Music

czwartek, 25 czerwca 2015

#5

     Natalia przeszukała całą moją szafę w poszukiwaniu sukienki dla mnie, w której mogłabym pokazać się na imprezie. Wytłumaczyła mi, że nie chce być "tą której Red już nie potrzebuje". Nie chce, żeby ludzie myśleli, że się jej boi. Może ona nie, ale ja osobiście bałam się tego pomysłu i bałam się Amber.
- Może twoja mama coś ma?
- Nie ma mowy, nie zabiorę sukienki swojej mamy.
- Przecież pożyczysz ją tylko na pół godzinki! Dosłownie wejdziemy i wyjdziemy! Nie mam zamiaru tam zostawać dłużej, chcę tylko udowodnić innym, że się wcale nie boję Red. - Błagała mnie jeszcze jakiś czas, aż w końcu się zgodziłam.
- Ale wejdziemy i wyjdziemy? - Chciałam się upewnić.
-Wejdziemy i wyjdziemy. Obiecuję. - Poszłyśmy do pokoju mojej mamy, otworzyłam szafę i nie znalazłam w niej  żadnej w miarę eleganckiej sukienki. - Na strychu mamy jeszcze jedną szafę i trzymamy w niej niektóre rzeczy, między innymi kurtki zimowe, ale możemy sprawdzić.
- Mhm. - Poszłyśmy na górę, otworzyłam szafę. Pośród kurtek i różnich sweterków znalazłam kilka sukienek. Nie byly one jakieś bardzo eleganckie. Nagle przypomniało mi się, że moja mama była niedawno na pogrzebie jakiejś dalszej znajomej. Założyła wtedy taką czarną sukienkę na naramkach i żakiet. Dojrzałam na spodzie szafy podełko, a kiedy je otworzyłam, w środku znalazła się sukienka, której szukałam.
- Hmm.. Elegancka, w miarę krótka i w porównaniu do reszty jest najlepsza. Idź ją założyć, poczekam na ciebie, a potem zrobię ci makijaż i włosy. - Zrobiłam jak kazała. Natalia poczekała przed pokojem, kiedy się ubrałam, kazałam jej wejść.
- Przyznam, że dobrze na tobie wygląda. W sumie nie trzeba nic robić z twoimi włosami, bo rozpuszczone pasują świetnie do sukienki. Ale musimy pozbyć się tego. - Bez pytania zdjęła moje okulary.
- Natalia, ja bez nich prawie nic nie widzę!
- Najważniejsze, żeby to inni widzieli dzisiaj ciebie. - Odłożyła moje okulary na biórko i zmierzyła mnie od dołu do góry – Wow.
- Co, wow?
- Po prostu wow. Wyglądasz od razu lepiej bez tych gogli.
- Chciałabym to widzieć..
- Masz soczewki?
- Nie noszę. Kiedyś próbowałam, ale są niewygodne. - "I nie mam zamiaru ich więcej zakładać!"
-Wytrzymasz te 20-30 minut?
- Myślę, że dam radę. - Podeszłam do lustra i przymrużyłam oczy, aby spróbować coś zobaczyć. Naprawdę wyglądałam... Ładnie. Natalia wybrała dwa cienie na moje oczy: beżowy i brązowy kolor na zewnętrznym kąciku oka. Usta pomalowała mi jasoróżowym błyszczykiem.
- Kurcze.. - zaczęła – ty serio jesteś ładna.
- Z makijażem każdy jest ładny.
- Nie, ty serio jesteś ładna, tylko te okulary cię oszpecają.
- Bez nich nie widzę!
- Myślalaś kiedyś nad zmianą oprawek? - Nie myślałam, bo wygląd nie ma dla mnie znaczenia. Chociaż przyznam, że kiedy usłyszałam od Natalii, że jestem ładna, zrobiło mi się miło. - Tak samo z warkoczem i tymi kitkami, które nosisz... O wiele lepiej ci w rozpuszczonych włosach.
- Spięte włosy nie przeszkadzają mi podczas lekcji... Z resztą chodźmy już. - Krzyknęłam mamie, że wychodzimy i zjemy coś na mieście. Było mi trochę głupio tak ją wystawić. Pewnie będę musiała jej się nieźle tłumaczyć gdy wrócę. Szłam przez korytarz boso, bo nie chciałam, aby usłyszała odgłos szpilek na kafelkach. Założyłam je przed domem, a potem poszłyśmy do Natalii, aby ona się uszykowała. Przez całą drogę podtrzymywała mnie za ramię, abym nie upadła. Spóbujcie kiedyś iść przez ulicę na szpilkach z zamkniętymi oczami, to podobne uczucie. Natalia ubrała swoją turkusową sukienkę i srebrne szpilki, do tego trochę biżuterii.
- Wyglądasz ślicznie – Skomentowałam.
- Czyli jednak coś widzisz? - Zaśmiała się. Odpowiedziałam jej unoszeniem ramion. Naprawdę po raz pierwszy poczułam się z kimś swobodnie. Z kimś kto nie jest moją mamą, czy tatą. Ale najlepszy był brak uczucia lęku. Nie bałam się już Natalii, a z nią nie bałam się Amber. Jej pokój był ogromny, a wnim mieściło się ogromne dwuosobowe łóżko, ogromne lustro, ogromne okna z parapetami, na których można usiąść i ogromna szafa z ogromną ilością ubrań. Wszystko było takie ogromne, a ja czułam się tam taka mała.
                                                                          ☺

