Music

środa, 20 maja 2015

#2

- Ale przecież miałam wam pomóc w przygotowaniach do imprezy... - Martwiłam się.
- Nie denerwuj się tak. – uspokajała mnie Weronika – Poradzimy sobie. Teraz przebierz się i zejdź na dół, na śniadanie. - Ubrałam fioletowy T-shirt i dżinsy. Zeszłam na dół, razem z dziewczynami zjadłam tosty i poszłam umyć zęby. Na dworze lał deszcz i w telewizji mówili, że tak będzie wyglądać cały dzisiejszy dzień. Moje włosy poskręcają się na wszelkie możliwe strony!
- Ja też będę musiała wstąpić do biblioteki. Muszę oddać lekturę. - Odezwała się Wiktoria zza uchylonych drzwi do kuchni. Wypłukałam zęby i poszłam spakować swoje rzeczy. Dręczyły mnie pytania... Czy Alka się na to nabierze? Czy potrafię się rozpłakać bez powodu? Kiedy wchodziłam na górę po schodach, minęłam Olivera. Zatrzymałam się.
- Powiedz tacie, że wychodzę! - Krzyknął do Amber i zatrzasnął za sobą ciężkie, dębowe drzwi wyjściowe. Amber mruknęła coś pod nosem i wzięła łyk soku pomarańczowego. Ruszyłam dalej w drogę. Spakowałam się i zniosłam swoje torby na dół. Na stole stały jeszcze trzy szklanki soku, dla mnie i dziewczyn. Łyknęłam napoju i chwyciłam ciasteczko z talerzyka leżącego na stole.

                                                                           ☺

W drodze do kafejki na ulicy Marcowej, w której miałem spotkać się ze znajomym, nad moją głową pojawiły się pierwsze błyski i grzmoty. Wiatr próbował wyrwać mi z dłoni parasol, którym chroniłem się przed deszczem. Odgłosy burzy zagłuszały muzykę w moich słuchawkach, więc zdjąłem je i schowałem razem z komórką do kieszeni kurtki. Nagle silny powiew wiatru zniszczył mi parasolkę. Zniechęcony wyrzuciłem ją do najbliższego kosza, postawiłem wyżej kołnierz i przygarbiony stawiałem opór wiatrowi. Niedaleko dostrzegłem bibliotekę i postanowiłem przeczekać w niej burzę.

                                                                      ☺
        Usiadłyśmy przy stoliku w prawym rogu sali, zasłoniętym półkami wypełnionymi książkami literatury fantastycznej. Wiktoria stała przy biurku księgowej i zwracała lekturę. Kobieta zapisała coś w zeszycie, a potem odebrała jej lekturę.Wróciła do nas i usiadła pomiędzy Weroniką, a Amber. Wymieniłyśmy kilka zdań na temat naszego planu, kiedy do sali wszedł jakiś chłopak. Amber uniosła głowę przyglądając się mu uważnie. Kto wie, może to uczeń jej liceum, jeden z jej wielbicieli, który dowiedział się, że ona właśnie przebywa w bibliotece i przyszedł popatrzyć się na nią i rozkoszować jej widokiem? Amber zrobiła swój zalotny skrzywiony uśmieszek i delikatnie wstała z krzesła, żeby lepiej mu się przyjrzeć. Zarzuciła falą swoich rudych włosów, postała tak chwilkę i nagle przestraszona usiadła. Może nie zdążył jej jeszcze zauważyć? Schyliła szybko głowę, sięgnęła po najbliższą książkę i zasłoniła nią twarz udając, że czyta.
- Amber, co jest!? - Spanikowała Weronika – Widzisz Aleksandrę!?
- Ćśś...! - Szepnęła – Oliver!
- Oliś? - ucieszyła się Wiktoria. Ona chyba najmniej z nas starała się dotrzymać obietnicę, którą złożyłyśmy Amber. Oli nie za bardzo ją lubił, może nawet nie znosił, ale miał do tego powody...
- Oliś! - krzyknęła radośnie – Oliś! Cześć!
Oliver zrobił szybki zwrot w stronę wyjścia i pędem wybiegł na korytarz wpadając na jakiś karton z książkami. Nie, poprawka, na dziewczynę niosącą karton z książkami. Karton upadł na ziemię wyrzucając z siebie tony książek, a niektóre strony wirowały w powietrzu. Dziewczyna westchnęła i zaczęła zbierać książki oraz opadające już na podłogę kartki.
- Przepraszam, zagapiłem się! - Ukucnął i zaczął jej pomagać. Dopiero po pewnym czasie zorientował się, że jest cały mokry i woda z jego skórzanej kurtki zaczęła spływać, mocząc strony i rozmazywać tusz tak, że nic już by się nie dało przeczytać. - Cholera! - Przeklął - Sorry, chciałem pomóc, a narobiłem tylko więcej problemów!
- Nic nie szkodzi, te książki i tak idą do spalenia. - Powiedziała cichym lekko ochrypłym, lecz śpiewnym głosem, młodsza od niego może rok dziewczyna. - Te książki są już zbyt zdruzgotane, nie nadają się już do czytania. Ludzie, którzy je wypożyczali zniszczyli je do reszty. - wzięła pudło i poszła dalej schodząc do piwnicy. Zastanowił się chwilę nad czymś, a potem zszedł po schodach rezygnując z przeczekania burzy w bibliotece przez Wiktorię, która od prawie roku nie dawała mu spokoju.
                                                              ☺

