temu, a w najbliższym czasie zacznie padać śnieg. Uwielbiam zimę. Wszystko jest białe, czyste i spokojne. Schowałam nos w szalik, aby ogrzać twarz, w którą powiewał zimny wiatr. Weszłam do środka. Przywitała mnie dobrze znana mi miszanina zapachów kawy, gorącej czekolady i słodkiego ciasta do tarty. Rozejrzałam się, ale nie widziałam nigdzie dziewczyn. Powiesiłam swój płaszcz na wieszaku i zajęłam nasze ulubione miejsce, czyli ogromny fotel na samym końcu kawiani, w ustronnym miejscu. Wyjęłam komórkę i słuchawki i zaczęłam słuchać Ed'a Sheeran'a. Przymknęłam na chwilę oczy i wsłuchiwałam się w cichą melodię. W przeciwieństwie do Natalii wolę słuchać muzyki na średniej głośności, niż na maksymalnej, przez którą ona jest prawie głucha. Ktoś szturchnął mnie lekko w ramię. Nie zauważyłam, kiedy całkowicie zamknęłam swoje powieki. Leniwie je rozchyliłam, spodziewając się widoku Amber lub Weroniki. Ale przez rozmazany obraz zobaczyłam męską figurę i brązowe potargane włosy. Zamrugałam kiklakrotnie, kiedy w pierwszym momencie pomyślałam, że to Oliver. Jednak się zawiodłam. Kiedy odzyskałam wyraźny zwrok, zobaczyłam siedzącego naprzeciwko, pochylającego się w moją stronę Kamila.
- Przepraszam, że niszczę twój zapewnie emocjonalny, erotyczny sen.
- Nie ma za co. Serio. A teraz idź. - Włożyłam spowrotem słuchawki do uszu, a on ciągle tam siedział i patrzył się na mnie. Ruszał ustami, jakby coś mówił.
- Co znowu!?
- Pomyślałem, że przyda ci się towarzystwo – Przysunął w moją stronę małą filiżankę cappuccino. - No i strzykawka energii.
- Mam nadzieję, że Natalia mocno ci przywaliła. - Zdenerwowanym ruchem sięgnęłam torbę i schowałam do niej słuchawki.
- Zastanawia mnie, skąd tyle siły w tak małej osóbce – Zrobił minę wyrażającą podziw – Zapewnie pije więcej kawy niż ty.
Wzięłam małego łyka cappuccino i odstawiłam filiżankę, poczułam mocne ukłucie gorąca na czubku języka.
- Skąd wiedziałeś, jaką piję kawę?
- Nie pierwszy raz tu na ciebie wpadłem, Wiktoria.
- Czyli teraz nie jesteś tylko zboczeńcem, ale i również prześladowcą?
- Lubię się dowiadować czegoś o swoich następnych ofierach. - Przewróciłam oczmi.
- Posunąć się tak daleko, żeby molestować Alkę? To była przesada, nawet jak na ciebie. - Upiłam kolejnego łyka. Kamil obserwował mnie uważnie. Przez jakiś czas się nie odzywał i myślałam, że wreszcie sobie pójdzie.
- Ty coś w sobie masz... Jeszcze nie wiem co, ale się dowiem.
Zrobiłam pytającą minę. Nie miałam pojęcia o czym ten świr gadał.
- Zanim odejdziesz... - Zrobił zaskoczoną minę, jakby nie planował się nigdzie wybierać – Podoba mi się twoja nowa ozdoba. - Pstryknęłam palcem w plaster na jego nosie. - Dodaje ci... charakteru.
Chłopak poczerwieniał, a do kawiarni weszła Amber i Weronika. Kiedy Red wchodzi, w jednej sekundzie staje się najważniejszym punktem w całym budynku. Wszystkie oczy skierowane są na nią, a ona przechodzi obojątnie przez pomieszczenie, niezauważając nikogo – to jest Red. Jest niczym ognisty, jarzący się płomień w głębokiej nicości.
- Ej, ty napalona pijawko. Chyba pomyliłeś miejsca.
Kamil wstał i już ruszał w stronę wyjścia, kiedy Amber go zatrzymała.

- Nie zapomniałeś czegoś? - Podniosła ze stolika moją opróżnioną filiżankę i podała w jego stronę – Jak już tu jesteś, to przydaj się na coś i oddaj to. - Podała mu ją, a on spiorunował Red wzrokiem i wychodząc odłożył z trzaskiem filiżankę na ladę.





~~~~~~~~~~~
No i to by było na razie na tyle :)
Tak, wiem, że długo czekaliście, ale nie miałam w ogóle czasu na pisanie.
Nauka, nauka i jeszcze więcej nauki.
