Siedziałam na fotelu opierając się łokciami o biurko i podpierając głowę na dłoniach. Gapiłam się tępo na książkę, którą dostałam od Oli. Patrząc na nią i myślałam o całej tej sytuacji. „Nie przestaniesz, dopóki się czegoś nie dowiesz.” . Słowo „czegoś” zabrzmiało w ustach Red bardzo konkretnie. Co jest dla Amber takie ważne? Patrzyłam jeszcze na książkę, aż w końcu wzięłam ją do rąk. Dotknęłam jej brzegu czubka nosa i delikatnie przesortowałam strony. Zapach był dziwny, ale kojący. Komórka leżąca obok lekko zawibrowała. „Ola. Pyta jak się czuję.”. Uśmiechnęłam się lekko, a potem spoważniałam. „Przecież nie przyjaźnimy się na serio.”. Zabrałam komórkę i schowałam ją do kieszeni spodni, a książkę rzuciłam niedbale na łóżko. Muszę wziąć się w garść i wypełnić swoją robotę. Im szybciej to zrobię, tym lepiej. Postanowiłam zobaczyć się z Aleksandrą.
- Dokąd idziesz? - Mama stanęła w drzwiach do salonu.
- Do Aleksandry. Chciałam... podziękować jej za to, że mnie przyprowadziła wieczorem do domu. - Zrobiłam najbardziej naturalny uśmiech, na jaki tylko udało mi się wysilić.
- Nie boli cię już głowa? Możesz jeszcze chwile odpocząć i pójść do niej później.
- Jest okej. Poradzę sobie, a wrazie czego przywlecze mnie tu Ola.
- Dobrze, że będziesz w dobrych rękach. Cieszę się, że zbliżyłyście się do siebie. To pożądna dziewczyna, nie to co ta twoja Amber i reszta. - Te słowa wystarczyły, żeby zacząć wydzierać się na mamę, ale postarałam się zachować spokój. Zacisnęłam mocno pięści, a uśmiech z mojej twarzy znikł całkowicie. Zauważyła to i od razu zrobiła przepraszającą minę. „Koniec tego”, minęłam ją i wyszłam z domu. Na powietrzu odetchnęłam głęboko. „Co ona sobie w ogóle wyobraża!? Że może wszystkich oceniać, tak jak jej się podoba!?”. Wyprostowałam się i szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu Alki. Tamtego dnia panowała chłodna jesienna pogoda, przez którą pożałowałam, że nie wzięłam ze sobą żadnego swetra ani bluzy. Skulona przyśpieszyłam kroku. Stałam już przed jej domem, kiedy z lewej strony w krzakach usłyszałam szelest. Spojrzałam w tym kierunku i zrobiłam krok. Kolejny szelest. Byłam już przy krzaku, zanurzyłam do niego swoje ręce i odgrnęłam liście. Nie było tam zupełnie nic, oprócz jednego zielonego robaka przez którego się wzdrygnęłam. Nagle coś chwyciło mnie mocno za ramię i zaczęło wciągać mnie do środka. Zaczęłam się wyrywać i już prawie krzyknęłam, kiedy to „coś” z większą siłą szarpnęło moją rękę. Wylądowałam w połowie na trawie i w połowie w czyiś ramionach. Uniosłam głowę i wtedy zobaczyłam dobrze mi znaną twarz. Red.
- Przestań się wygłupiać i się pospiesz.- Puściła mnie i poszła przed siebie. Nic z tego nie rozumiałam. Powoli stanęłam na nogach i otrzepałam kolana z piachu. Na twarzy miałam grymas. Byłam cała podrapana przez gałęzie. Piekło mnie na prawej brwi, a kiedy ją dotknęłam, palce miałam w jasnoczerwonej krwi. Ciąle nie miałam pojęcia o co chodzi, ale byłam okropnie zła na Red. Podążyłam za nią. Byłam już za domem Aleksandry, a Amber jakby rozpłynęła się w powietrzu.
- Au! - Jęknęłam, kiedy poczułam, jak coś uderzyło mnie w głowę. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Red stojącą sobie na balkonie.