Usiadłam na zimnym, mokrym stopniu schodów biblioteki. Na głowie miałam afro (czego się spodziewałam), a deszcz zmył mi tusz do rzes, co wyglądało, jakbym płakała. Słyszałam kroki, ktoś schodził po schodach i przystanął obok mnie. Twarz zasłoniłam dłońmi. Zaczęłam głośno szlochać.
- Czy coś się stało? - Usłyszałam głos z góry. Nie, to nie była Aleksandra. Uniosłam wzrok do góry. Nie, do cholery, to nie była Aleksandra!
- Czy wszystko w porządku? - Powtórzył ten sam głos. Głos chłopaka, który podobał mi się od początku podstawówki, głos niski, ale ciepły... On właśnie stoi nade mną, a ja głupia siedzę na schodach z fryzurą nie do opisania na głowie i w rozmazanym makijażu. Nie poznał mnie, nie widział dobrze mojej twarzy.
- Mogę w czymś pomóc? - Delikatnie potrząsnęłam głową na „nie” . Zrozumiał, odszedł. Teraz znowu słyszałam kroki, ale delikatniejsze. Znowu to samo, ktoś zatrzymał się przy mnie. Chlipnęłam, zaciągnęłam nosem. Pora zacząć przedstawienie.

                                                                     ☺
       Skończyłam czytać książkę w kilka dni. Dokładnie w środę. Dała mi naprawdę dużo do zrozumienia. Rozmyślałam o niej parę kolejnych tygodni. Nadszedł następny okropny, deszczowy dzień. Mama nie wspominała na temat pieniędzy, ale codziennie sprawdzała, czy wszystko u mnie gra. Relacje między nami trochę się popsuły, ale nigdy nie odczułam braku jej troski. Kolejna sobota oznacza kolejny dzień spędzony wśród dokumentów i zapachów nieczytanych opowieści.
- Już prawie kończymy, muszę jeszcze tylko poukładać te dokumenty do odpowiednich grup - Pliki dokumentów oznaczone były kodami A1,A2,A3,B1,B2,B3 i tak dalej. Trzeba było je tylko włożyć do odpowiednich szuflad. Nic prostszego, ale moja mama siedzi już w bibliotece tyle godzin, że nawet najłatwiejsza czynność mogła pozbawić ją resztek sił.
- Zrobię to za ciebie. Idź już do domu i odpocznij.
- Nie mogę cię przecież zostawić tutaj samej. Jest już ciemno i lepiej, żebyś nie szła sama.
- Nie martw się, do domu jest niedaleko, a wychodząc zamknę za sobą drzwi wyjściowe.
Wyciągnęłam rękę, czekając, aż mama da mi klucze. Wręczyła mi je z niepewnością, a potem podziękowała, ucałowała moje czoło i poszła. Segregacja zajęła mi zaledwie 10 minut. Otwieranie ogromnych drzwi biblioteki przerwało ciszę, jaka panowała w okolicy, niczym pisk opon samochodu. Widok płaczącej osoby na schodach zdezorientował mnie. Powoli zbliżyłam się do niej. Dziewczyna dygotała z zimna, ostrożnie położyłam jej rękę na ramieniu.
- Czy wszystko w porządku? - Nie doczekałam się odpowiedzi. Przykucnęłam obok niej. Twarz miała schowaną w ramionach. Nagle spojrzała na mnie. Coś we mnie drgnęło. Ujrzałam rozmazaną tuszem do rzęs twarz. Pełną bólu, liczącą na trochę wsparcia. Z przerażenia zdjęłam swoją rękę z jej ramienia. Natalia Wójcik we własnej osobie. Przełknęłam ślinę i drżącym głosem zapytałam.
- Czy... Czy coś się stało? - Patrzyła na mnie, w oczach miała płomyk nadziei. Chciałam jej pomóc, ale nie bardzo wiedziałam jak. Odważyłam się i po raz kolejny położyłam jej swoją rękę na jej ramieniu - Wejdźmy do środka. - Zasugerowałam. Podtrzymywałam ją za ramię, miałam wrażenie, że Natalia zaraz rozsypie się na tysiące kawałków, albo po prostu upadnie. Zaprowadziłam ją do pokoju dla pracowników. Jest niewielki, z prawej strony znajduje się mały stolik i dwa krzesła, a w lewym rogu pokoju umieszczony jest stary, brudny fotel. Zobaczyłam lekkie obrzydzenie w oczach Natalii, kiedy jej wzrok spostrzegł go. Usiadła na drewnianym krzesełku. Przysiadłam się do niej i spoglądałam na nią. Nie miała pojęcia co powiedzieć, albo po prostu się bała. Siedziałyśmy tak przez chwilę, ale w końcu musiałam zapytać.