     Willa rodziny Red stała tuż przede mną, kiedy przejżałam na oczy, że to wcale nie taki dobry plan, jak myślałam. Amer Red jest idealna i nigdy nie przegrywa. Tym razem napewno też wygra. Chwyciłam Olę za ramię, nie dlatego, bo nie chciałam, żeby upadła. To ja nie chciałam upaść. Wzięłam głęboki wdech. Wystarczyło już tylko nacisnąć klamkę i zrobić krok, a już byłabym w środku. Stałyśmy tak chwilę przed dębowymi drzwiami.
- Chcesz wracać? - Jak mam pokazać innym, że nie boję się Red, gdy naprawdę się jej boję? Są dwa wyjścia: albo odejdę, albo tu i teraz przestanę się jej bać i pokażę to innym.
- Nie. - Nacisnęłam klamkę i popchnęłam ciężkie drzwi. Na początku nikogo nie obchodziło, że ktoś przyszedł na imprezę, zmieniło się to, kiedy zauważyli, że na imprezę przyszła "ta której Red już nie potrzebuje" i "ta której nie lubi Red, więc nikt jej nie lubi". Wszystkie oczy powędrowały w naszą stronę. Wydawało mi się, że nikt w pierwszej chwili nie poznał Oli i wszyscy jej się dziwnie przyglądali. Zrobiłam krok do przodu, a potem drugi ciągnąc ze sobą swoją nową przyjaciółkę, której cała odwaga zniknęła za drzwiami. Uniosłam wysoko podbrudek rozglądając się wokoło.
- No, gdzie moja solenizantka?
- Szukasz mnie? - Sztucznie miły głos dobiegł z salonu, z którego wyłoniła się Red. Miała na sobie czerwoną sukienkę, a usta pomalowane czerwoną szminką. Uwielbiała podkreślać, że należy do rodziny Red – bogatych i zawsze najlepszych.
- Przyszłaś złożyć mi życzenia urodzinowe?
- Nie, chciałam tylko spróbować trochę tortu.
- Dobrze to zrobi na twoje kościste dłonie – "Oddychaj Nat. Nie daj jej wygrać."
- Dzięki za dobrą radę, przyjaciółko.
- Wydaję mi się, że znalazłaś sobie inną przyjaciółkę – wskazała głową na Olę. Nie miałam bladego pojęcia, czy właśnie gramy, czy kłócimy się na serio.
- Pomogła mi się pozbierać, gdy tak okropnie mnie potraktowałyście.
- Zastanów się lepiej, jak ty potraktowałaś nas! - Wszyscy patrzyli na nas z zaciekawieniem. Miałam ochotę krzyczeć i uciec z tego przeklętego domu. Red chce sprawić, aby wina naszej kłótni spadła całkowicie na mnie. "Nie dam jej tak łatwo wygrać!".
- To co zrobiłam, należało się wam, po tym jak traktowałyście mnie przez te wszystkie miesiące!
- Powiedziałaś komuś kogo kochałam coś, o czym wiedziałaś tylko ty, dlatego , bo czułaś się z tyłu? - "Że co!?" - miałam ochotę to głośno wykrzyczeć! Ona chce zrobić ze mnie potwora, chce sprawić, aby wszyscy mięli ją za biedną, zraniąną dziewczynkę, a mnie za zazdrosną szmatę! A najgorsze jest to, że jej się udaje! Wszyscy spojrzeli na mnie z odrzuceniem, Wiktoria i Wronika obięły płaczącą Red, inni zaczęli ją pocieszać, a reszta zaczęła krzyczeć, abym ja i Ola, która była ze mną przez ten cały czas i trzymała mnie mocno się wynosiły. Byli na tyle uprzejmi, że otworzyli nam drzwi, a potem kilka par rąk wypchnęło nas z domu. Po raz kolejny stałyśmy chwilę przed domem Red w ciszy. Mimowolnie zaczęłam płakać, zasłąniając usta swoją kościstą dłonią.
- Odprowadzę cię do domu – Chwyciła mnie pod ramię.
- Nie, to ja odprowadzę ciebie. Sama nie dotrzesz do domu bez okularów. - Szłyśmy w ciszy, którą przerywały jedynie odgłosy korków na chodniku rozchodzące się echem. Wieczór był przyjemny, ciepły, i od czasu do czasu zawiał delikatny wiatr.
- Dosłownie weszłyśmy i wyszłyśmy, co nie? - Chciałam przerwać tę ciszę pomiędzy nami. Spojrzałam na nią i wysiliłam się na lekki uśmiech, ale ona nawet na mnie nie spojrzała. Doszłyśmy pod furtkę do domu Oli.
- W sumie, to nie zjałyśmy nic na mieście. Może wejdziesz, to odgrzeję obiad?
- To miłe z twojej strony.. Ale nie jestem pewna czy twoja mama...
- Nie ma nic przeciwko, żebyś mogła do mnie przychodzić.
- Myślałam, to znaczy, wydawało mi się, że za mną nie przepada.
- Bo nie przepada... Ale w naszej rodzinie jest taka tradycja, że jeśli ktoś zrobi ci coś nie wiem jak okropnego, ale przeprosi, to oznacza, że tego żałuje. Ty mnie przeprosiłaś, więc ci wybaczyłam. - Poczekała chwilę – Nie wiem co zaszło między tobą, a Amber, ale myślię, że jeśli ją przeprosisz, to jest zawsze jest szansa, że ci wybaczy. Ale musisz tego żałować. - "Problem w tym, że ja też nie wiem co zaszło między mną, a Red." - To jak, wchodzisz?
Uśmiechnęłam się do niej, ale tym razem po raz pierwszy, był to szczery uśmiech.Weszłam do środka, a na wejściu powitała nas jaj mama.
- Pasuje ci ta sukienka, skarbie. - Chyba o czymś zapomniałyśmy...
