Music

sobota, 22 sierpnia 2015

#9

     - Coś ty sobie myślał!? - Mój głos rozniósł się echem po pustej sali.
- O co ci chodzi!? Taka jest prawda i dobrze o tym wiesz!
- Ona stara się zmienić! Potwory tego nie robią!
- Zapomniałaś już jak cię traktowała przez te wszystkie miesiące? Jak jakiś śmieć! Co ty robisz?
- Dzwonię do Adama. Kiedy Natalia nie ma chumoru, włóczy się wszędzie bez celu.
- Poradzi sobie.
- Skąd wiesz!? Dlaczego ty zawsze jesteś taki wszystkiego pewny!? - Trzącącymi się palcami wybrałam numer do Adama – Adam? Mam do ciebie prośbę... Yyy... Masz teraz czas? Świetnie, świetnie! Mógłbyś rozejrzeć się po okolicach biblioteki? Natalia się zezłościła, a ja nie chcę żeby łaziła po mieście i nabawiała się kłopotów. Robi głupie rzeczy kiedy jest zła lub smutna. Tak, proszę cię abyś ją podwiózł do domu. Adam, proszę... Adam, nie mów tak! Dziękuję! Uwielbiam cię, pamiętaj o tym! No, pa!
- Natalii się to nie spodoba. Wiesz, nie jest typem dziewczyny, która lubi jak się jej mówi co ma robić.
- Oh, zamknij się wreszcie! - W końcu usiadłam na krześle i nerwowo z rytmem uderzałam paznokciami o blat stołu.
- Dlaczego się tak denerwujesz? - Zignorowałam to pytanie. Po chwili Beniamin postawił przede mną banknot. - Zwracam.
Schowałam pogniecione 20 zł do kieszeni.
- Uratowałaś mi życie, wiesz?
- Przestań.
- Mówię poważnie.
- Ja też mówię poważnie! Zawsze mówię poważnie! Wtedy też mówiłam poważnie!
- Słuchaj, wiem że się o mnie martwisz, ale to już koniec. Już nie będę od ciebie nigdy więcej pożyczać pieniędzy.
- Do cholery jasnej Ben, ale tu nie chodzi o pieniądze! Tu chodzi o ciebie!
- Wiem, ale to już k o n i e c! Już wszystko załatwione. - Po chwili ciszy zapytał – Mama cię wypytywała?
Sięgnęłam pamięcią do dnia kiedy wracając samochodem z biblioteki zapytałam mamę o pieniądze na klasowe. Uznała wtedy, że dziewczyny mi je zabrały. Ale na co Amber Red takie marne grosze?
- Raz.
- Co jej powiedzałaś?
- Że je zgubiłam.
- Dobrze – Widać odetchnął z ulgą. - Nie chciałbym, żebyś miała przeze mnie kłopoty.
- Ben... To co się stało, to przeszłość. Nie musimy już o tym rozmawiać. - Beniamin opierając się łokciami o stół przeczesał kruczoczarne włosy. Jeden loczek śmiesznie odstawał w porównaniu od reszty. Nie mogłam się powstrzymać.
- Poczekaj, pomogę ci. - Naplułam na swoją dłoń,wyciągałam ją w jego kierunku i gdy już prawie przygładziłam jego loczka, Ben chwycił mnie za nadgarstek.
- Osz ty... - Wstał z krzesła. O głowę wyższy, roztargany brunet rzucił się na mnie wykręcając mi nadgarstki. Przyciągnął mnie do siebie i nie widziałam jak na mnie patrzył, bo zajęta byłam próbą wyrwania swoich nadgarstków z jego zaciśniętych dłoni. W końcu również na niego spojrzałam. Jego twarz miała delikatny wyraz, patrzył mi prosto w oczy. Miał lekki, rozmażony uśmiech. Nie rozumiałam wtedy co się dzieje, ani co chce zrobić Beniamin, ale wykorzystałam moment aby wyrwać oślinioną dłoń z jego ręki, podskoczyć i idealnie wygładzić jego sterczący loczek. Puścił mój drugi nadgarstek, a ja odskoczyłam do tyłu.
- Jesteś obrzydliwa. - Powiedział z obrzydzeniem, ale dostrzegłam w jego głosie rozbawienie. Spodziewałam się, że znowu się na mnie rzuci, ale odwrócił wzrok i oparł się plecami o jedną z szaf z książkami. Wydawał się być spięty. Stanęłam obok niego i również oparłam się o szafę.
- Jesteś pewna co do Natalii?
- Całkowicie. A ty nie?
- Wiesz, dzisiaj gadałem z nią pierwszy raz odkąd kilka tygodni temu nazwała mnie obojniakiem przy całej szkole. Stwierdziła, że to jest mój sekret.
- To skomplikowane, ale daj jej szansę. Nie potrafimy sobie wyobrazić jak to było z jej perspektywy. Jej przyjaźń z Amber i resztą była mniej idealna niż się wydaje. Z resztą Beniamin, którego znam nie przejmuje się opinią innych. - Ben zasuną na nos okulary i złożył ręce na piersi.
- No i tak jest, ale to nie było przyjemne.
- Proszę cię, abyś dał jej tylko jedną szansę. - Po chwili zwrócił ku mnie swoje bursztynowe oczy.
-Jedną.