- Co się takiego stało? - Nic. Zero odpowiedzi. Dopiero po jakimś czasie odezwała się do mnie.
- Masz może chusteczki do demakijażu? - Nie miałam, ponieważ osobiście się nie maluję.
- Sprawdzę – Na półce stała kosmetyczka mojej mamy, którą zawsze tam zostawia. Znalazłam opakowanie z resztką jakiś wilgotnych chusteczek, a pod spodem małym druczkiem napisane było „chusteczki do demakijażu”. Podałam jej paczkę.
- Gdzie łazienka? - Ona stanowczo nie chce ze mną o tym rozmawiać.
- Jak wyjdziesz z pokoju, to pierwsze drzwi po prawej – postarałam się nawet lekko uśmiechnąć.
- Dzięki – I wyszła. Wzięła co chciała i sobie poszła. Na co ja liczyłam? Że jak raz będę dla niej miła, to przestanie mi się dokuczać? One mają rację, jestem żałosna... Rozplątałam warkocz i chwyciłam za szczotkę do włosów. Delikatnymi ruchami rozczesywałam włosy, które lekko się pofalowały przez poprzednią fryzurę. Przejrzałam się w odbiciu w oknie. Deszcz bębniąco uderzał w szybę, co w połączeniu z cichym tykaniem zegara z kukułką wiszącego nad fotelem brzmiało naprawdę pięknie. Drzwi zapiszczały, a podłoga zaskrzypiała.
- Też mogę? - Natalia wskazała palcem na szczotkę do włosów, którą nadal trzymałam w rękach. Zamurowało mnie.
- Jasne – Byłam pewna, że już sobie poszła i nie wróci, a kiedy skończy się weekend, będzie kontynuować to co zaczęła parę miesięcy temu. Podeszła do mnie i wzięła szczotkę. Nie prędko uporządkowała swoją burzę loków. Kiedy skończyła, odłożyła szczotkę na stół.
Czy mogę wiedzieć, co się wydarzyło? - Znowu ta sama cisza. Zaczęło mnie to powoli męczyć. Natalia wzięła głęboki wdech.
- Przepraszam... - Kiedy to powiedziała, jakoś dziwnie się poczułam... Przeprasza? - Za wszystko... - Dokończyła. Patrzyłam na nią przez chwilę i nagle miałam ochotę jej wszystko wybaczyć.
- Spoko.
- Spoko? - Zdziwiła się – Tak po prostu? Po tym wszystkim co ci zrobiłam, ty mówisz „spoko”? 
- Tak. - Nic więcej nie mogłam wymyślić.
- Ale dlaczego? Czy zwykłe „przepraszam” wystarczy? - Musiałam się chwilę zastanowić zanim odpowiedziałam. Zaczęłam wolnymi krokami zbliżać się do Natalii. Słowa zaczęły wypływać ze mnie same. - Przepraszam oznacza, ze czujesz pulsowanie czyjegoś bólu tak samo, jak odczuwasz własny. Kiedy wypowiadasz to słowo, to jakbyś część tego bólu brał na siebie. - spojrzałam na nią, następnie kontynuowałam - Przepraszam nie odwróci biegu wydarzeń, ale popchnie je we właściwym kierunku. Przepraszam jest mostem przerzuconym nad przepaścią. Jest sakramentem, podarunkiem. Jest darem. - Stanęłam przed nią i popatrzyłam jej głęboko w oczy. - Wybaczam ci, Natalia. - Znowu cisza.
- Ty to tak na poczekaniu...? - zdziwiła się.
- To cytat z pewnej książki . - Zastanowiłam się przez chwilę. Sięgnęłam ręką do niewielkiego pudła pod stolikiem. Mieściły się w niej książki, które udało mi się ocalić przed spaleniem. Sięgnęłam po jedną z książek i położyłam na dłonie Natalii. - To bardzo dobra książka, powinnaś ją przeczytać. - Obejrzała okładkę i przeczytała na głos tytuł.