- No ruszysz się czy nie? I podaj mi pomatkę bo mi przypadkowo spadła. - „Przypadkowo” - powtórzyłam w myślach. Podniosłam szminkę i lekko podrzuciłam ją prosto w ręce Red. Komórka w jej kieszeni zawibrowała. Wyjęła ją i krytycznie pokręciła głową, kiedy czytała otrzymaną wiadomość.
- Wyjdę z domu bez uprzedzenia rodziców, że wychodzę i zaraz miliard sms'ów z pytaniami „Gdzie jesteś?”, a jak nie odpisuję i nie odbieram telefonu, to od razu myślą, że ktoś mnie porwał, zabił, albo zgwałcił, a potem zabił.- Odpisała szybko, zapewne coś w stylu „Wszystko ok. Jestem u Weroniki.”. Spojrzała na mnie z ukosa o schowała telefon do kieszeni. Usiadła wygodnie w słomianym fotelu w kącie balkonu. - Ty to masz farta. Twój ojciec cie zostawił, a matka ma cię w dupie, chciałabym tak. Masz pełny luz. - To było jak policzek. A może nawet bardziej, jak zdeżenie się z asfaltem. Poczułam nagłe ciarki i pozazdrościłam Red jej ciepłego różowego sweterka do połowy ud, którego nosiła rozpiętego. Miała na sobie jeszcze granatową bluzkę, jasne dżinsy i nowe botki na korku. Zarzuciła nogę na nogę i popatrzyła na mnie jakby na coś czekała.
- Idziesz? - Zapytała z niecierpliwością. Popatrzyłam na balkon i wreszcie zdałam sobie pytanie „Jak ona na to wlazła?”.
- Na górę?
- Ja się załamię... Po coś tu przyszłaś, prawda? Chciałaś iść do Aleksandry, no to do niej idź. Przyprowadziłam cię tu, żebyś wiedziała gdzie będę przez ten czas jak ty będziesz w tym pokoju – wskazała kciukiem na drzwi do pokoju Aleksandry. - Więc, idziesz tam w końcu?
Nagle wróciło do mnie racjonalne myślenie.
- Ale co ty tu w ogóle będziesz robić?
- Słuchać. Chcę wiedzieć, jak wykonujesz swoją robotę. Będę do ciebie pisać sms-y o co masz ją pytać i takie tam. Przy okazji może się czegoś wreszcie dowiem.
- Ale Red, to jest bez sensu! Dam sobie radę sama! Już jestem blisko bycia jej przyjaciółką! Już mi ufa, czyli niedługo pewnie wyjawni mi jakieś swoje sekrety.
- Dlatego tutaj jestem, żeby osądzić jak sobie dajesz radę. Więc dalej, ruszaj. - Popędziła mnie ruchem dłoni. Mruknęłam z niechęcią pod nosem i wróciłam przed dom. Zadzwoniłam do drzwi i poczekałam chwilę. Otworzyła mi Ola z lekko przerażoną miną.
- Hejka.
- Hej, co ci się stało?
- Eee tam, kot mnie podrapał. Mogę wejść?
- Jesne, ale idź od razu opłucz rany do łazienki, wyglądają na świerze.
- To zdarzyło się dosłownie zanim wyszłam.
- Kot wskoczył ci na twarz?
- Znaczy się... To nie był mój Mruczek. To był kot sąsiadki, wlazł do nas na drzewo i nie mógł zejść. Weszłam po niego, to mnie trochę podrapał i do tego gałęzie... Rozumiesz.
- Pani Dąbrowska ma kota? - No racja, nie ma.
- Tak myślałam, że to może być jej, bo ostatnio się kręcił wokół jej domu.
- Rozumiem, wejdź. Otworzyła szerzej drzwi i zrobiła mi miejsce.
- Mruczek? - Zapytała rozbawionym głosem, kiedy weszłam do środka.