     W rekordowym czasie ubrałam się, umyłam zęby i zrobiłam makijaż. Wychodząc z domu zabrałam ze sobą jabłko. W samochodzie usiadłam obok mamy.
- Masz wszystko?
- Tak, jedź już! - Pod szkołą byłam kiedy zadzwonił dzwonek. Biegnąc do sali wyrzuciłam po drodze ogryzek. Kiedy podbiegłam do drzwi sali, moja klasa już wchodziła. Usiadłam na swoim miejscu i poszukałam w torebce chusteczki. Ręce mi się całe kleiły od soku z jabłka, także postanowiłam użyć chusteczki do demakijażu ze względu, że jest wilgotna. Pierwsza lekcja to muzyka, także nie musiałam niczego wypakowywać. Poprawiłam włosy, wygładziłam swoją nową, rozkloszowaną, bordową spódnicę, którą dopasowałam z czarnymi rajstopami, czarnymi creepersami szarym swetrem i złotym wisiorkiem. Byłam na tyle nierozgarnięta, że nie dostrzegłam Oli siedzącej na miejscu obok mnie.
- Hej, mogę prawda?
- Jasne.
- Jesteś zła za wczoraj?
- Nie, coś ty.
- Przepraszam za Beniamina i za to, że wysłałam po ciebie Adama. Bałam się, że znowu zrobisz coś... nieodpowiedniego i możesz mieć kłopoty. No i trochę spanikowałam, że możesz się na mnie obrazić.
- Jest okej, naprawdę. Wczoraj byłam zła, ale nie na Beniamina, tylko na siebie.
Reszta dnia w szkole minęła szybko i spokojnie. Zaczęłam obawiać się najgorszego, że Red na chwilę przestała nas dręczyć, aby za jakiś czas zrobić coś okropnego. Kto ją tam wie.