- „Jasper Jones”.



~ Ogrooooomne dzięki za przeczytanie :3 Mam nadzieję, że wam się podobało. Następny rozdział niedługo. Jeśli macie jakieś uwagi, to śmiało piszcie w komentarzu, bo one mi bardzo pomogą i piszcie czy wam się podoba :) Będę wdzięczna za każdy komentarz <3 Dziękuję :D ~ 

poniedziałek, 18 maja 2015

#1


Aleksandra nadal stała z opuszczoną głową, nie odpowiadała na pytania zadawane przez Amber. Prosta i długa grzywka zasłaniała jej schowane za szkłami okularów, pełne łez oczy. Amber widziała te łzy, tak samo jak ja, jednak nie odpuszczała. Stałam i nie odzywałam się, ponieważ wzięłam przykład z Weroniki i Wiktorii. Aleksandra nie wytrzymała i szybko wybiegła pomiędzy mną, a Wiktorią. Wszystkie spojrzałyśmy na Amber.
- Załatwimy to z nią kiedy indziej... - powiedziała z uśmiechem na twarzy i dumnie zrobiła pierwsze kroki w stronę drzwi wyjściowych ze szkoły. Za nią poszły dziewczyny. Ja stanęłam i przez chwilę rozmyślałam.
- Coś nie tak, Natalia? - zapytała mnie Amber.
- Nie, wszystko w porządku, Red. Tylko się zastanawiałam, czy odważy się w ogóle tutaj wrócić... - Wszystkie odpowiedziały mi chichotem. Tak naprawdę, to nie o tym myślałam. Kombinowałam, co włożę na 18-stkę Amber. Nie obchodzi mnie zbytnio los tej dziewczyny. Przyzwyczaiłam się do codziennego widoku płaczu jakiegoś ucznia z mojej szkoły, kiedy dręczy go Amber Red.
W każdej szkole są ci lepsi i ci gorsi. Ja i moje przyjaciółki jesteśmy popularne, co musimy przypominać tej gorszej części ludności w naszym liceum, aby nie tracili dla nas szacunku, na który zasługujemy. Aleksandra jest jedną z tych gorszych. Red jest królową, przywódczynią.Wracając do jej urodzin... Ona nigdy nie rozdaje zaproszeń na swoje imprezy, ponieważ każdy jest z nimi na bieżąco. Wstęp mają tylko ci, którzy coś znaczą. Kiedy właśnie miałyśmy się rozdzielić, aby każda poszła w stronę swojego domu, Amber zapytała nas wszystkie.
-To co zakładacie na moją 18-stkę?
Wszystkie zaczęły opisywać swoje stroje, na które wydały kupę kasy. W końcu nadeszła pora, abym ja opisała , co na siebie włożę.
- A ty? - Zapytała mnie.
- Ja... No... Jeszcze nic nie mam... - dziewczyny popatrzyły na mnie z rozczarowaniem. Weronika i Wiktoria chwyciły mnie za ramiona, a Amber jak zwykle była na prowadzeniu. Wszystkie poszłyśmy na zakupy! Było świetnie! Kupiłam sobie piękną turkusową sukienkę, kolczyki, naszyjnik i srebrne szpilki. Skąd na to wszystko była kasa? Amber jest taka wspaniała, że wszystko mi kupiła! Obiecałam jej, że oddam wszystko co do grosza, ale ona odmówiła!.Dla niej pieniądze jakie wydałyśmy to grosze! Jej tata jest strasznie dziany! Ale i tak będę musiała oddać jej te pieniądze... Nie lubię być komuś czegoś winna. Amber wcześniej mieszkała w Londynie, ale przeprowadziła się do naszego małego miasteczka. Dlaczego? Tego nigdy nikomu nie powiedziała. Bardzo dobrze umie język polski, ale ma ten swój seksowny angielski akcent, który wszystkim imponuje.
