Music

sobota, 26 grudnia 2015

#13

            Była około godzina 10:00, kiedy przez mój dom przedarł się dzwonek. Zignorowałam go i wróciłam do spania, wtulając twarz w poduszkę. Dzwonek zadzwonił ponownie, tym razem stanowczo i długo. Mruknęłam zniesmaczona i wygramoliłam się z łóżka. Schodząc po schodach dzwonek zadzwonił jeszcze kilkakrotnie. Otworzyłam drzwi i znieruchomiałam.
- Amber?
- Twojej mamy nie ma, prawda? – Nie czekając na odpowiedź, weszła do środka.
- Wyjechała wczoraj do swojej siostry. Co ty tutaj robisz? I do tego tak wcześnie.
- Zaraz w pół do jedenastej. – Zmierzyła mnie. Właśnie zdałam sobie sprawę, że jestem w piżamie. Ale Amber to nie obchodziło, znała mnie dobrze i wiedziała, że w weekendy sypiam do południa. – Możesz mi zrobić herbaty.
Weszłam za nią do kuchni i zagrzałam wodę. Usiadłam obok Red ciągle zmieszana jej obecnością.
- Red, mówiłam ci już… Jeśli chcesz mi się zapytać czy czegoś się dowiedziałam, to doskonale wiesz, że…
- Zmiana planów. – Uniosła podbródek do góry i uśmiechnęła się triumfująco. – Nie ma więcej wydobywania informacji z Alki.
Popatrzyłam na Red zakłopotana.
- To znaczy.. Koniec udawanej przyjaźni z Olą?
- Nie aż taka zmiana planów… - Bawiła się złotym wisiorkiem u lewej ręki, wyglądała na spokojną. – Już wiem o niej wszystko.
Próbowałam wyczytać coś z jej twarzy, ale nie potrafiłam.
- Więc dlaczego mam się z nią dalej przyjaźnić?
- Bo widzisz, to nie wrogowie cię niszczą. Niszczą cię ludzie, których kochasz. To oni znają twoje słabości. To oni są twoją słabością.
- Co masz na myśli?
Jej spokojny uśmiech teraz się wykrzywił. Wyglądała groźnie.
- Mamy nowy cel – Spojrzała mi w oczy. Jej tęczówki miały barwę lasu, tonącego w letnim słońcu – Zaprzyjaźnisz się z nią, a potem ją zniszczysz.
Przez dłuższy moment się nie odzywałam. Wstałam i zalałam herbatę Red. Amber opowiadała dalej swój nowy plan, a ja po prostu na chwilę się wyłączyłam. Prawie w ogóle jej nie słuchałam.
- Z resztą mamy teraz inny problem. – Rudowłosa królewna uniosła parujący kubek i podmuchała jego zawartość – Ktoś ma co do nas jakieś obawy i powiedział psycholog o twojej nagłej przyjaźni z Aleksandrą.
- Skąd ty to wiesz? Nie przypominam sobie, żebym ci o tym kiedykolwiek mówiła.
- Nie musiałaś. Z nami też rozmawiała kilka razy. Z każdą osobno. Suka jest podejrzliwa, może nas rozgryźć. Ale tego nie zrobi. Mój plan jest zbyt doskonały, nie zawiedzie. Żaden mój plan nie zawodzi. – Wzięła łyka napoju. Zastanowiła się chwilę i oznajmiła – Przyjdź do mnie po południu. Obgadamy to jeszcze, razem z Weroniką i Wiktorią.
Weronika i Wiktoria. Wypowiedziane z ust Red imiona wywołały u mnie masę wspomnień i falę duszonej w sobie tęsknoty. Wreszcie porozmawiam ze wszystkimi swoimi przyjaciółkami.
                                                                         