- Potem ci to wytłumaczę mamo... - Nie dostrzegłam ani trochę złości na twarzy jej matki. Jeśli była zła, to jedynie na mnie, bo wie, że takie wyjście na impreze bez jej zgody i pomysł zabrania jej sukienki mogłam wymyślić tylko ja spośród nas dwóch. Wyraz jej twarzy się zmienił, kiedy spojrzała na mnie. Ale ku mojemu zdziwieniu, zamiast żalu czy wściekłości zobaczyłam troskę.
- Mogłabyś nam zgrzać obiadu, mamo?
- Jasne, ale czy coś się stało? - Pokazała ruchem głowy na mnie. Nie rozumiałam dlaczego, dopóki nie przypomniałam sobie, że płakałam i tusz do rzes ubrudził całą moją twarz. Ostatnio często mi się to zdarza.
- To nic takiego. - Nie chciałam opowiadać mamie Oli, dlaczego płaczę. Ja takich rzeczy nie mówię nawet swojej mamie.
- Idźcie na górę, zawołam was, jak obiad się zgrzeje. - Poszłyśmy do jej pokoju. Okropnie mi ulżyło, że nie musiałam się tłumaczyć. Jutro sobota, więc przez dwa dni nie będę oglądać Red, ani reszty moich przyjaciółek.
- Powiesz mi teraz, co naprawdę wtedy zaszło?
- Już ci mówiłam...
- Z tego co wiem, to tylko część tego, co się wydarzyło. - Red zmusza mnie do kolejnego wymyślania. Opowiedziałam to tak, aby było w tym jak najmniej mojej winy. A więc: Amber miała tajemniczego chłopaka, o którym nikomu nic nie mówiła. My z dziewczynami wiedziałyśmy tylko tyle, że Red rozmawia z nim po szkole przez telefon godzinami i znałyśmy go tylko ze zdjęcia jakie nam pokazała. Przypadkiem nakryłam pewnego razu jak całuje się z innym i zrobiłam zdjęcie, bo miałam dość, że wszystkich traktuje jak zabawki. Raz na w-fie poszłam do szatni do łazienki. Byłam sama, więc wzięłam jej telefon spisałam numer i ze swojego telefonu wysłałam jej kochasiowi to zdjęcie i podpisałam "Twoja dziewczyna ma innego.". Chodziło mi tylko o to, aby dostała nauczkę i żeby już tak więcej nie robiła. Kiedy się spotkałyśmy dzień później, oświadczyły, że już mnie nie potrzebują i nie chcą takiej fałszywej przyjaciółki. Okazało się, że Red kiedy nie miałam telefonu przy sobie, miała go i znalazła wysłaną wiadomość. Dziewczyny wstawiły się za nią, pomimo, że traktowała nas wszystkie nie fair przez cały czas, a ja to zrobiłam po raz pierwszy, żeby Red dostała nauczkę.
- Chciałam dobrze przez cały czas. - Ola wysłuchała mnie w ciszy i nie przerywała mi. - Ale może ja po prostu nie chcę się z nimi godzić. Może tak naprawdę zawsze tego chciałam, uwolnić się od nich.
- Może. - Cieszyłam się, że Ola mnie rozumie. Nadal jej ciągła obecność przy mnie wydawała mi się dziwna, ale przynajmniej ktoś mnie wreszcie słuchał. Zeszłam na dół do łazienki zmyć rozmazany makijaż, a potem dołączyłam do Oli i jej mamy na obiado-kolację. Jej mama wydawała się być spięta w mojej obecności, ale chciała jak najmniej to ukazywać, a ja starałam się jej pokazać, że nie musi się przy mnie spinać. Po posiłku poszłam razem z Aleksandrą do jej pokoju.
- Moja mama odwiezie cię do domu.
- Nie ma potrzeby, przejdę się. Z resztą nawet nie mam zamiaru wrócić do domu. Powłóczę się trochę po mieście przez tę noc, bo i tak nie zasnę. - Nie kłamałam. Nie zasnęłabym z myślą, że cała szkoła ma mnie za potwora, a moje przyjaciółki mnie wykorzystują. Już raz tak zrobiłam, kiedy miałam mieć pierwszą nockę bez taty w domu. Miałam 9 lat i uciekłam w nocy przez okno. Chodziłam trochę po mieście, trochę po parku. Mogłabym to zrobić jeszcze raz.
- Na to nie mogę ci pozwolić. Twoja mama wie, że jesteś u nas w domu, więc jesteś pod naszą opieką.
- Nie jestem pod niczyją opieką i sama potrafię o siebie zadbać!
- Rób co chcesz, ale musisz zrozumieć, że na świecie są ludzie którzy chcą dla ciebie dobrze i chcą ci pomóc. I nie oddtrącaj ich, bo możesz ich stracić, a wtedy już nie będzież miała nikogo. Samodzielność jest trudniejsza niż myślisz. - Spojrzałam na nią
- Kogo masz na myśli? - Czekałam niecierpliwie na odpowiedź – Kto stara się mi pomóc? Kto chce dla mnie dobrze? Przez ostatnie 9 lat dbałam sama o siebie i jakoś nikt mi nie pomógł!
- Bo odtrącasz tych którzy chcą ci pomóc!
- Na przykład!?
- Twoją mamę.
- Moją mamę!? Kiedy ona chciała mi niby pomóc!? Ciągle nie ma dla mnie czasu i ma miliony ważniejszych rzeczy ode mnie!
- A próbowałaś ty jej kiedyś pomóc?
- O co ci w ogóle chodzi!?
- O to, że wiem mniej więcej jak wygląda sprawa między wami. Twoja mama stara się do ciebie zbliżyć, ale ty jej na to nie pozwalasz.
- Niby co ona robi, że chce się do mnie zbliżyć!? Kompletnie nic!
- A czy ty coś robisz, żebyście były bliżej? - Chwila ciszy.
- Koniec rozmowy! - Zabrałam swoją torebkę i już szłam w kierunku wyjścia z pokoju.
- I po raz kolejny odrzucasz kogoś, kto stara ci się pomóc. - odwróciłam się i spojrzałam w jej oczy.
- Dobranoc, Ola.