- Słuchajcie, skoro jutro mam urodziny, to może spędzicie dzisiaj u mnie noc, a na następny dzień pomożecie mi w przygotowaniu wszystkiego do imprezy? - Nam wszystkim spodobał się ten pomysł , a potem rozdzieliłyśmy się, aby każda wróciła swojego do domu po zgodę od rodziców. Weszłam do pokoju, spakowałam się, uprzedziłam mamę i wyszłam. Mojej mamy nie trzeba prosić. Przynajmniej ja tego nigdy nie robię... Wystarczy powiedzieć „ Mamo, idę na do Amber na noc, albo dwie „ i tyle... Mama pracuje od rana, do wieczora i mało ją obchodzę... Ale to chyba dobrze, bo mam większy luz. Nasze rozmowy nie trwają długo. Gadamy ze sobą jedynie podczas wspólnych posiłków. Mama pyta jak tam w szkole, ja odpowiadam, że tak jak zawsze. Potem pyta mnie o oceny... I tak toczy się nasza rozmowa. Od kiedy moja mama rozwiodła się z tatą, czyli od jakiś 9 lat, ani razu nie powiedziałam jej „kocham cię”, nie podziękowałam, nie przeprosiłam..Bez taty jest inaczej... Gorzej. Kiedyś mama często się śmiała, wspólnie oglądaliśmy filmy, graliśmy w gry planszowe... Miałam tylko 9 lat kiedy się rozstali. A za parę miesięcy kończę 18-stkę. Rok temu poznałam Amber. Nabrałam siły, zrozumiałam, że jestem kimś. Jestem w końcu w grupie najpopularniejszych dziewczyn w szkole! Kiedy byłam już przed domem Amber, była już tam Weronika. Musiałyśmy poczekać 20 minut za Wiktorią, ponieważ jej mamę jest znacznie trudniej przekonać niż moją. Miło spędziłyśmy wieczór. Najpierw umyłyśmy się i przebrałyśmy w piżamki. Potem obejrzałyśmy romans i horror, robiłyśmy sobie selfie, rozmawiałyśmy o chłopcach, modzie i naszej teraźniejszej ofierze. Nadeszła północ.
              Naszą tradycją jest, że zawsze kiedy razem nocujemy, o tej godzinie gasimy wszystkie światła i zapalamy tylko jedno, małe, czerwone światełko. Po zapaleniu światełka zaczynamy grać w znaną wszystkim grę „pytanie czy wyzwanie?”. Siedziałyśmy w kółku po turecku na ogromnym łóżku Red. Aż w końcu nasza „królowa” wybrała mnie.
- Pytanie. - Odpowiedziałam bez długiego zastanawiania się.
- To nie fair! - wykrzyknęła Wiktoria – Ty zawsze wybierasz pytanie!
- No dobra, już dobra! Niech wam będzie... Wyzwanie! - Amber zaczęła rozglądać się po pokoju. Zastanawiała się, jakie dać mi zadanie. Jej uwagę przykuło nasze zdjęcie klasowe. Przyglądała się na nim samotnej Aleksandrze. Na twarzy Amber pokazał się szeroki i podstępny uśmiech... „ Zaczynam się naprawdę bać!” - Pomyślałam.
W pokoju nastała głucha cisza. We trójkę wbiłyśmy wzrok w Amber, która długo nad czymś się zastanawiała. Czasem pomrukiwała coś pod nosem.W końcu uklękła na kolanach i spojrzała mi prosto w oczy. Poczułam ciarki na karku. Tak zazwyczaj mi się dzieje, kiedy się boję, lub ktoś mi się bardzo uważnie przygląda. W momencie, kiedy Amber otworzyła usta, wzięłam głęboki wdech.
- Zaprzyjaźnisz się z Aleksandrą! - Wykrzyknęła rozbawionym tonem. Na twarzy miała uśmiech dziewczynki, która właśnie dostała nową lalkę barbie. Weronika, która właśnie piła colę, zachłysnęła się i Wiktoria zaczęła klepać ją po plecach, nie spuszczając wzroku z Amber.
- Amber!? Oszalałaś!? Co ci w ogóle wpadło do głowy!? Dobrze się czujesz!? - Do pokoju wleciał brat Amber w bokserkach. Przystojny, wysoki szatyn z piwnymi oczami. Wiktoria zmierzyła go od góry do dołu i zarumieniła się. Zapewne obudziły go nasze krzyki i głośne śmiechy.
- Co ty znowu knujesz Amber!? - Wrzasnął zdenerwowany – Nie masz lepszych rozrywek niż wtrącanie się w życie innych!? - Chyba podsłuchał naszą rozmowę...
- Znalazł się bohater... - Mruknęła pod nosem.
- Odpuśćcie sobie... Jakbyście miały nudne życie i musiały się wtrącać w czyjeś.
- Idź stąd idioto! - Rzuciła w niego poduszką. - Kretyn!