                                                                        *

Pokój Amber w ogóle się nie zmienił. Po raz pierwszy od ponad 2 miesięcy poczułam się jak w domu. Opadłam wygodnie na ogromne łóżko znajdujące się na środku pokoju. Układając głowę na stosie poduszek poczułam limonkowy zapach szamponu do włosów, którego używa Red.
- Wreszcie w domu, co nie? – Opierała się o framugę drzwi. Miała promienny uśmiech. Taki u niej był najpiękniejszy. Może Red tak samo jak ja tęskniła za wspólnym rozmawianiem, oglądaniem filmów, żartowaniem i wspólnymi zakupami. – Zejdę na dół i poczekam za dziewczynami. A ty możesz się odprężyć. I zniknęła, zamykając za sobą drzwi. Rozkoszowałam się wygodą. Szkoda, że Ola nie ma takiego łóżka. Wtedy oglądając wspólnie filmy, byłoby prawie jak u Amber. Zdziwiłam się, kiedy uświadomiłam sobie, że myślę o Oli w domu Red. Dlaczego miałabym o niej myśleć? Obróciłam się na lewy bok. Usłyszałam pod materacem szeleszczący dźwięk. Pomyślałam, że mi się zdawało, ale poruszyłam się jeszcze raz… Coś było pod nim.
           Odchyliłam lekko materac i włożyłam pod niego rękę szukając przedmiotu. W końcu wymacałam jakąś rzecz. Poczułam, jak w mojej dłoni gniecie się kartka papieru. Jako, że jestem ciekawska, bez dłuższego myślenia wyjęłam kartkę. Zaśmiałam się cicho na myśl, że Red może pisać wiersze, albo jakieś miłosne historyjki. A może to był jakiś zwykły rysunek, albo kartkówka? Rozłożyłam pogniecioną kartkę. Moje serce zabiło kilkakrotnie kiedy przeczytałam część jej zawartości. Były na niej napisane imiona, żadne z przeczytanych nie były mi znajome. W pierwszej linijce były to: Adelaide, Carla, Beatrice, Constanza, a podkreślone kilkoma kreskami było imię Beatrice. Pod spodem w kolejnym rzędzie wypisane były Raidun, Kjersti, Liv, a podkreślone było Raidun. Linijkę niżej: Lara, Mia, Marie, podkreślone Marie. Następnie pojawiały się kolejne imiona. W przedostatniej linijce wymienione były: Cassie, Helen, Bethany i Lily, podkreślone było imię Bethany. Czytając ostatni rząd, moje ręce trzęsły się tak bardzo, że ledwo przeczytałam znajdujące się w nim imiona: Wiktoria, Weronika, Natalia.
Podkreślone było moje imię.

                                                                             ☺

Sala gimnastyczna naszego liceum jest ogromna. Właśnie oglądałam aniołki zrobione z różnych materiałów na jednej z wystaw. Szydełkowane, origami, szklane, porcelanowe. Co roku organizowany jest tutaj jarmark świąteczny. Przedstawienia, koncerty, zabawy dla młodszych.
- Wiktoria, popatrz! – Amelia trzymała w rączkach jednego z porcelanowych aniołków. Oglądała go z każdej strony z zainteresowaniem. – Kupisz mi?
- Odłóż, bo jeszcze zbijesz.
- Ale kupisz? – Wyraz twarzy miała błagalny.
- Nie masz już takich z pięćdziesiąt?
- Mama mi zawsze kupuje jednego co roku! – Teraz zrobiła obrażoną minę. Wyglądała komicznie. Niski skrzat ze zmarszczonym noskiem i zaciśniętymi ustami. Zabrałam aniołka z jej rąk i odłożyłam na swoje miejsce.
- No widzisz, ale mamy tutaj nie ma. Teraz się zamknij.
- Głupia jesteś! – Spiorunowałam ją wzrokiem, po czym ona odwdzięczyła się tym samym.
- Trzymaj – Ktoś wyciągnął rękę przed twarz mojej siostry i pomachał jej przed nosem porcelanowym aniołkiem. – Na mój koszt - Amelia rozradowana chwyciła aniołka, szybko podziękowała, odwróciła się na chwilę w moją stronę, pokazała mi język i pobiegła w głąb tłumu.
- Co za mała… - Patrzyłam w dal za oddalającą się smarkulą. Spojrzałam teraz na sprzedającego. – Nie wierzę, znowu ty…
Kamil natomiast wyglądał na zadowolonego z siebie. Zauważyłam, że po siniaku na jego nosie już nic nie pozostało.
- Zanim coś powiesz, dla ciebie też coś mam.
Patrzyłam zdezorientowana, jak wyciąga z kieszeni kurtki pudełko wielkości rozłożonej dłoni. O dziwo, teraz wyglądał na mniej pewnego siebie. Wzięłam od niego pudełko i popatrzyłam na nie z fascynacją.
- Otwórz – Zachęcił.
I tak zrobiłam. W środku znajdował się srebrny wisiorek w kształcie dwóch rozpostartych skrzydeł. Patrzyłam na przedmiot oszołomiona. Wydukałam tylko:
- Dlaczego?
A on odpowiedział mi:
- Wesołych Świąt, Wiktoria.
Dopiero wtedy odważyłam się unieść wzrok i popatrzeć mu w oczy.
- O Boże, Amelia! Muszę ją znaleźć! Gdzie ona poszła? – Zaczęłam rozglądać się po sali. Ciekawe co by mama na to powiedziała. Ale jej tutaj nie ma. To moim obowiązkiem jest pilnować młodszą siostrę. Zanim odeszłam, rzuciłam szybkie „Muszę iść”. Przeszłam przez całą salę, rozglądając się za Amelią. Zobaczyłam ją w kąciku dla młodszych. Robiła jakieś sklejanki razem z jakąś dziewczynką. Idąc w jej stronę, uświadomiłam sobie, że nawet nie podziękowałam Kamilowi za prezent.  Dziewczynką siedzącą z Amelią była Eliza, młodsza siostra Adama. O ile się nie myliłam, była rok, albo dwa lata starsza od mojej siostry.
- Amelia, szukałam cię!
- Właśnie widzę, dopiero zaczęłaś. Olałaś mnie. Rozmawiałaś z tamtym miłym chłopakiem, zamiast po mnie iść. – To brzmiało jak zarzut.
- Ja już pójdę, pewnie Adam mnie szuka. – Eliza zabrała swoje rzeczy, pożegnała się z Amelią i poszła w głąb sali.
- Widzisz, bierz z niej przykład. Ona wie co to obowiązek. – Przypomniało mi się, jak jeszcze niedawno sama siebie upomniałam, że źle pilnuję siostrę.
- Mówisz jak mama.