- Nie śmiej się, miałam około 8 lat kiedy wybrałam mu to imię – Sama się zaśmiałam. Weszłam do niewielkiej łazienki i przeraziłam się kiedy zobaczyłam siebie w odbiciu. Oprócz przecięcia na brwi miałam jeszcze jedno na policzku i po kilka na brodzie i czole. Do tego byłam okropnie roztargana. Ugładziłam włosy jak najbardziej się dało. Kiedy się ogarnęłam weszłam do pokoju Oli. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to drzwi na balkon. Potem zobaczyłam Aleksandrę siedzącą na swoim łóżku. Dosiadłam się do niej i nieśmiało rozpoczęłam rozmowę.
- Ola, dziękuję, że mnie wczoraj przyprowadziłaś do domu. Mogłaś mnie zostawić na chodniku całkiem pijaną, ale tego nie zrobiłaś. Dzięki.
- Nie ma za co. Myślę, że ty też byś tak postąpiła.
- Pewnie tak. - Nagle dostałam sms-a. Wyjęłam telefon z kieszeni. ~Powiedz jej jakiś komplement.~ Zmierzyłam Olę od góry do dołu i nie zobaczyłam nic, co można by skomplementować. Jednak coś trzeba było powiedzieć. - Ładne spinki.
Popatrzyła na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niej. Miałam nadzieję, że nie wyglądało to sztucznie.
- Dzięki. - Kolejna wiadomość od Amber. ~Zapytaj ją o mnie. Czy wie dlaczego ją dręczę.~
- Ola..
- Hmm? - Nie miałam pojęcia jak ją o to zapytać. Ale zaryzykowałam.
- Nigdy nie rozumiałam, dlaczego Amber wybrała cię na swoją główną ofiarę? Dlaczego ciebie najbardziej prześladuje? - Nastąpiła głucha cisza. Aleksandra patrzyła na mnie, jakby czytała mi z twarzy.
- Myślałam, że ty mi kiedyś odpowiesz na to pytanie. - Nie rozumiałam czego dokładnie Red chce. Przecież to właśnie ona powinna wiedzieć dlaczego dręczy Alkę od kilku miesięcy. - Wiem tyle, że nie podobają jej się moje ciuchy, wygląd i praca moich rodziców.
Zaczęła wyraźnie się stresować. Przysunęłam się do niej bliżej.
- Przepraszam, jeśli uraziłam cię tym pytaniem. Po prostu ani ja, ani reszta dziewczyn nie wiedziałyśmy, dlaczego męczy ciebie szczególnie.
- Wiem jedno. - Popatrzyła na mnie. - Po prostu nie przypadłam jej do gustu. - Uśmiechnęła się krzywo. Krótki sygnał oznaczał kolejną wiadomość od Red. ~Naciskaj ją! Ona wie więcej niż mówi!~ Poirytowana wyłączyłam telefon i schowałam do kieszeni.
- To tylko mama. - W głowie już słyszałam wyrzuty od Amber. - Może gdzieś wyjdziemy?
- W sumie, zamierzałam iść do Kielicha Wikinga.
- Gdzie? - W życiu nie słyszałam o takim miejscu.
- To taka knajpka, w każdą niedzielę organizują różne zabawy i takie tam. W tym miesiącu jes karaoke. Jak chcesz, możesz iść ze mną. - Niemal słyszałam głos Red w głowie, wołający „Idź! Zgódź się!”
- Jasne, będzie fajnie.
Kielich Wikinga to średniej wielkości drewniany budynek. W środku unosił się zapach piwa i potu. Nie rozumiałam, jak można przychodzić tam z własnej woli. Ja byłam zmuszona, żeby chodzić wszędzie, gdzie chodzi Ola. Usiadłyśmy przy małym, okrągłym drewnianym stoliku z trzema krzesłami. W prawym rogu obok baru wystawione były dwa mikrofony, a po lewej stronie niewielki telewizor. Miałam ogromną nadzieję, że nikt pijany nie dosiądzie się do naszego stolika. Kobieta o miłej twarzy podeszła do nas.
- Dwie cole dla pań. - Postawiła przed nami szklanki.