-Więc y równa się 24, czyli odpowiedź C?
- Y równa się 27, odpowiedź B – Puściła do mnie oczko.
- O matko... - Uderzyłam głową o zeszyt – Jestem beznadziejna z matmy.
- Byłaś blisko. Dobra, to teraz chemia. - Wyciągnęła zeszyt A4 ze swojego plecaka. Odpowiedziałam jej głośnym jęknięciem. Drzwi do pokoju Oli zaskrzypiały, a w nich ukazał się mężczyzna. Wysoki, umięśniony, z potarganą czupryną w kolorze kory, miejscami posiwiałą. Miał na sobie koszulę polo w pasy i wytarte dżinsy. Na twarzy miał uśmiech, którym starał się ukryć zmęczenie. Ola wstała z widocznym zmieszaniem na twarzy.
- Tato, już wróciłeś?
- Nie cieszysz się?
- A powinnam?
Po chwili mężczyzna odpowiedział spokojnym głosem.
- Powiedzieli, że zadzwonią.
Z zainteresowaniem słuchałam ich rozmowy, co było wścibskie z mojej strony, ale wtedy nie zwracałam na to uwagi.
- Dzień dobry, wybacz, że się nie przywitałem.
- Dobry, jestem... - i tu urwałam, przypominając sobie, że jej tata zna mnie jako dokuczającą się jego córce żmiję.
- Natalia, wiem. Nie będę już wam przeszkadzał. - I wyszedł zamykając za sobą drzwi. Mama Oli po jakimś czasie zaczęła się do mnie przyzwyczjać, teraz muszę jeszcze przekonać do siebie jej tatę.
- O co chodzi z "już przyjechałeś"?
- No bo widzisz... - Usiadła na swoim łóżku. Usiadłam obok. - Wiesz, że mój tata prowadzi sklep odzieżowy?
- Lumpeks – Poprawiłam, po czym szybko zasłoniłam usta ręką – Sorry.
- Nie masz za co przepraszać, przecież to prawda. Tak więc...Coraz mniej ludzi zaczęło kupować w jego sklepie przede wszystkim dlatego, bo to no wiesz... "Obiciach". I również coraz mniej osób oddaje ubrania do sprzedania. Także mój tata pojechał do swojego brata na kilka tygodni, bo w tamtejszej okolicy mógłby mieć szansę na lepszą pracę. Także puki jej nie dostanie, na nas wszystkich zarabia mama, a jak wiesz, w bibliotece też nie idzie najlepiej.
                                                         
                                                                    ☺

Jadłam kolację z rodzicami w kuchni. Cieszyłam się z powrotu taty. Kiedy zjadł, zaproponował, że pozmywa, jednak nie wyraziłam na to zgody i powiedziałam, aby poszedł już spać, bo jest zmęczony, a ja pozmywam za niego. Wychodząc pocałował najpierw mamę, a następnie mnie w czoło. Zmywając poczułam wibrowanie telefonu w kieszeni. Szybko wytarłam ręce w ręcznik i wyjciągnęłam telefon. Dostałam wiadomość od Natalii.


                                                       ~ Przyjdź do mnie szybko! ~

Szybko odpisałam, że zaraz będę. Nie wiedziałam o co jej może chodzić. Dokończyłam myć naczynia, założyłam na siebie kurtkę i wyszłam. Na dworze było już ciemno i chłodno. Przyspieszałam kroku za każdym razem kiedy usłyszałam szczekanie psów lub jakiś hałas. Doszłam do domu Natalii w około 15 minut. Stała już przy drzwiach i czekała na mnie.
- No dalej, chodź! - Kiedy weszłam do środka zamknęła drzwi i pociągnęła mnie za sobą za rękę, nie pozwalając mi zdjąc kurtki. Weszłyśmy po schodach na górę i puściła mój nadgarstek dopiero przed drzwiami do jej pokoju. Szybkim ruchem otworzyła drzwi.
- Tadam! - Wskazała dłonią na wewnątrz swojego pokoju. - I co myślisz?
- Ehh... A co mam myśleć? - Widocznie Natalia kazała mi jak najszybiec przybiec do niej, żeby zobaczyć... bałagan. Po całym pokoju walały się ubrania: spodnie, spodenki, bluzy, sweterki, spódnice, sukienki i różne dodatki. Na biórku leżał crop top, dżinsy, jakiś sweter, na lampce obok wisiała torebka, na półkach na książki zamiast książek leżały buty i paski, a po podłodze walało się dosłownie wszystko.
- Jak to? - Popatrzyła na mnie z urazą. - Czyż to nie jest piękne?
- Piękne to chyba nie to słowo...
- Pff... Jesteś niewdzięczna...
- Mam być ci wdzięczna za to, że zrobiłaś bałagan w pokoju!?
- Między innymi! Spędziłam kilka godzin na znalezienie za krótkich, za ciasnych i takich które mi się znudziły ciuchów. Trochę tego jednak jest. - Dopiero wtedy zrozumiałam.
- Oh... Ty... Chcesz to oddać do sklepu mojego taty? - Natalia zaczęła bić mi oklaski.
- Brawo za najlepszą spostrzegawczość w mieście
- Natalia, to jest naprawdę... Miłe...
- Dziwne, że wcześniej nie wpadłam na pomysł, żeby to wszystko sprzedać.
- Nie wiem co powiedzieć...
- Nie musisz nic mówić, ale pomóż mi to wszystko teraz spakować. Jutro dostarczę to do lum... sklepu twojego taty. - Wyjęła kilka wielkich worków i zaczęłyśmy wszystko pakować. Jednak podarowałyśmy sobie składanie. Jej ubrania różniły się od moich tym, że były modne. I to jakie były, dawało szansę na więcej klientów. Natalia odprowadziła mnie do połowy drogi do mojego domu, a kiedy miałyśmy się rozejść, mocno ją przytuliłam.
- Wiesz co? Nie jesteś potworem.
- Dzięki.
- Nie, to ja dziękuję.