Więc teraz nie panikujcie, jak nie będzie długo rozdziału, bo z powodu braku czasu będę je dodawać tak co miesiąc. To i tak nie długo, bo czytając różne ff czekam za niektórymi rozdziałami 2-3 miesiące ;) Z góry przepraszam za błędy, jeśli jakieś się pojawiły. Jestem po prostu zmęczona i nie zwracam rzeczy na takie uwagi...
No i brawo ja, bo właśnie się skapłam co napisałam xddd
No dobra, chyba lepiej zaraz odpocznę xd
Ale planuję jeszcze trochę porobić na stronie z postaciami.
A tak wgl to co myślicie o zwiastunie!? :D
I czy podoba wam się muzyka do bloga?
Koniecznie dajcie znać!
Jutro nie idę do sql, bo mam wolne i jak będę miała czas (mam jak zawsze dużo nauki) i wenę, to zacznę pisać następny rozdział ;)
Możecie mi również pisać, co u was, bo bardzo mnie to ciekawi :D
No i oczywiście napiszcie co sądzicie o rozdziale <3
Także żegnam się z wami, pyrki!
Trzymajcie się, cześć!

niedziela, 20 września 2015

#10

     Kilka kolejnych tygodni minęło w mgnieniu oka. I przez te kilka tygodni moje życie wreszcie nabrało barw. Praktycznie każdy dzień spędzałam z Natalią. W szkole, w drodze ze szkoły, po szkole, a czasami w weekendy chodziła ze mną do biblioteki pomagać mojej mamie, która czuje się już znacznie swobodniej w jej obecności. Jednak nadal każe mi na siebie uważać. Całą rodziną jesteśmy jej wdzięczni za to, co zrobiła. Natalia również jest zadowolona z powodu sprzedanych rzeczy, bo przecież również na tym zarobiła. Mój tata dostał pracę lokaja w hotelu Marco Lucas, 40 kilometrów od naszego miasta. Kiedyś uczył się w tym kierunku, ale nie dostał pracy w tym zawodzie. Teraz mu się poszczęśliło. A najpiękniejsze i za razem najdziwniejsze jest to, że Amber Red od tych kilku tygodni nie wchodzi mi i Natalii w drogę. Po prostu omija nas szerokim łukiem i nie rzuca komentarzy. Jednak Natalia jest ciągle czujna. Poza tym, norma. Dzisiejszy dzień zapowiadał się być niewyróżniającym się od innych, najzwyklejszym, spokojnym dniem. Jednak nie zapominajmy, że nie tylko Amber uwielbia mnie zaczepiać w tej szkole.
Po przeciwnej stronie korytarza stała grupka chłopaków. Natalia szukała czegoś zawzięcie w swojej szafce.
- Trzymaj. - Podała mi lokówkę do włosów, którą przyjęłam z wyrazem zagubienia na twarzy.
- Dlaczego trzymasz lokówkę w szafce szkolnej?
Natalia wzruszyła ramionami.
- Nigdy nie wiesz co cię spotka. Może jakiś psychol z prostownicą będzie latać po szkole i prostować wszystkim dziewczynom włosy, a ja akurat będę miała ochotę na loki? - Prychnęłam w odpowiedzi. Czasami się zastanawiam co siedzi w głowie tej dziewczyny. Natalia ciągle przekopywała się przez stertę różnorakich przedmiotów, aż w końcu zaśmiała się triumfująco.
-Aha! Tu jest! - Wyjęła z wnętrza ciemnowiśniową pomadkę, odwróciła twarz w stronę lusterka wiszącego na drzwiczkach szafki i z gracją pomalowała wargi. - Chcesz? - Wyciągnęła kosmetyk w moją stronę.
- Nie mój kolor. - Odmówiłam grzecznie.
- A jaki kolor szminki jest twój? - Zaśmiała się cicho. I miała rację, nie maluję się.
Chłopacy z naprzeciwka dali o sobie znać. Grupa licząca cztery wysokie olbrzymy rechotała równo, wykrzykując co chwilę "Hej mała, chcesz wyjść na szybki numerek?", "Alka, wiem, że tego pragniesz.".
- Ignoruj. W końcu im się znudzi. A ty – Zwróciła się do najwyższego z całej czwórki. Kamil, roztargany szatyn, opalony, chudy – największy zboczeniec naszej klasy i szkoły. - Powiedz kto cię zrobił, to cię pomszczę.
- Zazdrosna? Spokojnie Nat, dla ciebie też znajdzie się miejsce. Idziemy do ubikacji czy wolicie za szkołę? Znam takie miejsce, gdzie nie ma kamer...
- Kto cię tak skrzywdził? - powiedziała z udawanym żalem w głosie i na twarzy.