- Wariatka! - Szybko zatrzasnął za sobą drzwi. Oliver jest taki przystojny! I chyba każda dziewczyna dobrze o tym wie. W szkole słynie z dobrych ocen (ale nie można go nazwać kujonem). Nauczyciele, jak i wszyscy uczniowie naszej szkoły bardzo go lubią i ma mnóstwo fanek. Wiele chłopaków, którzy mieliby taką reputację u dziewczyn, wykorzystywaliby to. Ale Oli (tak wszyscy na niego mówią) wcale taki nie jest. Jest czuły, delikatny... Ma wiele zalet. Pewnie należałabym do jego największych fanek, gdyby nie nasz kodeks. Kiedy zaprzyjaźniłam się z dziewczynami spisałyśmy go na kartce i do dzisiaj przechowuje go Amber. Sama nawet nie wiem gdzie. Chyba żadna z nas nie wie, tylko ona. Było na niej napisane między innymi, że nie możemy umawiać się z jej bratem, w piątki obiady jemy razem, za żadne skarby nie możemy mieć takich samych ciuchów i raz na tydzień dawać wspólne zdjęcia na facebook'a.
- Wracając do tematu... Amber, zwariowałaś!?
- Nie denerwuj się tak... Przecież to nie będzie na serio. Przez miesiąc, może kilka będziesz udawać jej przyjaciółkę i w między czasie dostarczać nam o niej ciekawe informacje, którymi potem podzielimy się z całą szkołą. - Amber jeszcze nigdy nie była takim potworem! Musiało jej naprawdę poważnie odbić!
- Nic z tego! - Dziewczyny popatrzyły na mnie z rozczarowaniem.
- No weź! Będzie zabawnie! - Dodała Wiktoria.
- No chyba, że... - Amber rzuciła mi skrzywiony uśmiech. 
- Nie zrobisz tego.. 
- Spokojnie, nikt się nie dowie. - Puściła mi oczko. Wiktoria i Weronika wpatrywały się w nas z zaciekawieniem. Amber spróbowała zmienić temat.
- Może trochę orzechów? - Podała nam miskę,ale jakoś żadna się nie skusiła.
- Od czego mam zacząć? Po prostu „Hej, to ja, pamiętasz mnie? Dokuczam ci od kilku miesięcy. Będziemy przyjaciółkami?”. Jakoś wątpię, żeby się na to złapała.
- A może zaprosimy ją na moją imprezę? - Zasugerowała Amber.
- Serio myślisz, że przyszłaby? - Do rozmowy dołączyła Weronika.
- Nie, to by nie wypaliło... - Zgodziłam się.
- Jutro sobota, co nie? - Kombinowała Wik.
- Tak, no i? - Dziwiła się Wera.
- I to, że ona co sobotę od 14:00 do 16:00 siedzi w bibliotece. Pomaga swojej mamie w... czymś tam...
- Jej mama jest księgową... - Prychnęła Wik.
- A jej tata ma lumpeks! - Dodała Red
- Pewnie jako córka właściciela ma niezłą zniżkę... - zażartowała Wera
- Nic, tylko pozazdrościć! - dołączyła Wiktoria
- Dobra, to wiemy już, gdzie się odbędzie moje spotkanie z Aleksandrą, ale co mam jej powiedzieć? - Wreszcie, po długim czekaniu, aż dziewczyny się ogarną zadałam to pytanie.
- Może na początku wcale nie musisz nic mówić? - Kombinowała dalej Wiktoria – Może... Hmm... Ona ma takie dobre i serdeczne serduszko, co nie? Wykorzystajmy to!
- Mam się rozbeczeć na schodach do biblioteki?
- Dokładnie! - Zawołała radośnie Weronika i poczęstowała się orzechem nerkowca.
- A jak zapyta co się stało?
- Odpowiesz, że to przez nas. Że się z ciebie śmiałyśmy i mówiłyśmy, że cie nie potrzebujemy , a dalej coś wymyślisz - Kontynuowała Weronika.
- Okej, w takim razie wszystko ustalone! Co powiecie na Zmierzch? -  Zaproponowała Red. Wszystkim spodobał się ten pomysł, ponieważ każda z nas lubiła ten film. A w szczególności Wiktoria. Po filmie chwyciłam za szczotkę i zaczęłam rozczesywać swoje włosy w kolorze miodowego blondu. Później spojrzałam na rozczachraną fryzurę Amber i się nad nią zlitowałam. Zaczęłam delikatnie rozczesywać jej gęste, grube, piękne rude fale... Nie jeden chłopak marzył, aby zanurzyć w nich swoje palce.
                                                               ☺