~ Mam nadzieję, że się podobało! Wiem, że znowu krótki, ale nie mam weny :( Dziękuję, że komentowaliście moje wcześniejsze rozdziały, mam nadzięję, że tak będzie dalej :) Namęczyłam się nad tym rozdziałem pół dnia, więc mam nadzieję, że to docenicie. I tak, wiem że są wakacje i mam mnóstwo czasu na pisanie, ale to w końcu wakacje i nie jestem taka jaka jak niektórzy. Nie potrafię siedzieć całe dnie przed komputerem, muszę wyjść do ludzi ;) Do zobaczenia! <3 ~

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

#8

     - Jak to nie oglądałaś Zmierzchu!? - Spytałam niedowierzając.
- Normalnie. Czytałam książkę. Ale romanse nie są dla mnie.
- No ale to jest Zmierzch! Musimy to razem obejrzeć! - Ola nie rozumiała mojego zamiłowania do tego filmu, tak samo jak ja nie rozumiałam jej do książek. Przeczytałam kilka rozdziałów Jesper Jones, ale niewiele z niej rozumiem. Po czterdziestu minutach czytania rozbolała mnie głowa. Literki są zdecydowanie za małe.
- Jak chcesz. - Rozmowy z Alką stawały się coraz luźniejsze dla nas obu. Ale ciągle nie dowiedziałam się o niej niczego konkretnego. Zdawało mi się, że wszystko już wiemy, a moja "przyjaźń" z Olą jest niepotrzebna.
- Oj, chcę. To mamy już plan na weekend! - Prawda jest taka, że mogę obejrzeć wszystkie części Zmierzchu po tysiące razy i nigdy mi się nie znudzi. Ludzie ciągle obrzucali nas obrzydzonymi spojrzeniami, na które starałam się nie zwracać uwagi. Po korytarzach rozchodziły się szepty. Było oczywiste co się dzieje. Do szkoły weszła grupka dziewczyn : Weronika, Wiktoria i Red, która w porównaniu do tego jak wyglądała podczas imprezy – zrozpaczona, biedna i cierpiąca, dzisiaj wyglądała wyjątkowo triumfująco i dumnie. Jej włosy lśniły jak żywy ogień i delikatnie muskały jej lalkowatą twarz. Zrobiły pierwsze kroki w głąb korytarza i o dziwo minęły mnie i Olę, ale Amber rzuciła mi zadąsaną minę. Szepty zrobiły się głośniejsze. Dziewczyny rozdzieliły się i poszły do swoich szafek. Po chwili Weronika podeszła do Amber i już rozmawiały na tematy, na które kiedyś rozmawiałam z nimi. Tęsknota ukuła moje serce. Obie bez dyskretności podczas rozmowy wpatrywały się w nas. Amber dostrzegła moje spojrzenie i zmierzyła mnie krytycznie. Odwróciłam wzrok.
- Wszystko okej?
- Tak, wszystko w porządku. - Ola wyczuła moje zdenerwowanie. Na barkach ciążyło mi spojrzenie Red. Wytarłam w spodnie spocone dłonie. Zadrgałam gdy zadzwonił dzwonek. Ola chwyciła mnie za ramię i zaciągnęła do sali.