Zadzwonił dzwonek i ruszyliśmy w stronę sali. Tym razem matematyka. Kamil tak łatwo nie odpuścił i podczas lekcji pokazywał nam nieciekawe znaki, typu ułożenie kółka z kciuka i palca wskazującego i wkładanie do niego ołówka. Obie starałyśmy nie zwracać szczególnej uwagi na jego zachowanie, niestety Natalia po pewnym czasie bez najmniejszej dyskretności uniosła wysoko rękę i pokazała środkowy palec w jego stronę. Oczywiście cała klasa (oprócz mnie, grupki Amber i Kamila) wybuchnęła śmiechem. To uwielbiali w Natali : jej wybuchowość, wulgarność i ostry charakter. I przez chwilę zapomnieli, że przecież jej nie lubią z powodu tego co zrobiła Amber. Oczywiście Natalia została odesłana do pedagoga szkolnego. Reszta lekcji minęła spokojnie.

                                                                           ☺

- Już pani mówiłam, obraził moją przyjaciółkę.
- A czy nie lepszym sposobem byłoby to po prostu zignorować?
- Jasne, bo na Kamila na pewno to zadziała. - Rozłożyłam się wygodniej na fotelu. Sala pani pedagog jest niewielka. Mieści się w niej praktycznie tylko brurko, krzesło, fotel i kosz na śmieci obok wejścia. - Po prostu niech mi pani pozwoli pójść już na lekcje. Jestem beznadziejna z matmy, więc wolałabym nie opuszczać więcej zajęć.
- Do końca lekcji i tak pozostało 10 minut, a ja chciałam z tobą jeszczę trochę o czymś porozmawiać.
- Słucham. - Rzuciłam bez zainteresowania.
- Otrzymałam ostatnio bardzo niepokojącą wiadomość na temat twoich przyjaciółek. I tych starych, i tej nowej. - Rozmowa zaczęła się robić bardziej interesująca. Choć również niepokojąca. - Dowiedziałam się, że razem ze swoimi byłymi przyjaciółkami dokuczałyście się Oli. Osoba która przekazała mi tę informację, nie chciała się ujawnić.
Nastąpiła irytująca cisza.
-Dokuczałyśmy się wielu osobom – Odpowiedziałam zimno. - Dlaczego ten ktoś nie chciał się ujawnić? - Pani pedagog założyła nogę na nogę i przysunęła się bliżej biurka.
- Twierdzi, że wie do czego jesteś zdolna. Że potrafisz się zemścić i to w bardzo klasyczny sposób. Ta osoba boi się, że zrobisz jej, albo komuś innemu krzywdę.
- Dlaczego niby miałabym to zrobić!? - Uniosłam głos.
- Ten ktoś mówi, że już to robisz. - Zatkało mnie. - Dlatego chciałabym się z tobą częściej spotykać. Nie martw się, żadna lekcja cię nie ominie, będziemy się spotykać po zajęciach.
- Ma mnie pani za jakąś psycholkę!? - Zerwałam się z fotela.
- Natalia, posłuchaj. Chcę ci pomóc. Od tego tutaj jestem, żeby pomagać uczniom z problemami. Odkąd zaczęłaś się uczyć w naszej szkole, szybko zauważyliśmy twoje ataki agresji. - Ciągnęła rozmowę spokojnym tonem. - Może jest to problem z domem, może masz jakieś kompleksy, zadajesz się z nieodpowiednimi ludźmi...
- Twierdzi pani, że ćpię!?
Kobieta przegryzła wargę, a kiedy do mnie mówiła, ciągle patrzyła mi w oczy.
- To tylko jedno z naszych założeń. Dlatego chcę, żebyśmy się spotykały, zobaczymy jak długo, może dwa miesiące, może pół roku... Ale pamiętaj, że robimy to wszystko dla twojego dobra.
- "My"!? Kto jeszcze!? Jakie bzdury naopowiadaliście mojej mamie, co!?
- Twoja mama o niczym nie wie. Nie mogliśmy z góry założyć, że to narkotyki, także nie dzwoniliśmy jeszcze. Chcemy na razie tylko powiadomić ją, że będziesz zostawać czasami po lekcjach, porozmowiamy o twoich uczuciach, o twoim życiu towarzyskim, problemach...
- Do cholery, ale jakie "my"!?
- Twoja wychowawczyni, ja i dyrektorzy.
- Kurwa. - Przeklnęłąm głośno, a kobieta drgnęła. - Jesteście szaleni.