Gdybym potrafiła pisać książki, z pewnością mogłabym świetnie sobie poradzić z napisaniem poradnika „Jak przeżyć między murami liceum”. Najważniejszą zasadą jest po prostu siedzieć gdzieś na uboczu, nie zwracać na siebie uwagi innych uczniów i nie wdawać się w konwersacje z osobami, jak to oni mówią - wyższej ligii. Przeżyłam te 3 lata jako jedna z najmniej lubianych uczniów w szkole. Każdy w liceum ma swoje miejsce. Na szczycie piramidy społecznej zajduje się czteroosobowa grupa dziewczyn. Amber – przywódca. Przez przypadek dowiedziałam się o niej czegoś, czego nie powinnam. Za karę, wybrała mnie na główną ofiarę. Kryje za sobą wiele tajemnic takich jak to, z jakiego powodu przeprowadziła się z Londynu do Polski. Piękna, wysoka dziewczyna o długich rudych włosach. Diabeł w ciele porcelanowej laleczki. U jej boku towarzyszące jej Weronika, Natalia i Wiktoria. Równie okrótne jak liderka, na którą większość szkoły woła Red. Ja w naszej szkolnej piramidzie zajmuję miejsce na samiutkim spodzie. Nie robi mi to wielkiej różnicy. Po lekcjach codziennie chodzę pomóc małemu Mateuszowi, który jest w 4 klasie, odrobić jego pracę domową. Wracając do domu wstępuję czasami do apteki po lekarstwa, następnie odwiedzam babcię, przekazuję jej leki, zaparzam herbatę i spędzam z nią trochę czasu. W domu jestem około godziny 18:00. Robię lekcję, poczytam jakąś książkę i kładę się spać. Tak mija reszta mojego dnia, po wyjściu ze szkoły – ta przyjemniejsza. Soboty spędzam na pomaganiu mamie w bibliotece, która pracuje tam jako bibliotekarka. Układam oddane książki, pomagam sortować dokumenty i tak dalej...
- Kochanie, podasz mi spis ostatnio wyporzyczonych książek? - usłyszałam głos mamy zza pleców.
- Jasne, proszę. – sięgnęłam gruby zeszyt z biórka i oddałam mamie.
- Dzięki. – uśmiechnęła się do mnie serdecznie. Przewracając strony w zeszycie jej uśmiech z twarzy znikł. Z ogromnego zeszytu zaledwie kilka stron zostało zapełnonych tytułami książek i nazwiskami osób wypożyczających. Wybierane są przeważnie lektury do szkoły i w ostatnich miesiącach zaledwie trzy osoby wypożyczyły książki dla przyjemności. - Dzieciaki teraz tylko przy tych komputerach. Niewiele osób w twoim wieku docenia literarurę, tak jak ty. Jestem dumna, że jesteś moją córką. - Puściła do mnie oczko. Odpowiedziałam jej cichym chichotem. Dojrzałam pod biórkiem karton dużych rozmiarów. Kucnęłam i przysunęłam go do siebie. Znajdowały się w nim powyrywane strony i książki w tragicznym stanie. Poszperałam w nim trochę, a potem odwróciłam twarz ku mamie.
- Co się z nimi stało? - zapytałam. Widok zawartości kartonu szczerze mnie przeraził. Mama oparła się jedną ręką o blat i nasunęła na nos okulary.
- Tak wyglądają książki kiedy dotrą do nieodpowiednich rąk. - powiedziała z wyrzutem w głosie. - Zastanawiamy się nad wykupieniem nowych, ale nie wiemy czy warto, skoro i tak nikt ich nie będzie czytał. Niektórzy proponują zakup komputerów. Dla tych maleństw nie ma już nadziei. Nie da się z nich nic przeczytać. Szkoda, niektóre są naprawdę świetne.
Z żalem spojrzałam na pozostałości wspaniałych opowiadań: przygód, romantyzmów, dramatów i różnych innych. Zanurzyłam dłoń w głąb kartonu, aż poczułam twardą okładkę. Chwyciłam jeden egzemplarz i wyciągnęłam z dna kartonu. W sumie w porównaniu do pozostałych lektur wyglądała nieźle.
- Czytałam tą książkę parę lat temu, krótko po wydaniu. - Nawet nie zauważyłam, że stała tuż nade mną – Ciekawa, daje do myślenia. I wcale nie jest w takim złym stanie. Zatrzymaj ją dla siebie, przynajmniej ona jedna ocaleje przed spaleniem. - Cichym krokiem odeszła.