Reszta dnia w szkole minęła spokojnie. Wszyscy zaskoczeni byli trójką, którą dostała Ola ze sprawdzianu z biologii. Nauczycielka również, ale nie skomentowała jej oceny. Kiedy wychodziłyśmy ze szkoły zaczęło się kolejne przedstawienie.
-Teraz udajesz jakby nigdy nic się nie stało, tak? - Amber stanęła nam na drodze. Byłyśmy tylko we trzy: ja, Ola i Red. W pobliżu nie było nikogo.
- Chcę zakończyć tę sprawę, okej? Nie potrzebuję was, świetnie sobie daję radę. I nie chcę mieć z wami nic wspólnego. - Ostatnie zdanie mnie zabolało. Red wiedziała, że to nieprawda i że tak naprawdę tęsknię za nimi.
- Doskonale widzę, że sobie radzisz – zmierzyła Alkę, ale ona wpatrywała się w czubki swoich trampek. - Jak w ogóle śmiałaś przyjść na moje urodziny. Zniszczyć mi nawet to? - Drżał jej głos jakby miała zacząć beczeć. Ale mówiła ostro. - I do tego w sukience, którą ci kupiłam. Nie zraniłaś mnie już wystarczająco?
- Odejdź, Amber. - Rzuciła mi pełne odrazy spojrzenie i ruszyła szybko między mną, a Olą, uderzając nas w ramiona. Alka lekko jęknęła. Kiedy Amber odeszła, uniosła głowę.
- To było... nieprzyjemne.
- Przepraszam cię za nią. Możemy już iść?
- Właściwie, to chciałam cię gdzieś zabrać...