I wyszłam szybkim krokiem z małego pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Kiedy szłam w stronę sali zadzwonił dzwonek. Weszłam do środka, a była tam jedynie nauczycielka matematyki. Spojrzała na mnie z ukosa, a następnie spowrotem zajęła się pracą w komputerze. Ola wyszła wcześniej razem z pozostałymi uczniami. Zabrałam swoją torbę i ruszyłam w stronę wyjścia, a następnie na boisko.

                                                                       ☺

     Poczekałam za Natalią na boisku, opierając się o ścianę szkoły . Na dworze już nikogo nie było, z powodu zakończonych wszystkich zajęć. Bawiłam się w ciszy swoim warkoczem, kiedy z zza rogu usłyszałam głośne śmiechy. Nie interesowały mnie, dopóki nie stały się coraz głośniejsze, a kilka kroków ode mnie stał Kamil wraz ze swoją "bandą". Zanim się obejrzałam całe ich stado otoczyło mnie i zablokowało drogę uciesczki. Znałam ten układ bardzo dobrze. Tak samo zawsze ustawiała się paczka Amber. W tym Natalia.
- Czyżbyś na mnie czekała? - Zrobił dwa kroki bliżej. Gdybym nie miała za sobą ściany, zrobiłabym kilka kroków w tył. Wpiłam się w ścianę tak mocno, że aż zabolało.
- Czekam.– Zrobił zaskoczoną minę – Ale nie na ciebie, tylko Natalię.
- Oh, wreszcie rozumiem co się między wami dzieje. - Obnażył śnieżnobiałe zęby w uśmiechu. Jest przystojny – przyznałam – ale cały urok psuje jego świński charakter. Zrobił dodatkowe kilka kroków, tak, że bez problemu mogłabym go dotknąć. Wyciągnęłam w jego stronę obie ręce i odepchnęłam go z całej siły, co nie dało żadnych rezultatów. Kamil zrobił jeszcze szerszy uśmiech i stanął tak blisko mnie, że nasze ciała się stykały. Zemdliło mnie. Próbowałam się wydostać, ale obie jego ręce oparte miał na ścianie, przy czym torował mi drogę. Jego koledzy tylko stali i śmiali się, kiedy Kamil rzucał kolejne swoje zboczone teksty. Poczułam dotyk gorącej dłoni nad swoim kolanem i dość mocny zacisk. Zemdliło mnie tak bardzo, że już obmyśliłam plan zżygania się Kamilowi na twarz i szybkiej ucieczki. Jednak nic takiego nie następowało. Próbowałam poraz kolejny wyrwać się mu, ale niestety jego ciało przygniatało moje. Poczułam jak jego dłoń posuwała się coraz wyżej po moim udzie, pod spódniczkę.
- Kamil puść mnie... Przestań! - Zaczęłam się szarpać, ale olbrzym nawet nie drgnął.
- Jak myślisz? Czy Natalia się do nas przyłączy?
Nagle coś z zaskakującą siłą oderwało Kamila od mojego ciała i jednym uderzeniem pięścią w twarz powaliło go na ziemię.
- Mam nadzieję, że na mnie czekaliście. - Chłopak kulił się na ziemi i jedną ręką zasłaniał zakrwawiony nos. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, nas już tam nie było. Natalia ciągnęła mnie za rękę i razem biegłyśmy w stronę lasu. Zatrzymałyśmy się dopiero przed biblioteką.
- J-Jak to zrobiłaś? - Zapytałam zadyszanym głosem.
- Zrobiłam co? - Powiedziała również zdyszana.
- No... Jak ty go tak powaliłaś... Jednym ciosem.
- Aaa, to. - Urwała i wzięła kilka głębokich oddechów, zgięta w pół, po czym się zaśmiała.
- Sama nie wiem, może to dar po tatusiu. - Zesztywniałam. Nigdy wcześniej nie poruszałyśmy tematu jej taty. Rozmowy o jej mamie omijałyśmy szerokim łukiem, żeby nie doszło między nami do kolejnej kłótni, a na samą myśl, co by się stało gdybym spytała o jej tatę przebiegał mnie dreszcz. Chyba jednak Natalia sama nie wiedziała co powiedziała, bo zachowywała się normalnie. Szłyśmy w stronę mojego domu, rozmawiając o tym, jak będzie wyglądać nos Kamila, kiedy przyjdzie jutro do szkoły.