~ Mam nadzieję, że się podobało :)  Dziękuję za poprzednie komentarze, jeśli macie jakieś uwagi, możecie również pisać :) Postaram się, aby następne rozdziały  były dłuższe, ale jeśli takiej długości wam odpowiadają, to piszcie w komentarzach ;) Ogromnie dziękuję za przeczytanie! Do zobaczenia! <3 ~

środa, 17 czerwca 2015

#4


     Weekend minął szybko, jak każdy. Na dworze panowała mała mżawka, wiatr delikatnie kołysał moją grzywkę. Kiedy doszłam do szkoły miałam jeszcze 10 minut na powtórzenie materiału. Nie wiem dlaczego, ale przez cały weekend nie mogłam zapomnieć o rozmowie z Natalią. Zamiast uczyć się na sprawdzian, rozmyślałam o jej problemach. Otworzyłam swoją szafkę i rozpoczęłam poszukiwanie podręcznika od biologii. Za drzwiami szafki usłyszałam ciche "cześć". Odchyliłam drzwiczki i zerknęłam za nie. Widok Natalii mnie zaniepokoił.
- Cześć – odpowiedziałam równie cicho. Niemal jakbyśmy obie bały się, że ktoś nas usłyszy. Usłyszeli nas. Wokół wszyscy spojrzeli z niedowierzaniem na Natalię. Dziwili się, że ze mną rozmawia. Przegryzła wargę i odważnie kontynuowała rozmowę.
- Umiesz na sprawdzian? - Ludzie spojrzeli na nas krytycznie . Ja już do tego przywykłam, ale dla niej to było coś nowego i nienormalnego. Zamknęłam szafkę i wzruszyłam ramionami w odpowiedzi. Jeżeli obleję, to będzie mój pierwszy raz. W domu nie mam nic lepszego do roboty, niż czytanie, odrabianie pracy domowej, czy uczenie się. Po powrocie od babci resztę dnia spędzam w swoim pokoju. Czasem zdarza mi się coś nabazgrolić na kartce.
- A ty? - odpowiedziała mi tak samo. - Chcesz ze mną powtórzyć? - kiwnęła głową. Usiadłyśmy na parapecie ogromnego okna. Położyłam książkę na nasze kolana. Przez pięć minut powtarzałyśmy sobie obie szeptem. Potem już robiłam to sama. Kiedy głos Natalii ucichł, uniosłam głowę z nad podręcznika w jej kierunku. Ona wpatrywała się przed siebie. Spojrzałam w tą samą stronę i napotkałam wzrokiem grupę dziewczyn liczącą 3 osoby : Wiktoria, Weronika i Amber. Usłyszałam jak Natalia zmienia stronę w podręczniku. Dziewczyny szeptały coś do siebie patrząc się na nas i chichocząc.
- To może teraz o grupach krwi? - Domyśliłam się, że nie chciała o nich gadać, ani już więcej na nie patrzeć.
- Chcesz iść gdzie indziej? - chciała i to bardzo. Nagle zadzwonił dzwonek. Uczniowie zaczęli kierować się do sal. Ruszyłyśmy do sali biologicznej.
- Witam, mam nadzieję, że wykorzystaliście weekend, aby nauczyć się na dzisiejszy sprawdzian. Nudzi mnie regularne wstawianie jedynek do waszego dziennika. Proszę usiąść tak, aby każdy był sam w ławce. - Pani Nowak rozdała arkusze. Przed żadnym sprawdzianem się tak nie denerwowałam. Nigdy. Usiadłam w ławce przy oknie, a Natalia w środkowym rzędzie w ławce obok mnie. Usłyszałam jak Amber życzy jej powodzenia. Spojrzałam na Natalię. Ręce jej drżały, ale nie sądzę, aby tak się działo z powodu sprawdzianu. Nie znałam odpowiedzi na 50 procent pytań, drugie 50 pamiętałam z lekcji. Pod koniec zajęć, jak zawsze pani Nowak poprosiła, aby ktoś zebrał sprawdziany i odłożył na jej biurko. Zazwyczaj nikomu się nie chce, ale tym razem podniosła się Amber.
- Zrobię to z przyjemnością .– uśmiechnęła się niewinnie do nauczycielki.
- To miłe z twojej strony, Amber. - Odwzajemniła uśmiech, ale jej był szczery w przeciwieństwie do Amber, która zaczęła zbierać sprawdziany. Kiedy przechodziła, chłopcy z naszej klasy rozkoszowali się widokiem jej idealnych pośladków, które mogli oglądać z bliska. Odebrała wszystkie arkusze, a na końcu podeszła do Natalii. Zabrała jej kartę i obejrzała dokładnie z każdej strony.
-No, no, no... - Machała krytycznie głową. - Ktoś chyba nie powtórzył do sprawdzianu. - Uśmiechnęła się podle do Natalii i położyła sprawdziany przed nauczycielką.
- Dziękuję, Amber. Usiądź, za 3 minuty dzwonek. - Amber usiadła i poprawiła włosy. Następnie wyciągnęła małe lusterko i szminkę, którą pomalowała usta. Widziałam, jak patrzy przez lusterko za siebie, prosto na swoją nową ofiarę. Po dzwonku podążałam za Natalią, która szybkim krokiem ruszyła do łazienki.
- Nikogo nie ma? - zaczęła sprawdzać czy kabiny są puste.
-Raczej nie. Nie denerwuj się.. – Moje słowa nie pomagały. Mówiłam cichym i wolnym głosem, aby dodać jej otuchy, ale to się na nic nie zdało. Zebrałam się na całą swoją odwagę, wstrzymałam oddech i zrobiłam coś, czego w życiu nie myślałam, że jestem w stanie zrobić. Przytuliłam ją. Było to dziwne uczucie. Przytulam kogoś, kto mówił, że jestem żałosna, kogoś, kto śmiał się z moich okularów, kogoś, kto kiedyś przykleił swoją gumę do żucia do moich włosów, kogoś, kogo się bałam... Ale to zadziałało. Natalia się uspokoiła, zaczęła wolniej oddychać. Nagle poczułam, że ona również mnie obejmuje. Stałyśmy tak przez chwilę. Dostrzegłam, że obie jesteśmy podobnego wzrostu, czyli bardzo niskie.
- Już ok? - upewniłam się.
- Chyba tak.. - Puściłam ją i spojrzałam na jej mokrą od łez twarz. Wyciągnęłam chustkę z kieszeni. Nie była to chustka jednorazowa, którą wyrzuca się do kosza. Takich , jaką trzymałam w rękach rzadko się używa, więc wytłumaczyłam jej, że po jej użyciu należy ją wyprać i wolałabym ją odzyskać, ponieważ uszyła mi ją moja mama kiedy byłam jeszcze mała. Była jasnoróżowa, a wokół przy krawędziach znajdował się wzorek z fioletowych kwiatków z zielonymi łodyżkami po jednym listku.
- Ja.. Nie mogę. Skoro twoja mama ją zrobiła, jest pewnie dla ciebie ważna..
- Na razie tobie się bardziej przyda. - Uśmiechnęłam się i włożyłam chustkę do jej ręki. Odwzajemniła uśmiech. Wytarła twarz, złożyła ją i schowała do kieszeni. Zadzwonił dzwonek, wyszłyśmy z łazienki i poszłyśmy na historię.