        Wracając do domu, obserwowałam z samochodu spadające liście tańczące z wiatrem jak na jesiennym balu. Ten piękny widok psuła muzyka w radiu. Zmieniłam stację. To jest to. Dźwięki skrzypiec idealnie komponowały się z krokami tanecznymi liści.
- Mamo – zaczęłam z niepewnością w głosie. Od razu to dostrzegła – muszę zapłacić 15 złotych za klasowe. - odwróciła twarz w moim kierunku z lekkim zaniepokojeniem w oczach.
-Przecież przedwczoraj dopiero dałam ci te pieniądze. Coś się stało? Czy chodzi o te dziewczyny?
- Czemu zawsze myślisz, że chodzi o nie!? - Powiedziałam to zbyt głośno. Mama wyczuła, że coś nie gra.
- Bo wiem do czego one są w są zdolne, Ola. I ty też to dobrze wiesz. - Wiem, że się martwi. Ale sama muszę sobie z tym dać radę. - Czy one wymuszały od ciebie pieniądze? - zapytała spokojnie, aby dać mi do zrozumienia, że damy sobie z tym radę i coś na to poradzimy.
- Nie. - odpowiedziałam krótko.
- Ola, proszę cię. Powiedz prawdę.
- No przecież powiedziałam! Zgubiłam te pieniądze, a one nie mają z tym nic wspólnego. - Reszta jazdy minęła w ciszy. Tańczące na zewnątrz liście nie robiły już na mnie żadnego wrażenia, a muzykę ściszyłam. Czy będzie znowu o to pytać? W domu szybko zdjęłam kurtkę i buty, a następnie prawie biegiem pomaszerowałam do pokoju. Myślałam, że jak na jakiś czas odizoluję się od mamy, będzie mi lepiej. Wcale nie było. Rzuciłam się na swoje łóżko i wtuliłam twarz w poduszkę. Poleżałam tak pięć minut i dłużej już nie mogłam, musiałam zacząć coś robić. Przyglądałam się uważnie swojej torbie, którą zostawiłam na fotelu. Całkowicie zapomniałam o tym, co znajdowało się w jej wnętrzu. Sięgnęłam nią i wyciągnęłam z niej książkę. Natychmiast wysypało się z niej parę stron. Włożyłam każdą na swoje miejsce. Posiedziałam tak chwilę wpatrując się w okładkę. „Jasper Jones”. Od tego momentu zaczęłam ją czytać. Następnie czytałam ją przed szkołą, na przerwach, po szkole... Czytając w liceum tylko parę razy udało mi się usłyszeć jakieś obelgi na mój temat dobiegające z ust Amber lub którejś z jej bandy, tylko, że jakby z oddali, przygłuszone. Raz tylko zdarzyła się sytuacja, że Amber wyrwała mi książkę i rzuciła na drugi koniec korytarza. Przy okazji powyrywała jeszcze kilka dodatkowych stron. Ale na szczęście niedaleko miała dyżur jedna z nauczycielek języka polskiego. Pani wpadła w szał. Gdy wreszcie byłam już w domu, otworzyłam książkę w miejscu gdzie skończyłam. Największe wrażenie zrobiły na mnie cytaty niektórych postaci.
    Nie rozumiem rzeczy na tym świecie: ludzi i dlaczego robią to co robią. Im więcej się dowiaduje, im więcej odkrywam, im więcej wiem, tym mniej rozumiem.”

    Moje motto jest takie: im więcej stracisz, tym odważniejszy jesteś by wstać.”

    Nigdy nie rozumiałem, jak mogłeś mieć kiedykolwiek potrzebę zabicia ryby, która jest już w beczce. Chodzi mi o to, że jest już w beczce, już ją złapałeś. Najcięższa praca zrobiona, ryba nie może uciec.
    Więc jeśli chcesz ją martwą, tylko spuść wodę. Po co wyciągać do niej broń?”





~ Dzięki za przeczytanie do końca :) Mam nadzieję, że pierwszy rozdział was zaciekawił. Jednak nie będzie to zwykła historia. Jest w niej wiele sekretów i zagadek w dalszych rozdziałach. ;)  Byłabym wdzięczna za komentarze choćby typu "przeczytałam", ponieważ chcę wiedzieć, czy warto jest udostępniać następne rozdziały. Jakieś uwagi? Możecie je też napisać w komentarzu, bo bardzo mi one pomogą :) . Drugi rozdział pojawi się niedługo, myślę, że wstawię go w weekend :) Jeszcze raz dzięki wielkie! <3 ~