  
                                                                   ☺

     Idąc długim białym, praktycznie pustym korytarzem, w którym jedynymi ozdobami były szeregi białych drzwi, wdychałam duszący zapach leków. To miejsce przyprawiało mnie o ciarki. Jednak przychodziłam tam prawie codziennie. Pomimo iż każde drzwi były takie same, zawsze znajdywałam odpowiednie, nie patrząc nawet na ich numer. Znałam ten korytarz jak własny pokój. Dotknęłam opuszkami palców zimnej klamki. Zawsze wchodząc do tego pokoju czułam, jakbym szła tam za karę. I to uczucie doprowadzało mnie do szaleństwa. Nie, cofam to. Szaleństwo to nieodpowiednie słowo w tym miejscu. To nie są ludzie szaleni, tylko chorzy. Nadusiłam klamkę i popchnęłam lekkie drzwi, które nawet nie zapiszczały. Zamknęłam je za sobą i z trudem zrobiłam kilka kroków bliżej. Uklękłam przed skuloną na łóżku postacią. Kolana miała przyciśnięte do klatki piersiowej, a wzrok wbiła w czubki kapci. To trochę zabawne, bo kiedyś skaciłaby mnie za to, że butów nie powinno się trzymać na pościeli. A ta do tego była śnieżnobiała, jak cała reszta pokoju. Długie czarne włosy kontrastowały z całą resztą wystroju. Chwyciłam jej delikatną dłoń w swoje ręce, które były niecieplejsze od klamki.
- Hej, Bethany... - Przywitałam się jak najciszej, jak najdelikatniej i jak najczulej było mnie stać. - Jesteś zmarznięta... - Wstałam powoli i delikatnie okryłam ją kołdrą, która wyglądała na niej jak śnieżnobiła chmurka. Ponownie kucnęłam przed nią. - Żebyś też widziała, co się dzisiaj działo w szkole. Tyler chodzi teraz z Alice, Danielle zwymiotowała na biórko dyrektora, a Cassie i Lily... Cóż... To Cassie i Lily. - Zaśmiałam się cicho. Popatrzyłam na przyjaciółkę, która wyglądała, jak pogrążona w głębokim śnie. Twarz bez wyrazu, bez cienia uśmiechu albo chociażby smutku. Jakby jej białe kapcie były jedyną rzeczą na świecie. Próby wstrzymania łez jak zawsze nie zadziałały. Łzy zamazały mi obraz. Bethany stała się tylko małym różowo-czarnym punkcikiem na tle białości. Wszystko stało się na chwilę niewyraźne, dopuki nie zamrugałam kilkakrotnie. Zastanowiłam się, czy właśnie tak Beth widzi świat przez cały czas.
- Cassie i Lily... One też bardzo za tobą tęsknią. - Głos zaczął mi się łamać. W końcu głośno zaszlochałam. Wytarłam twarz rękawem swetra. - Wszyscy za tobą tęsknimy. - Ścisnęłam jej dłoń mocniej i dalej patrzyłam w nieporuszoną twarz.
- Ja za tobą tęsknie. - Wydusiłam przez łzy. Posiedziałam tak przez chwilę, próbując się uspokoić. Moje rozmyślenia przerwała pielęgniarka, która ogłosiła, że mój czas się skończył. W pożegnaniu dotknęłam jej chłodnego policzka i wyszeptałam:
- Znajdziemy sposób, żeby cię wyleczyć. Obiecuję.
Wstałam, wytarłam w spodnie spocone dłonie. Wychodząc, w drzwiach za łokieć chwyciła mnie pielęgniarka, nie zgadniecie – ubrana na biało.
- Następnym razem wybierz ciuchy w mniej wyrazistych kolorach, dobrze?
W innym przypadku kłóciłabym się, ale tu nie chodziło tylko o ciuchy. Chodziło tu o pacjentów. Przytaknęłam głową i wychodząc zerknęłam jeszcze na Bethany. Wyglądała dokładnie tak samo, kiedy weszłam do pokoju.





WAŻNE INFO!
↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓


~ WITAJCIE PYRKI! ~
Koniecznie dajcie znać czy wam się podobało!
Wiem, że dość krótki, ale uwierzcie mi, że staram się jak mogę.

Ostatnio było dość mało komentarzy, co mnie bardzo zasmuciło :(
Ale dziękuję wam, że jesteście <3

WYZWANIE!

Mam dla was małe wyzwanie. Jako, że to już 10 rozdział, a czytelników jest ok. 4 (tyle osób komentowało), wyzywam was...
Chciałabym, aby czytelników było coraz więcej, a na razie liczba się nie zmienia, także...
Jeśli do 20 rozdziału będzie conajmniej 15 czytelników
zrobię wam niespodziankę! :D
Czy jesteście gotowi podjąć to wyzwanie?
Byłabym wam naprawdę wdzięczna <3
I chcę również podziękować swojej przyjaciółce Oli (tak, to o tobie Steve :3), ponieważ bardzo się zaangażowała w polecanie mojego bloga znajomym. Kocham cię, pyrko <3

WYJAŚNIENIA!