- Jak możesz być tak nieodpowiedzialna! - Krzyczał, co oznaczało, że jest wkurzony. To oczywiste. Złożyłam ręce na piersi.
- Byłabym, gdyby tylko mi się chciało.
- Amber, mam dość twojego zachowania! Masz swoją kartę bankomatową, na którą co miesiąc przelewam twoje kieszonkowe, które wiadomo – jest większe od kieszonkowego innych osób w twoim wieku. Pieniądze wydajesz w kilka dni, a do tego kradniesz moją kartę! Na co wydałaś ostatnio tyle pieniędzy!?
- Natalia nie miała w co się ubrać na moją jutrzejszą imprezę urodzinową, więc kupiłam jej sukienkę.
- Kupiłaś tak cholernie drogą sukienkę swojej koleżance, na twoją imprezę urodzinową i do tego z moich pieniędzy i bez mojej zgody!?
- Dokładnie. A do tego naszyjnik i kolczyki. Była jeszcze idealnie pasująca do tego torebka, ale Natalia uznała, że ją już sobie sama kupi. Nalegałam, aby pozwoliła mi ją dla niej kupić, ale się uparła. - Ojciec przetarł dłońmi twarz i oparł się o biurko.
- Nigdy więcej tego nie rób.
- Dobrze, tato.
- Ale obiecuj mi to.. - Przegryzłam wargę i popatrzyłam na jego oczy. Te same co mojego brata.
- Obiecaj.
- Nie mogę. - Jestem Amber Red. Zawsze dotrzymuję danej obietnicy. Tego nie chciałam obiecywać.
- Amber! - Wyszłam z jego biura i pobiegłam do pokoju. Słyszałam jak idzie za mną. Zakluczyłam drzwi, chwyciłam swój telefon do którego podłączyłam słuchawki. Rzuciłam się na łóżko, rozłożyłam wygodnie i podgłośniłam dźwięk na maksa, dzięki czemu nie musiałam słyszeć krzyków ojca. Widziałam jedynie drzwi, które trzęsły się za każdym uderzeniem pięścią. Po drugiej stronie był mój ojciec, który wyżywał się na nich. Ale co te drzwi mu zrobiły? Dlaczego jest na nie tak wściekły, że uderza w nie z taką złością? Przecież ojciec zawsze mówi, że pieniądze nie są najważniejsze, więc dlaczego tak się wkurza, że je wydałam? Przecież nie poszły na marne. Przeznaczyłam je na sukienkę i biżuterię dla Natalii, jako prezent przeprosinowy, że będziemy musiały się rozdzielić.
                                                                   ☺