     "Gdzieś" to ogromne drzewo z rozłorzonymi gałęziami na wszystkie strony. Ola wspięła się na nim na jedną z wyższych i grubszych gałęzi. Podąrzyłam za nią i usiadłam przed nią. Znajdowałyśmy się w środku gęstego lasu. Jej nogi dyndały nad dwu i pół metrową przepaścią. Ja trzymałam się kurczowo gałęzi rękami i nogami, co musiało śmiesznie wyglądać, bo Ola parsknęła śmiechem.
- Uwielbiam to miejsce. Często przychodzę tu czytać, albo po prostu pomyśleć.
- Aha. - Odpowiedziałam, choć średnio dochodziło do mnie co mówi. Wpatrzona byłam jedynie w zieloną trawę w dole, daleko od nas. Postarałam się ostrożnie podnieść i usadowić w wygodniejszej pozycji. Usłyszałam dźwięk sms'a i z przyzwyczajenia wymacałam w kieszeni telefon, ale tym razem to nie był mój dzwonek. Ola wyjęła komórkę, odczytała wiadomość i uśmiechnęła się do siebie.
Ciekawość wzięła nade mną przewagę.
- Kto to?
-Adam. - Popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się delikatnie. - Chce się dzisiaj ze mną spotkać.
Moje serce załomotało. Przypomniało mi się, jak Adam mówił na nią w barze Olko-Babolko, jak słodko się do niej uśmiechał. Kiedyś zastanawiało mnie, dlaczego nie interesuje go Amber, czy któraś z nas. Najwyraźniej wolał dziewczyny w warkoczach i babcinych okularach. Popatrzyłam na Olę z niesmakiem.
- Dokąd idziecie?
- Oh.. Gdziekolwiek. Na plac zabaw, tak jak za dawnych czasów, do mnie obejrzeć jakiś film, albo tutaj... Na drzewo myśli.
- Drzewo myśli? Ciekawa nazwa. - Burknęłam z sarkazmem.
- Nie taka jak "Mruczek". - Puściła mi oczko. Zmusiłam się do uśmiechu.
- A może mogę się z wami spotkać? Ostatnio było całkiem fajnie. - Ola popatrzyła na mnie chwilę, jakby sama kłóciła się ze swoimi myślami.
- Nie wiem, czy się Adam zgodzi.
- No daj spokój! Wiem, że za mną nie przepada, ale to się zmieni! No chyba, że chcecie być sami...
Alka przegryzła wargę.
- Zapytam się go, ale za jakiś czas. - Zeszła na niższą gałąź i zeskoczyła na nogi. Postanowiłam nie być gorsza, więc zrobiłam to samo, ale z gorszym skutkiem. Ola podtrzymała mnie zanim upadłam. Przez chwilę obawiałam się zwichnięcia kostki, ale na szczęście nic się nie stało. - Chciałam jeszcze coś załatwić.
Szłyśmy przez las "skrótem", jak to powiedziała Ola. Nie znałam tej ścieżki tak samo jak i lasu, ale podążałam jej krokami. Kiedy wyszliśmy na ulicę, zorientowałam się gdzie jesteśmy. Przeszłyśmy na drugą stronę ulicy. Alka otworzyła ogromne drzwi i weszła do budynku. Ze środka wydobył się dobrze znany Oli zapach książek. Pobiegła schodami na górę, a ja spróbowałam ją dogonić. Kiedy już byłyśmy na miejscu, poprawka: kiedy ja byłam na miejscu, Ola już siedziała przy jednym ze stolików i machała do mnie ręką. Nie była sama. Siedział z nią chłopak, który w pierwszym momencie wydał się mi obcy. Kiedy mnie zobaczył, był równie zdziwiony jak ja. Beniamin. Kiedy był już pewien, że to właśnie ona, Natalia stoi przed nim, spiął się.
- Nie wiedziałem, że przyjdziesz z... nią – W jego głosie była mieszanka obrzydzenia, odrazy i strachu.
- Cześć – Uśmiechnęłam się krzywo i lekko pomachałam ręką. A kiedy mnie zignorował włożyłam włosy za ucho. - Uprzedzam, że też nie wiedziałam gdzie idziemy. Ani do kogo.
- Jak miło. - Beniamin uśmiechnął się przesadnie do Aleksandry.
- No co, gdyby wiedziała po co tu idziemy to by nie przyszła, a gdybyś ty wiedział, że ją przyprowadzę, to nawet byś nie myślał, żeby tu przyjść.
- Racja. - Uniósł wysoko brwi. Kiedy tak patrzyli się na siebie, zauważyłam podobieństwo między nimi. Te same bursztynowe oczy, długie rzęsy i okulary z prostokątnymi oprawkami. Kruczoczarne loki opadały na twarz Beniamina, natomiast z Oli warkocza powypadały pasemka ksztanowych włosów. Siedzieli przygarbieni na blacie stołu. Zdecydowałam się usiąść obok Aleksandry. Siedząc na przeciwko Beniamina dostrzegłam na jego twarzy i szyi tu i ówdzie rozsypane pieprzyki. Dłonie trzymał złożone na stole. Drżały lekko, a kiedy uświadomiłam sobie, że jest tak spięty z mojego powodu, mimowolnie uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Przecież cię nie zjem – Spiorunował mnie wzrokiem.
- Przecież wiem! - Schował trzęsące się ręce do kieszeni dżinsów. Nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. W końcu spoważniałam.
- Przepraszam.
- Co?
- Przepraszam, że śmieszy mnie to, że się mnie boisz. Nie powinno, ale tak jest. Przepraszam, staram się zmienić.
Zmierzył mnie jakbym mówiła w innym, nieznanym mu języku.
- Wcalę się ciebie nie boję!
- Oh, czyżby? - W wyrazie jego twarzy ukazała się czysta nienawiść. Pochyliłam się w jego kierunku. - Może Red też wcale nie jest ci straszna?
- Natalia, przestań! - Po pustym pomieszczeniu rozległ się uniesiony głos Oli. Zapadła krótka cisza.
- Przepraszam. Znowu to robię... Staram się, ale mi nie wychodzi. - Opadłam na krzesło. - Nie potrafię nie być potworem. - Ponownie przez chwilę nikt się nie odzywał. Jedynie Ola i Beniamin wimieniali się spojrzeniami, jakby rozmawiali w myślach.
- Ben. - Przerwała ciszę Alka.
- Co? - Wskazała na mnie skinieniem głowy.
- No ale co ja mam jej powiedzieć? Przecież ona ma rację, jest potworem! - Ola zrobiła minę jakby miała zaraz na niego skoczyć i rozszarpać go na strzępy.
- Natalia... - Zaczeła powoli, jednak jej przerwałam.
- Nie ważne, przecież on ma rację. - Kiedy nie usłyszałam żadnej reakcji, wzięłam torbę i ruszyłam w stronę wyjścia. Ola chwyciła mnie za nadgarstek, ale szybko jej się wyszarpnęłam.
- Beniaminie... - Zasyczała ostro w jego stronę. Tym razem wyglądał, jakby to jej się bał.