- Dzięki, Doroto – Uśmiechnęła się szeroko Ola w podziękowaniu.
- A ciebie tu jeszcze nie widziałam. - Złożyła ręce na piersi i spojrzała na mnie.
- Jestem tu pierwszy raz. - Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Jakbyście czegoś potrzebowały, jak zawsze jestem przy barze. - Puściła do nas oczko i kobiecym krokiem odeszła.
- Nie płacimy?
- W niedziele dla każdego jest jeden napój gratis. Przyjemnie tu, co? - „Niekoniecznie. Ale ta kobieta była miła.” Wzruszyłam ramionami.
- Jestem tu jakieś dwie minuty, nie mogę jeszcze stwierdzić.
- Hej, Olko-Babolko. - Zabrzmiał głos zza pleców Aleksandry. W tej samej sekundzie bicie mojego serca przyspieszyło dziesięciokrotnie. To nie mogło się dziać.
- Hej Adam, przyszłeś posłuchać czy popisać się swoim talentem wokalnym.
- Oczywiście, przyszedłem wysłuchać śpiewu najlepszej wokalistki w tym mieście. - Usiadł na wolne krzesło obok Oli i puścił do niej oczko. Dopiero teraz zwrócił na mnie uwagę.
- O, nie jesteś sama. - Nie zabrzmiało to dosyć sympatycznie. Ale wysilił się na lekki uśmiech w twoją stronę.
- Hej, jestem Natalia. - Powiedziałam zbyt cicho, aż bałam się, że nie dosłyszał.
- Wiem. Adam. - Rzucił przelotnie.
- Wiem. - Lekko się uśmiechnęłam. Jak Red to robi, że w jednej sekundzie usuwa z siebie wszystkie negatywne emocje? W brzuchu zaczęło mi się skręcać i myślałam, że zaras zwymiotuję. Wiedziałam, że Adam się mną nie interesował, ale nie wiedziałam, że mnie aż tak nie lubi. Na scenę weszły już pierwsze osoby, między innymi jakiś mężczyzna z basowym głosem, jakiś inny facet, który przed występęł się upił, a nawet Dorota zaśpiewała jedną piosenkę. Adam zamówił wcześniej piwo i upił je już do połowy. Przed mikrofonem poraz kolejny stanął mężczyzna we fioletowej bluzie i czarnych ściętych na jeża włosach. Kiedy pojawił się na scenie poraz pierwszy, Ola powiedziała mi, że to on jest właścicielem. Stawał tam tylko po to, aby zapowiedzieć piosenkę i zapytać, kto jest chęrny do jej zaśpiewania. W większości były to piosenki polskie, ale od czasu o czasu pojawiały się też po angielsku. Ku mojemu zaskoczeniu spostrzegłam kilka osób ze szkoły, ale nikogo konkretnego. Było tam dużo dwudzietolatków.
- A na teraz przygotowaliśmy piosenkę „Say Something”. Jest ktoś chętny?
Zgłosiło się kilka osób. Zobaczyłam, jak Adam lekko szturcha Olę łokciem. Powiedział coś do niej, ona się uśmiechnęła i uniosła wysoko rękę.
- Olka! Ciebie jeszcze dzisiaj nie słyszałem! Dajesz na scenę! - Właściciel miał okropnie piskliwy głos i zachowywał się za bardzo luzacko jak na 40-latka. Ola wstała, zasunęła krzesło i wyszła na scenę. Teraz byłam tak blisko Adama jak nigdy. Nikt nie siedział pomiędzy nami. Upiłam łyka coli i poczekałam, aż zacznie się jej występ. Piosenka już się zaczęła, a na małym ekranie pojawił się jej tekst. Ola zaczęła śpiewać, a jej głos był aksamitny. Śpiewała czystko, bez fałszu.
- Jak długo się zadajecie? - Adam nachylił się do mnie.
- Jakiś miesiąc.. - Jeszcze nigdy nie był tak blisko mnie. Jego bliskość przyprawiała moje ciało o dreszcze, ale takie dość przyjemne.