                                                                 ☺

            Zamknęłam za sobą wiecznie ciche drzwi. Zrobiłam kilka wolnych kroków i przyglądałam się uważnie. Tym razem ubrałam się w mniej wyraziste kolory: białe spodnie i jasnoniebieski sweter. Włosy spięłam w luźnego warkocza. Kobieta siedząca obok Bethany wstała, podziękowała Beth za lekcję i podeszła do mnie lekko się uśmiechając.
- Przyszłaś o dobrej porze. Leki dostanie za godzinę, a po nich jest najmniej aktywna. Polepsza jej się. Nie bardzo, ale jest mały postęp. Może uda ci się z nią jakoś porozumieć. – I zostawiła mnie w pokoju samą z moją przyjaciółką i całą masą nadziei. Zdeterminowana usiadłam obok dziewczyny i ujęłam jej dłoń.
- Beth, pamiętasz mnie? – Przyjaciółka patrzyła na mnie z uśmiechem, ale nie wiele do niej docierało. – To ja, Helen. Przyjaźnimy się. – Kołysała się lekko na materacu wpatrując we mnie. – Słyszysz mnie? Wiem, że z lekarzami trochę rozmawiasz…
Teraz opuściła wzrok na podłogę. Kiedy otworzyła usta, wzięłam głęboki oddech.
- One, two, three, four, five. Once I caught a fish alive. Six, seven, eight, nine, ten. Then I let it go again. Why did you let it go? Because it bit my finger so. Which finger did it bite? This little finger on the right. – Śpiewała cicho.
- Beth.. Proszę cię, wiem, że mnie słyszysz. Jesteś od tego silniejsza.- Oczy mnie zapiekły, ale zamrugałam szybko, aby powstrzymać łzy. – Proszę, odezwij się…
Ku mojemu zdziwieniu, odwróciła głowę w moją stronę. Popatrzyła mi głęboko w oczy. Aż lekko dostrzegłam dawną, szczerą Bethany.
- Ona nigdy nie odeszła. – Poczułam ukłucie w płucach,  przez chwilę wstrzymałam oddech. – Jest dokładnie… tutaj. – Uniosła palec i dotknęła mojego czoła. – I nigdy nie wyjdzie.
Oszołomiona wstałam tak szybko, że zrzuciłam wazon stojący na małej komodzie. Rozbił się na białej podłodze, wyrzucając z siebie kwiaty, które były jedynym kolorowym obiektem w pokoju. Trzask przeciął ciszę panującą w pokoju. Bethany skuliła się na łóżku zasłaniając uszy. Zaczęła krzyczeć. Nie był to zwykły, krótki krzyk. Zaczęła wić się w pościeli, a krzyczenie było przerażające. Nagle krzyki zaczęły dobiegać z sąsiednich pokojów. Nie potrafiłam nic zrobić. Nie potrafiłam uspokoić przyjaciółki. Sama miałam ochotę krzyczeć. Do pokoju weszły pielęgniarki i lekarz. Lekarz i jedna z pielęgniarek próbowali unieruchomić Beth, a tymczasem druga pielęgniarka wyciągnęła strzykawkę. Wbiła igłę w delikatną skórę Bethany, a kiedy ona zaczęła się uspokajać, przykryli ją kołdrą. Zasnęła. Wyprowadzili mnie z pokoju, a lekarz kazał podążać za nim. Pewnie chciał się dowiedzieć, co się dokładnie stało.

W korytarzu panował zgiełk. Pielęgniarki biegały w tę i we w tę, a krzyki roznosiły się po całym budynku. 
                    



* * *

Halo, halo! Jest tam kto?

Jeśli przeczytałeś rozdział, zostaw komentarz.
A ostatnio było ich...
Prawie w ogóle.
Więc jeśli czytasz tego bloga, to proszę zostawiaj po sobie ślad pod postacią chociażby głupiego "Przeczytał*m".
Naprawdę nie chce mi się tego ciągle powtarzać...
To jest serio ważne, bo pokazuje, czy ktoś to jeszcze czyta.
Dziękuję za przeczytanie, do zobaczenia.

3 komentarze:

  1. Przeczytałam i zajebiste, tylko niech będzie więcej Amber i Natalii ;/ + kocham, nie przejmuj się ludźmi, w końcu zły humor minie. ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne to jest! ♥ Naprawdę polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeej nowy ♥
    Przez to, że niestety rzadko dodajesz rozdziały czytam je jeszcze z większą chęcią :)
    I strasznie mnie zainteresowała ta lista z imionami, więc mam nadzieję, że niedługo sięto wyjaśni.
    Teraz czekam na next!

    OdpowiedzUsuń