     Po wyjściu z biblioteki zrobiłam to, co robię zawsze kiedy jestem zła – łażę wszędzie bez celu. Chodząc po chodniku kopałam kamień niedużej wielkości. Właśnie weszłam na parking, kiedy nagle w tyle usłyszałam dobrze znany dźwięk. Odwróciłam się i spojrzałam za siebie na bibliotekę, która była daleko w tyle. Ryk silnika motorowego stawał się coraz głośniejszy. Tuż przede mną zatrzymał się połyskujący czarnym lakierem motor. Kierowca miał na sobie rozpiętą skurzaną kurtkę z niezliczalną ilością zadrapań i kask. Kiedy go zdjął zobaczyłam twarz Adama. Patrzył na mnie tym samym wyrazem twarzy jak dzień wcześniej w Kielichu Wikinga – pewnym nieufności i ostrożności. Przęknęłam ślinę. Jego widok zawsze napęłniał mnie zachwytem jak i lekkim strachem.
- Już się napatrzyłaś? - Jego głos wyrwał mnie z zamyślenia.
- C-Co?
- Pytam, czy zdążyłaś się już napatrzeć? Gapisz się na mnie. - Otworzyłam usta, żeby się wytłumaczyć, ale szybko je zamknęłam, bo tak na prawdę nie wiedziałam co powiedzieć. Po chwili zapytałam cicho:
- Chcesz coś ode mnie, czy tylko tak sobie stoisz i torujesz mi drogę? - Na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
- Ola mnie przysłała . Wie, że będziesz się wszędzie beznadziejnie włóczyć
- Oczywiście, że to zrobiła. - Opuściłam ręce ze zrezygnowania. - Dlaczego nikt nie może mi uwieżyć, że sama mogę sobie poradzić?
- Nie wątpię.
- Ale po co cię tutaj przysłała?
- Chce, żebym zawiózł cię do domu. - Wywróciłam oczami. - Dalej, wsiadasz? Czy będziesz się dalej bez sensu kłucić?
- Na tym? - Przerażenie było wypisanie na mojej twarzy.
- Nie mów, że się boisz. - Uśmiechnął się szeroko. - Ola uwielbia ze mną jeździć.
Powstrzymałam się od komentarza. Adam miał na mnie haczyk, wiedział, że nie lubię jak ktoś jest ode mnie lepszy.
- Nie boję się – Złożyłam ręce na piersi – Wcale.
Adam wyciągnął w moim kierunku drugi kask.
- No to wsiadaj. - Uśmiechnął się złośliwie. Wyrwałam mu kask z ręki i usiadłam za nim.
- Obejmij mnie.
- Co? - Mój głos zadrżał. Cieszyłam się, że miałam na sobie kask, bo gdyby nie on, Adam zobaczyłby jak zalewa mnie rumieniec.
- Obejmij mnie, chyba że chcesz wylecieć na środek jezdni podczas jazdy.
Objęłam go dość szybko, żeby nie dostać jakiejś głupiej zaczepki typu "Obejmij mnie, nie obmacuj.". Adam włączył silnik, wyjechaliśmy z parkingu i ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Kiedy przypomniałam sobie jak mówił "... chyba, że chcesz skończyć na środku jezdni podczas jazdy" ścisnęłam go mocniej. Moje włosy powiewały na wietrze niczym złote fale. Kiedy byliśmy już pod budynkiem, puściłam go i zeszłam z motoru. Zdjęłam kask z głowy i poprawiłam włosy. Adam wpatrywał się we mnie z zaciekawieniem, kask trzymał pod pachą.
- Teraz ty się gapisz. - Oddałam mu kask. Wstał i odłożył oba kaski. Popatrzył się na mnie chwilę i podszedł bliżej. Był tak blisko, że mogłabym go po raz kolejny objąć. Powietrze zrobiło się gęstrze i gorące. Nie miałam pojęcia co się właśnie dzieje. Adam patrzył na mnie i uśmiechał się delikatnie. W pewnym momencie zobaczyłam, jak chwyta się za spód koszulki. Byłam komletnie zmieszana. Nagle podniusł ją wysoko do góry odsłaniając klatkę piersiową. Tym razem nic nie mogło zakryć rumieńca na mojej twarzy.
- Widzisz? - Wskazał palcem na małe półksiężyce na swojej klacie. - Powinnaś spiłować paznokcie.
Zachichotałam histerycznie. Potem odwrócił się, wsiadł na motor, założył kask i odjechał bez pożegnania. Stałam i gapiłam się w mały oddalający się punkt na ulicy. W końcu tonąca w myślach zwróciłam się w kierunku domu i weszłam do środka.