Zapewne zaskoczyła was końcówka tego rozdziału ( i tak miało być! :D).
Otóż dwie postacie: Bethany i osoba mówiąca (nie podam jeszcze imienia) są nowe. Będą się pokazywać co kilka rozdziałów, a wyjaśnienie po co są, będzie dopiero pod koniec całej historii :)

Do zobaczenia! ♥

sobota, 22 sierpnia 2015

#9

     - Coś ty sobie myślał!? - Mój głos rozniósł się echem po pustej sali.
- O co ci chodzi!? Taka jest prawda i dobrze o tym wiesz!
- Ona stara się zmienić! Potwory tego nie robią!
- Zapomniałaś już jak cię traktowała przez te wszystkie miesiące? Jak jakiś śmieć! Co ty robisz?
- Dzwonię do Adama. Kiedy Natalia nie ma chumoru, włóczy się wszędzie bez celu.
- Poradzi sobie.
- Skąd wiesz!? Dlaczego ty zawsze jesteś taki wszystkiego pewny!? - Trzącącymi się palcami wybrałam numer do Adama – Adam? Mam do ciebie prośbę... Yyy... Masz teraz czas? Świetnie, świetnie! Mógłbyś rozejrzeć się po okolicach biblioteki? Natalia się zezłościła, a ja nie chcę żeby łaziła po mieście i nabawiała się kłopotów. Robi głupie rzeczy kiedy jest zła lub smutna. Tak, proszę cię abyś ją podwiózł do domu. Adam, proszę... Adam, nie mów tak! Dziękuję! Uwielbiam cię, pamiętaj o tym! No, pa!
- Natalii się to nie spodoba. Wiesz, nie jest typem dziewczyny, która lubi jak się jej mówi co ma robić.
- Oh, zamknij się wreszcie! - W końcu usiadłam na krześle i nerwowo z rytmem uderzałam paznokciami o blat stołu.
- Dlaczego się tak denerwujesz? - Zignorowałam to pytanie. Po chwili Beniamin postawił przede mną banknot. - Zwracam.
Schowałam pogniecione 20 zł do kieszeni.
- Uratowałaś mi życie, wiesz?
- Przestań.
- Mówię poważnie.
- Ja też mówię poważnie! Zawsze mówię poważnie! Wtedy też mówiłam poważnie!
- Słuchaj, wiem że się o mnie martwisz, ale to już koniec. Już nie będę od ciebie nigdy więcej pożyczać pieniędzy.
- Do cholery jasnej Ben, ale tu nie chodzi o pieniądze! Tu chodzi o ciebie!
- Wiem, ale to już k o n i e c! Już wszystko załatwione. - Po chwili ciszy zapytał – Mama cię wypytywała?
Sięgnęłam pamięcią do dnia kiedy wracając samochodem z biblioteki zapytałam mamę o pieniądze na klasowe. Uznała wtedy, że dziewczyny mi je zabrały. Ale na co Amber Red takie marne grosze?
- Raz.
- Co jej powiedzałaś?
- Że je zgubiłam.
- Dobrze – Widać odetchnął z ulgą. - Nie chciałbym, żebyś miała przeze mnie kłopoty.
- Ben... To co się stało, to przeszłość. Nie musimy już o tym rozmawiać. - Beniamin opierając się łokciami o stół przeczesał kruczoczarne włosy. Jeden loczek śmiesznie odstawał w porównaniu od reszty. Nie mogłam się powstrzymać.
- Poczekaj, pomogę ci. - Naplułam na swoją dłoń,wyciągałam ją w jego kierunku i gdy już prawie przygładziłam jego loczka, Ben chwycił mnie za nadgarstek.
- Osz ty... - Wstał z krzesła. O głowę wyższy, roztargany brunet rzucił się na mnie wykręcając mi nadgarstki. Przyciągnął mnie do siebie i nie widziałam jak na mnie patrzył, bo zajęta byłam próbą wyrwania swoich nadgarstków z jego zaciśniętych dłoni. W końcu również na niego spojrzałam. Jego twarz miała delikatny wyraz, patrzył mi prosto w oczy. Miał lekki, rozmażony uśmiech. Nie rozumiałam wtedy co się dzieje, ani co chce zrobić Beniamin, ale wykorzystałam moment aby wyrwać oślinioną dłoń z jego ręki, podskoczyć i idealnie wygładzić jego sterczący loczek. Puścił mój drugi nadgarstek, a ja odskoczyłam do tyłu.
- Jesteś obrzydliwa. - Powiedział z obrzydzeniem, ale dostrzegłam w jego głosie rozbawienie. Spodziewałam się, że znowu się na mnie rzuci, ale odwrócił wzrok i oparł się plecami o jedną z szaf z książkami. Wydawał się być spięty. Stanęłam obok niego i również oparłam się o szafę.