- Chodzą plotki – zaczął – o tym co zrobiłaś Amber. - Spięłam się gdy to powiedział. Czy on właśnie stawał po jej stronie? Chciał mnie teraz powyzywać.
- Aaa, te plotki. - Aby uspokoić nerwy chwyciłam za szklankę i delikatnie nią kręciłam.
- Chciałem ci powiedzieć, że w nie nie wierzę. - Od razu się rozluźniłam. - Ale nie macie w nic mieszać Oli, okej? Znam was i wiem, że możecie ją wpakować w niezłe kłopoty. - Odłożyłam szklankę na stół.
- Znasz „nas” jako dziewczyny dręczące innych, jako dziewczyny bez duszy i serca. Znasz „nas” tak jak nas widzisz. Ale nie znasz mnie. - Zaskoczył mnie mój ostry ton. Ale przyznam, byłam lekko wkurzona. Adam odsunął się i wrócił na miejsce. Ola już skończyła piosenkę i otrzymała gorące oklaski, ale zanim wróciła, szepnęła coś na ucho właścicielowi.
- A więc, następna piosenka, to „O mnie się nie martw”, ale nie martwcie się, bo mamy już chętnych. - Do drugiego mikrofonu podeszła Ola.
- Natalia, czy zaśpiewasz ze mną tę piosenkę? - Patrzyła na mnie jak cała reszta publiczności, a ja siedziałam jak wryta.
- Ja... - Całkowicie odjęło mi mowę.
- Dajesz, Nat! - Krzyknął Adam, pomimo że był tuż obok mnie. - Pokaż kto tu rządzi. Jesteś w tym dobra.
Spojrzałam na niego i ten jego idealny uśmiech. Zaczął klaskać razem z resztą ludzi, a ja wzięłam mały łyk coli i poszłam w stronę sceny. Początkowo małymi, nieśmiałymi kroczkami, ale potem przypomniały mi się jego słowa: „Pokaż kto tu rządzi. Jesteś w tym dobra”. Zapewne miało to być obraźliwe i miało za zadanie przypomnić mi, że zawsze będę tą samą jędzą, ale dodało mi to odwagi. Przyspieszyłam kroku i uniosłam podbrudek. Uśmiechnęłam się szeroko do Oli, która podała mi mikrofon. Rozejrzałam się po widowni. Kiedy siedziałam przy stoliku wydawało mi się, że było więcej ludzi. Spostrzegłam wzrok Adama. Jakbym była jakąś książką, z którą czyta. Włączno muzykę i spojrzałam na ekran, który wyświetlił tekst piosenki. Zaczęłyśmy śpiewać. Opłaciły mi się lekcje wokalu. Pomimo, że nie miałam tak pięknego głosu jak Ola, nie brzmiałam przynajmniej jak zadeptana ropucha. „Pokaż im kto tu rządzi. Jesteś w tym dobra” ciągle brzmiało w mojej głowie. „Tak zamierzam, Adamie.” . Obie podskakiwałyśmy podczas śpiewu. Nie przepadam za polskimi piosenkami, ale wtedy na scenie z Olą, naprawę dobrze się bawiłam.
Podczas refrenu wskazałam palcem na Adama.
O mnie się nie martw, o mnie się nie martw.
Ja sobie radę dam.
Jesteś to jesteś, a jak cię nie ma
To też niewielki kram.
Ja sobie radę dam.
Jesteś to jesteś, a jak cię nie ma
To też niewielki kram.
Wszyscy spojrzeli w jego stronę i się zaśmiali. Razem z Olą dokończyłyśmy piosenkę, na koniec chwyciłyśmy się za ręce i razem ukłoniłyśmy. Kiedy znowu spojrzałam na Adama miał uniesione ręce i głośno klaskał. Patrzył się tym razem na Aleksandrę, a ona odwzajemniała spojrzenie, jak i uśmiech. Zeszłyśmy ze sceny i podeszłyśmy do stolika.
- Byłaś niesamowita! - Od razu zaczął chwalić Alkę. - Ty też całkiem nieźle śpiewasz.