     "Pomimo, że wiem iż Amber dokucza mi się, by oszukać Aleksandrę, i wiem, że ona chce aby to wyglądało realistycznie, mam wrażenie, że to nie udawanie. Mówi mi rzeczy, których kiedyś by mi nie powiedziała. Dzisiaj dowiedziałam się od niej, że mam kościste dłonie i co chwilę mówi do mnie "mała". Wiem, że jestem mała, ale kiedyś jej to nie przeszkadzało, a teraz zwraca uwagę na każdą moją niedoskonałość. A co ja jej mogę powiedzieć. Red jest perfekcyjna i to pod każdym względem. Zawsze wie co odpowiedzieć, co zrobić w danej sytuacji, jak zrobić komuś coś okropnego bez konsekwencji, codziennie rano biega, na śniadanie je sałatkę i pije wodę źródlaną lub świeżo wyciścięty sok z najlepszych, przywiezionych specjalnie dla niej z Bóg wie skąd owoców, nie je tłustego mięsa, ma idealną figurę, zdrowe i piękne włosy i wyglądałaby dobrze nawet w worku. Mogłabym wymieniać tak cały dzień... A ja tym czasem siedzę z jakimś małolatą i Aleksandrą i gapię się na swoje kościste dłonie! " - myślałam długi czas. Żałowałam tego, że poprosiłam Aleksandrę, żeby zabrała mnie ze sobą. W końcu, muszę z nią spędzać czas, żeby się zaprzyjaźnić, ale ciągle siedziałam i patrzyłam jak odrabia lekcje z tym młodym.
- No, to tyle na dziś, Mati – Alka wstała i zasunęła krzesło. Mateusz zabrał książki, odłożył je na półkę, wrócił do nas i odprowadził do furtki. Dziwiło mnie, jak dobrze dogaduje się z Aleksandrą.
- Ile ci płacą? - To pytanie zaskoczyło ją.
-Wcale. Nie chcę pieniędzy. Kiedyś nauczycielka matematyki z podstawówki miała do mnie prośbę, więc przyszłam do jej sali po swoich lekcjach. Miała zajęcia dodatkowe z Mateuszem, który płakał bo nic nie rozumiał. Kobieta chciała mu to wytłumaczyć, ale on twierdził, że i tak się nie nauczy i nie chce mu się dłużej siedzieć w szkole i być na dodatkowych lekcjach, więc zaproponowałam mu, że będę do niego przychodzić po szkole i pomagać mu.
- Chce ci się?
- I tak nie mam nic lepszego do roboty.. - Okay, Nat. Czas wziąć się do roboty. Cel: zaprzyjaźnić się z Alką na niby.
- Wiesz, mi też kiepsko idzie z matematyki.. I ze wszystkiego innego również. Może mogłabym do ciebie teraz przyjść i byś mi to wytłumaczyła? O ile to nie problem...
- W sumie, nie widzę problemu. - Poszłyśmy do jej domu. W środku pachniało świeżością i obiadem, który zapewne robiła jej mama.
- Wróciłam! Mamy gościa!
- A kto to taki? - Jej mama wyszła na korytarz, aby zobaczyć, kto przyszedł w odwiedziny do jej córki i wtedy zobaczyła... mnie. Trzymała w rękach garnek z ziemniakami, a kiedy mnie zobaczyła, miałam wrażenie, że zaraz wypadnie jej z rąk.
- Dzień dobry. - Powiedziałam cicho,
- Dobry. - odpowiedziała, równie cicho. - Ola, przyjdź do mnie na chwilę do kuchni. - Aleksandra posłuchała mamy i razem z nią zniknęła za drzwiami. W sumie po raz pierwszy słyszałam, żeby ktoś mówił do niej Ola. Przeważnie mówimy na nią Aleksandra, albo Alka. Z kuchni przez jakiś czas nikt nie wychodził, a ja poczułam się potraktowana w sposób niegościnny, ponieważ kazali mi tak długo czekać na korytarzu.
- Już jestem, przepraszam, że musiałaś czekać.
- Nie ma sprawy – Uśmiechnęłam się, chociaż tak naprawdę byłam lekko urażona. Weszłyśmy do jej pokoju. Jest niewielki, w kolorze jasnofioletowym, po prawej stronie jest jej łóżko, a nad nim półka z książkami, po lewej szafa, biurko, tablica korkowa z przywieszonymi zdjęciami i różnymi rysunkami, a po przeciwnej stronie, okno. Skromnie, ale całkiem ładnie. Rozgościłam się na jej łóżku, które niestety nie było tak wygodne jak łóżko Red. Nagle przypomniało mi się o jej imprezie urodzinowej, które powinno zacząć się za około dwie godziny." Ciekawe, jaką ona ma sukienkę. Zapewne taką, przy której wszystkie inne będą wyglądać na szkaradne. Ona jak zawsze będzie gwiazdą, ponieważ jest idealna." Odruchowo spojrzałam na swoje dłonie i zaczęłam oglądać je ze wszystkich stron.
- Co jest?
- Nie, nic.. - zastanowiłam się – Czy uważasz, że mam kościste dłonie?
- Że co? - Moje pytanie najwyraźniej ją rozbawiło.
- Aleksandra...
- Jasne, że nie. Skąd w ogóle taki pomysł? A tak w ogóle... Dlaczego wy zawsze mówicie na mnie Aleksandra?
- Nie wiem, Amber tak zaczęła.. Jak chcesz, to mogę mówić na ciebie Alka – "W sumie wszystko mi było jedno."
- Nie... To okropnie brzmi..
- No to jak mam cię nazywać?
- Po prostu Ola. To jak? Zaczynamy tę matmę? - Nagle coś mnie olśniło. Zapragnęłam po raz pierwszy w życiu zrobić coś przeciwko Red. Pokazać, że bez niej, też mogę być silna, nie chcę być " dziewczyną, która nie jest już potrzebna Red i teraz nie ma co ze sobą zrobić", chcę być " dziewczyną, która już nie potrzebuje Red, bo sama potrafi o siebie zadbać".
- Nie.
- Nie? Myślałam, że mam ci to wytłumaczyć.