- Jesteś pewna co do Natalii?
- Całkowicie. A ty nie?
- Wiesz, dzisiaj gadałem z nią pierwszy raz odkąd kilka tygodni temu nazwała mnie obojniakiem przy całej szkole. Stwierdziła, że to jest mój sekret.
- To skomplikowane, ale daj jej szansę. Nie potrafimy sobie wyobrazić jak to było z jej perspektywy. Jej przyjaźń z Amber i resztą była mniej idealna niż się wydaje. Z resztą Beniamin, którego znam nie przejmuje się opinią innych. - Ben zasuną na nos okulary i złożył ręce na piersi.
- No i tak jest, ale to nie było przyjemne.
- Proszę cię, abyś dał jej tylko jedną szansę. - Po chwili zwrócił ku mnie swoje bursztynowe oczy.
-Jedną.

     W rekordowym czasie ubrałam się, umyłam zęby i zrobiłam makijaż. Wychodząc z domu zabrałam ze sobą jabłko. W samochodzie usiadłam obok mamy.
- Masz wszystko?
- Tak, jedź już! - Pod szkołą byłam kiedy zadzwonił dzwonek. Biegnąc do sali wyrzuciłam po drodze ogryzek. Kiedy podbiegłam do drzwi sali, moja klasa już wchodziła. Usiadłam na swoim miejscu i poszukałam w torebce chusteczki. Ręce mi się całe kleiły od soku z jabłka, także postanowiłam użyć chusteczki do demakijażu ze względu, że jest wilgotna. Pierwsza lekcja to muzyka, także nie musiałam niczego wypakowywać. Poprawiłam włosy, wygładziłam swoją nową, rozkloszowaną, bordową spódnicę, którą dopasowałam z czarnymi rajstopami, czarnymi creepersami szarym swetrem i złotym wisiorkiem. Byłam na tyle nierozgarnięta, że nie dostrzegłam Oli siedzącej na miejscu obok mnie.
- Hej, mogę prawda?
- Jasne.
- Jesteś zła za wczoraj?
- Nie, coś ty.
- Przepraszam za Beniamina i za to, że wysłałam po ciebie Adama. Bałam się, że znowu zrobisz coś... nieodpowiedniego i możesz mieć kłopoty. No i trochę spanikowałam, że możesz się na mnie obrazić.
- Jest okej, naprawdę. Wczoraj byłam zła, ale nie na Beniamina, tylko na siebie.
Reszta dnia w szkole minęła szybko i spokojnie. Zaczęłam obawiać się najgorszego, że Red na chwilę przestała nas dręczyć, aby za jakiś czas zrobić coś okropnego. Kto ją tam wie.

-Więc y równa się 24, czyli odpowiedź C?
- Y równa się 27, odpowiedź B – Puściła do mnie oczko.
- O matko... - Uderzyłam głową o zeszyt – Jestem beznadziejna z matmy.
- Byłaś blisko. Dobra, to teraz chemia. - Wyciągnęła zeszyt A4 ze swojego plecaka. Odpowiedziałam jej głośnym jęknięciem. Drzwi do pokoju Oli zaskrzypiały, a w nich ukazał się mężczyzna. Wysoki, umięśniony, z potarganą czupryną w kolorze kory, miejscami posiwiałą. Miał na sobie koszulę polo w pasy i wytarte dżinsy. Na twarzy miał uśmiech, którym starał się ukryć zmęczenie. Ola wstała z widocznym zmieszaniem na twarzy.
- Tato, już wróciłeś?
- Nie cieszysz się?
- A powinnam?
Po chwili mężczyzna odpowiedział spokojnym głosem.
- Powiedzieli, że zadzwonią.
Z zainteresowaniem słuchałam ich rozmowy, co było wścibskie z mojej strony, ale wtedy nie zwracałam na to uwagi.
- Dzień dobry, wybacz, że się nie przywitałem.
- Dobry, jestem... - i tu urwałam, przypominając sobie, że jej tata zna mnie jako dokuczającą się jego córce żmiję.
- Natalia, wiem. Nie będę już wam przeszkadzał. - I wyszedł zamykając za sobą drzwi. Mama Oli po jakimś czasie zaczęła się do mnie przyzwyczjać, teraz muszę jeszcze przekonać do siebie jej tatę.
- O co chodzi z "już przyjechałeś"?
- No bo widzisz... - Usiadła na swoim łóżku. Usiadłam obok. - Wiesz, że mój tata prowadzi sklep odzieżowy?
- Lumpeks – Poprawiłam, po czym szybko zasłoniłam usta ręką – Sorry.