- Wiem. - Uśmiechnęłam się. - Dzięki. Ale muszę już lecieć.
- To pa. - Rzucił pośpiesznie Adam i usiadł z powrotem na krzesło.
- Ale czemu? Nie chcesz jeszcze chwilkę posiedzieć?
- Nie odrobiłam lekcji, bo późno wróciłam do domu, pamiętasz? - Puściłam jej oczko.
- No tak. - Zachichotała. - To do jutra.
- Narazie.- Wyszłam z budynku i pierwsze co poczułam, to znane mi ciarki. Na dworze było tylko chłodniej. Skuliłam się i szłam szybkimi krokami.
- Ładny dałaś koncert. - Red wyjawiła się zza jakiegoś budynku.
- Dzięki. - Odburknęłam. - Byłaś tam cały czas?
- Szłam za wami. A tak w ogóle, to dobrze dzisiaj Adam wyglądał, co nie? - Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi. - Aleksandra już prawie całkowicie ci ufa. Jeszcze tylko trochę czasu.
- To co, nie będziesz mnie już śledzić?
- Chyba sobie dajesz radę.
Red odprowadziła mnie do ulicy na której mieszkam. Szłyśmy i rozmawiałyśmy tak jak dawniej : o Aleksandrze, o innych ofiarach, o ciuchach, o Weronice i Wiktorii. Tęskniłam za tym. Amber delikatnie pogładziła kciukiem zadrapanie na moim policzku.
- Nie chciałam, żebyś się tak podrapała w tych krzakach, wybacz.
- Nic nie szkodzi, zatuszuję to podkładem. - Posłała mi czuły uśmiech. Potem obie wróciłyśmy do swoich domów. Myślałam o Adamie. O tym jak mnie nienawidzi, o tym, że nawet nie wiedziałam, że zna się z Olą, a co do piero, że ze sobą... flirtują, albo nawet chodzą. Nie mogłam sobie wyobrazić ich jako parę, ani nie chciałam. To jak nazywał ją Olcią-Babolcią, to jak jej klaskał najgłośniej ze wszystkich, jak patrzył na nią z czułością, to wszystko wskazuje na to, że ona mu się najwyraźniej... podoba. Weszłam do pokoju i usiadłam na swoim łóżku. Obok leżała rzucona przez mnie z rana książka. Chwyciłam ją do rąk, ułożyłam się wygodnie i zaczęłam czytać.PRZECZYTAJ !!!
↓↓↓↓↓↓
~ Dzięki za przeczytanie, mam ogromną nadzieję, że wam się podobało. Dziękuję za komentarze które pisaliście, jest mi miło je czytać :) Jednak dla osób, które nie komentują : Proszę was o komentarze, chociaż w stylu "Przeczytałam", bo to na prawdę nie dużo, a jest dla mnie ważne. Komentarze dostałam od zaledwie 3-4 osób (za co bardzo im dziękuję ♥) , a wyświetleń jest zawsze po 10 razy więcej! Czy to tak wiele? Napisanie jednego rozdziału zajmuje godziny, do tego muszę to przeczytać, żeby sprawdzić czy nie ma błędów, godzinę szukać odpowiednich gifów i potem to wstawić. To nie jest takie łatwe jak się wydaje. Więc proszę o trochę szacunku dla mnie. Pisałam ten rozdział wczoraj wieczorem od ok 20:00 do 23:00 i napisałam połowę. Dzisiaj zaczęłam dokańczać od jakoś 13:30 z przerwą na obiad i dopiero teraz (16:50) to wstawiam! Głowa mnie już boli, włożyłam w to mnóstwo pracy i czasu. Więc błagam was o jeden głupi komentarz. Chciałam dzisiaj wstawić ten rozdział, ponieważ jutro wyjeżdżam na 10 dni z rodziną. Będę wdzięczna za każdy komentarz, a jeśli uważacie, że mój blog jest godny polecenia, to byłabym przeszczęśliwa, gdybyście polecili go znajomym. Dziękuję bardzo i narazie! ~