~ No i wracam do was z świeżutkim rozdziałem (dosłownie świeżym, bo dopiero go skończyłam pisać) :D. Stwierdzając po komentarzach i głosowaniu czytają mnie 4 osoby. Dziękuję wam za czytanie tego bloga, ale mam dla was prośbę... Otóż, strasznie nie lubię się promować, a robie to. Promuję na asku każdy swój rozdział, a przy każdym rozdziale mam minimum 40 wyświetleń. Ale nie każdy to czyta. Także moja proźba: jeśli uważacie, że mój blog jest godny polecenia, to całym sercem was proszę, abyście to zrobili. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie... Przy pisaniu tego rozdziału spędziłam pół dnia. Zależało mi na wstawienie go dzisiaj, bo jutro wyjeżdżam na kilka dni do kuzynki. Więc proszę was tylko o powiedzenie paru znajomym prostych kilku zdań: "Ostatnio czytam takiego bloga. Jest całkiem fajny, wyślę ci linka na fb, jak chcesz." i tyle :) Byłabym wam wdzięczna, bo na prawdę się staram :/ I pod ostatnim rozdziałem poprosiłam was o pisanie komentarzy, ale nie tylko pod tamtym rozdziałem, ale pod następnymi również. Przynajmniej zwykłe "przeczytał*m" :) No i oczywiście, jeśli chcecie być na bieżąco z rozdziałami, to zachęcam do subskrybowania :D Kocham was, pyrki :* I pamiętajcie! Jedzcie gruszki, bo są zdrowe! Trzymajcie się, papa ;D <3 ~