- Nie masz za co przepraszać, przecież to prawda. Tak więc...Coraz mniej ludzi zaczęło kupować w jego sklepie przede wszystkim dlatego, bo to no wiesz... "Obiciach". I również coraz mniej osób oddaje ubrania do sprzedania. Także mój tata pojechał do swojego brata na kilka tygodni, bo w tamtejszej okolicy mógłby mieć szansę na lepszą pracę. Także puki jej nie dostanie, na nas wszystkich zarabia mama, a jak wiesz, w bibliotece też nie idzie najlepiej.
                                                         
                                                                    ☺

Jadłam kolację z rodzicami w kuchni. Cieszyłam się z powrotu taty. Kiedy zjadł, zaproponował, że pozmywa, jednak nie wyraziłam na to zgody i powiedziałam, aby poszedł już spać, bo jest zmęczony, a ja pozmywam za niego. Wychodząc pocałował najpierw mamę, a następnie mnie w czoło. Zmywając poczułam wibrowanie telefonu w kieszeni. Szybko wytarłam ręce w ręcznik i wyjciągnęłam telefon. Dostałam wiadomość od Natalii.


                                                       ~ Przyjdź do mnie szybko! ~

Szybko odpisałam, że zaraz będę. Nie wiedziałam o co jej może chodzić. Dokończyłam myć naczynia, założyłam na siebie kurtkę i wyszłam. Na dworze było już ciemno i chłodno. Przyspieszałam kroku za każdym razem kiedy usłyszałam szczekanie psów lub jakiś hałas. Doszłam do domu Natalii w około 15 minut. Stała już przy drzwiach i czekała na mnie.
- No dalej, chodź! - Kiedy weszłam do środka zamknęła drzwi i pociągnęła mnie za sobą za rękę, nie pozwalając mi zdjąc kurtki. Weszłyśmy po schodach na górę i puściła mój nadgarstek dopiero przed drzwiami do jej pokoju. Szybkim ruchem otworzyła drzwi.
- Tadam! - Wskazała dłonią na wewnątrz swojego pokoju. - I co myślisz?
- Ehh... A co mam myśleć? - Widocznie Natalia kazała mi jak najszybiec przybiec do niej, żeby zobaczyć... bałagan. Po całym pokoju walały się ubrania: spodnie, spodenki, bluzy, sweterki, spódnice, sukienki i różne dodatki. Na biórku leżał crop top, dżinsy, jakiś sweter, na lampce obok wisiała torebka, na półkach na książki zamiast książek leżały buty i paski, a po podłodze walało się dosłownie wszystko.
- Jak to? - Popatrzyła na mnie z urazą. - Czyż to nie jest piękne?
- Piękne to chyba nie to słowo...
- Pff... Jesteś niewdzięczna...
- Mam być ci wdzięczna za to, że zrobiłaś bałagan w pokoju!?
- Między innymi! Spędziłam kilka godzin na znalezienie za krótkich, za ciasnych i takich które mi się znudziły ciuchów. Trochę tego jednak jest. - Dopiero wtedy zrozumiałam.
- Oh... Ty... Chcesz to oddać do sklepu mojego taty? - Natalia zaczęła bić mi oklaski.
- Brawo za najlepszą spostrzegawczość w mieście
- Natalia, to jest naprawdę... Miłe...
- Dziwne, że wcześniej nie wpadłam na pomysł, żeby to wszystko sprzedać.
- Nie wiem co powiedzieć...
- Nie musisz nic mówić, ale pomóż mi to wszystko teraz spakować. Jutro dostarczę to do lum... sklepu twojego taty. - Wyjęła kilka wielkich worków i zaczęłyśmy wszystko pakować. Jednak podarowałyśmy sobie składanie. Jej ubrania różniły się od moich tym, że były modne. I to jakie były, dawało szansę na więcej klientów. Natalia odprowadziła mnie do połowy drogi do mojego domu, a kiedy miałyśmy się rozejść, mocno ją przytuliłam.
- Wiesz co? Nie jesteś potworem.
- Dzięki.
- Nie, to ja dziękuję.




~ Mam nadzieję, że się podobało! Wiem, że znowu krótki, ale nie mam weny :( Dziękuję, że komentowaliście moje wcześniejsze rozdziały, mam nadzięję, że tak będzie dalej :) Namęczyłam się nad tym rozdziałem pół dnia, więc mam nadzieję, że to docenicie. I tak, wiem że są wakacje i mam mnóstwo czasu na pisanie, ale to w końcu wakacje i nie jestem taka jaka jak niektórzy. Nie potrafię siedzieć całe dnie przed komputerem, muszę wyjść do ludzi ;) Do zobaczenia! <3 ~