- Zmiana planów. - Popatrzyłam na Olę – Idziemy na imprezę.




piątek, 12 czerwca 2015

#3

     Opowiedziałam Aleksandrze swoją historię o kłótni z przyjaciółkami dwa razy. Za pierwszym razem nie wiedziałam zupełnie co powiedzieć, a za drugim bardziej wdałam się w szczegóły.
- Nie mam pojęcia co im się stało... - Oddychałam szybko, a kiedy mówiłam drżał mi głos. Pomimo, że w życiu nie grałam w żadnym przedstawieniu ( nie zaliczając "Królewny Śnieżki" w podstawówce, w której grałam drzewo ) wychodziło mi całkiem nieźle. Z nerwów trzęsą mi się ręce, udaję, że staram się wyrównać oddech. Tak naprawdę mam ochotę wybiec stąd, wrócić do dziewczyn i pomóc im w przygotowaniach do urodzin Red. 

- Tak po prostu, bez powodu zaczęły się inaczej zachowywać... - Marzę, aby już włożyć na siebie swoją nową sukienkę... - i wtedy Amber... - Urwałam.

- Co zrobiła?

- Uderzyła mnie w twarz. - Sama nie wiedziałam dlaczego akurat to pierwsze przyszło mi na myśl. Usłyszałam jak Aleksandra przełyka ślinę. Przeraziło ją pewnie to tak samo jak mnie.

- Może powinnaś iść z tym do nauczyciela?

- Nie! To sprawa tylko między mną, a Amber... - W rękach nadal trzymałam książkę. Miałam tylko nadzieję, że ta rozmowa zaraz się skończy.- A co potem zrobiłaś?

- Oddałam jej. - Słowa te wystrzeliły mi z ust. Miałam straszną ochotę właśnie tak odpowiedzieć, sama nie wiedząc dlaczego. Potem po raz kolejny trwała długa cisza.

- Chcesz herbaty?

- Chyba powinnam już iść, dzięki za książkę i za całą resztę.

- Nie ma sprawy, jakbyś chciała pogadać, to... przyjdź. - Uśmiechnęłam się do niej w taki sposób, aby było widać, że jest mi lepiej, ale nadal cierpię.

- To do zobaczenia.

     Na zewnątrz pogoda ani trochę nie uległa zmianie. Z trudem doszłam do domu Amber. Właściwie nawet tam nie weszłam. Na schodach przed drzwiami wejściowymi do jej domu, stała moja walizka, a na niej kartka. Na szczęście dach osłaniał schody i walizka nie przemokła.

~Nie złość się, skarbie, ale skoro się już "nie przyjaźnimy" to dziwnie byłoby gdybyś spędzała z nami czas, więc lepiej wróć do domu. Ona musi w to uwierzyć. Będziemy tęsknić!Całusy!
Red,Wik, Wer.~


Zgniotłam kartkę w kulkę i rzuciłam w pobliskie krzaki. Drobna przesada! Czyli teraz przez pół roku mamy ze sobą nie gadać, nie spotykać się i udawać pokłócone? Poirytowana zadzwoniłam do drzwi. Po krótkim czasie otwarła mi je Red.
- Cześć, skarbie – Uśmiechnęła się do mnie.

- To już przegięcie! - Krzyknęłam.- Zdajesz sobie sprawę, że to chore!?- Nie minęło dużo czasu za nim Wer i Wik stanęły za jej plecami .
- Poczekacie za mną w pokoju? - Zwróciła się do nich. Kiedy odeszły, Amber wyszła z domu i zamknęła za sobą drzwi. - Okej, wiem jak to wygląda. Nie przejmuj się, zobaczysz jak to szybko minie.

- Ale po co nam to, Amber!? - Amber popatrzyła na mnie i przegryzła wargę.

- Przyjdzie taki czas, że stąd odejdę i chciałabym, abyś to ty zajęła moje miejsce.


- Odeszła? Dokąd? Jesteś na coś chora!?

- Nie, głupku! - Zaśmiała się - Nie martw się o mnie. Pewnego dnia po prostu wejdziesz na moje miejsce. Kiedy już cała szkoła dowie się, że twoja przyjaźń z Alką, to był jeden wielki, że tak powiem... podstęp, to będą o tobie gadać i szybko wskoczysz na moje miejsce – najpopularniejszej laski w liceum!

- Ale gdzie ty wtedy będziesz? - chciałam wiedzieć.

- Kiedyś wszystkiego się dowiesz – lekko nie pokoiło mnie wyznanie Amber, że "odejdzie". - jak dojdziesz do domu, to wejdź na facebook'a -wzięłam walizkę i pomaszerowałam w tę paskudną pogodę do domu. Marzyłam, aby usiąść przy grzejniku, łyknąć ciepłej herbaty z miodem i cytryną i przytulić się do Mruczka - mojego kota. Imię wybierałam mu w 2 klasie, a dlatego, że już się przyzwyczaił (z resztą ja również), nie zmieniałam mu go. Moje marzenia już wkrótce się spełnią. Weszłam do domu, zdjęłam buty, powiesiłam kurtkę i poszłam do pokoju. Przechodząc przez korytarz usłyszałam jak mama kroi warzywa na obiad. Krzyknęłam jej "cześć" nie patrząc na nią. W pokoju przywitał mnie Mruczek. Walizkę położyłam obok biurka.Usiadłam po turecku na łóżku, a torbę rzuciłam na poduszkę. Mój futrzany przyjaciel niemal natychmiast wskoczył na moje nogi. Głaskałam jego miękkie, nieskazitelnie białe, gęste futerko. Jego mruczenie było muzyką dla moich uszu. Kojarzyło mi się z warczeniem silnika motorowego, tylko, że znacznie cichszym. Adam. Chłopak o pięknym uśmiechu i miłych oczach. Ten sam chłopak, który prawie zobaczył moją twarz umazaną tuszem do rzęs. Ten, od którego nie mogę oderwać wzroku już od podstawówki. W szkole jako po prostu przyjazny chłopak, ale kiedy jest sam na sam z motorem, nic więcej się dla niego nie liczy. I niestety chyba nie przypadłam mu do gustu. W szkole nigdy nie spotkałam chłopaka, który nie zainteresowałby się ani mną, ani Wiktorią, Weroniką, a nawet Red. Teraz znam już dwa takie przypadki: Adam i Oliver. Do pokoju weszła mama. Postawiła mi herbatę na biurku i wyszła. Chwyciałam za laptopa i umieściłam go przed sobą na łóżku. Zalogowałam się na facebook'a.  Niedługo potem na ekranie pojawiło się powiadomienie, że ktoś chce się ze mną skontaktować za pomocą wideorozmowy. To była Amber. Kliknęłam "odbierz" i zaczekałam na połączenie. Łyknęłam ciepłej herbaty.

- No, gadaj! - Zaczęła. Siedziała pomiędzy dziewczynami. - Jak ci poszło?

- Myślę, że całkiem nieźle. Ale... Jak długo to będzie trwać? To całe udawanie...

- To się jeszcze zobaczy, ale musisz pamiętać, że tkwimy w tym z tobą. My w końcu też będziemy udawać. Co jej powiedziałaś?

- Niewiele. Tyle, że może usłyszałyście o mnie jakąś plotkę i po szkole kiedy przyszłam do Ciebie, ponieważ umówiłyśmy się na nockę, kazałyście mi wracać i że nie jestem u ciebie mile widziana. Potem tak jak mi kazałaś, powiedziałam, że wyzywałyście mnie i tak dalej...

- I coś jeszcze?

- Uderzyłaś mnie w twarz.

- I co wtedy zrobiłaś?

- Oddałam ci – powiedziałam to bez wahania, patrząc Amber prosto w oczy.
- Dobrze. - udaje, że się tym nie przejmuje, tylko dlatego, bo były z nią Weronika i Wiktoria. Mama zawołała mnie na obiad.- Idę, cześć. Aha, zapomniałam o czymś.. Zapewne nie będę już miała okazji złożyć ci życzeń urodzinowych, bo nie możemy się spotykać przez naszą "kłótnię", także mam rozumieć, że na urodziny też nie mogę przyjść? - Poczekałam na odpowiedź.

- Za rok też mam urodziny. - Czyli nie.

- Wszystkiego najlepszego, Red- rozłączyłam się. Amber to moja najlepsza przyjaciółka. Jednak każdego dnia staje mi się coraz bardziej obca. Ona wie o mnie wszystko, a ja o niej tak naprawdę nic. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie pokłóciłyśmy się na prawdę. Usiadłam do stołu i odpowiadałam na pytania mamy. "Jak tam w szkole?", "Co tam u dziewczyn?", "Dostałaś jakieś oceny?"...

- Dlaczego wróciłaś tak szybko od Amber? - zapytała. Teraz muszę okłamywać mamę? W ustach przeżuwałam kawałek mięsa. Przełknęłam i krótko odpowiedziałam.

- Pokłóciłyśmy się. - mama spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Odkąd się z nimi zaprzyjaźniłam, jeszcze nigdy się na siebie nie obraziłyśmy.

- Co się stało? Chcesz o tym pogadać?

- Nie. Zjem obiad w pokoju. - wzięłam talerz, i bez opinii mamy na ten temat, poszłam na górę. Dokończyłam posiłek przy biurku, a kiedy go skończyłam, talerz i sztućce włożyłam do zmywarki. Wróciłam do pokoju i położyłam się wygodnie na łóżku. Herbata była jeszcze ciepła. Dopiłam ją do końca i założyłam słuchawki. Wsłuchiwałam się w dźwięki grającej gitary i przyjemnego, lekko ochrypłego głosu solisty. Tuż obok mojej twarzy leżała moja torba. Sięgnęłam po nią aby odłożyć ją na podłogę. Była cięższa niż zwykle. Zajrzałam do środka i wyciągnęłam książkę. Usiadłam, a torbę odrzuciłam gdzieś na bok. Poczytałam po kilka zdań z wylosowanych stron. Odłożyłam ją na biurko i założyłam ponownie słuchawki. Chciałam odpocząć od wszystkiego. Jedno było pewne, nie będzie mnie jutro na urodzinach mojej przyjaciółki.



~ Wróciłam! Przepraszam za długą przerwę, ale miałam mnóstwo zaległości w szkole po długiej chorobie. Ten rozdział jest krótszy od pozostałych, ale następne będą dłuższe ;) Ogrooomne dzięki za przeczytanie, byłabym wdzięczna za komentarz z opinią na temat moich opowiadań. Naprawdę proszę was o komentarze, bo są dla mnie naprawdę ważne (a jaszcze nie dostałam żadnego..). Byłabym wniebowzięta :D W wakację przewiduję rozdział co jakiś tydzień lub dwa :) Mam nadzieję, że wam się podobało :3 <3 Do zobaczenia!~