Weekend
minął szybko, jak każdy. Na dworze panowała mała mżawka, wiatr
delikatnie kołysał moją grzywkę. Kiedy doszłam do szkoły miałam
jeszcze 10 minut na powtórzenie materiału. Nie wiem dlaczego, ale
przez cały weekend nie mogłam zapomnieć o rozmowie z Natalią.
Zamiast uczyć się na sprawdzian, rozmyślałam o jej problemach.
Otworzyłam swoją szafkę i rozpoczęłam poszukiwanie podręcznika
od biologii. Za drzwiami szafki usłyszałam ciche "cześć".
Odchyliłam drzwiczki i zerknęłam za nie. Widok Natalii mnie
zaniepokoił.
-
Cześć – odpowiedziałam równie cicho. Niemal jakbyśmy obie bały
się, że ktoś nas usłyszy. Usłyszeli nas. Wokół wszyscy
spojrzeli z niedowierzaniem na Natalię. Dziwili się, że ze mną
rozmawia. Przegryzła wargę i odważnie kontynuowała rozmowę.
-
Umiesz na sprawdzian? - Ludzie spojrzeli na nas krytycznie . Ja już
do tego przywykłam, ale dla niej to było coś nowego i
nienormalnego. Zamknęłam szafkę i wzruszyłam ramionami w
odpowiedzi. Jeżeli obleję, to będzie mój pierwszy raz. W domu nie
mam nic lepszego do roboty, niż czytanie, odrabianie pracy domowej,
czy uczenie się. Po powrocie od babci resztę dnia spędzam w swoim
pokoju. Czasem zdarza mi się coś nabazgrolić na kartce.
-
A ty? - odpowiedziała mi tak samo. - Chcesz ze mną powtórzyć? -
kiwnęła głową. Usiadłyśmy na parapecie ogromnego okna.
Położyłam książkę na nasze kolana. Przez pięć minut
powtarzałyśmy sobie obie szeptem. Potem już robiłam to sama.
Kiedy głos Natalii ucichł, uniosłam głowę z nad podręcznika w
jej kierunku. Ona wpatrywała się przed siebie. Spojrzałam w tą
samą stronę i napotkałam wzrokiem grupę dziewczyn liczącą 3
osoby : Wiktoria, Weronika i Amber. Usłyszałam jak Natalia zmienia
stronę w podręczniku. Dziewczyny szeptały coś do siebie patrząc
się na nas i chichocząc.
-
To może teraz o grupach krwi? - Domyśliłam się, że nie chciała
o nich gadać, ani już więcej na nie patrzeć.
-
Chcesz iść gdzie indziej? - chciała i to bardzo. Nagle zadzwonił
dzwonek. Uczniowie zaczęli kierować się do sal. Ruszyłyśmy do
sali biologicznej.
-
Witam, mam nadzieję, że wykorzystaliście weekend, aby nauczyć się
na dzisiejszy sprawdzian. Nudzi mnie regularne wstawianie jedynek do
waszego dziennika. Proszę usiąść tak, aby każdy był sam w
ławce. - Pani Nowak rozdała arkusze. Przed żadnym sprawdzianem się
tak nie denerwowałam. Nigdy. Usiadłam w ławce przy oknie, a
Natalia w środkowym rzędzie w ławce obok mnie. Usłyszałam jak
Amber życzy jej powodzenia. Spojrzałam na Natalię. Ręce jej
drżały, ale nie sądzę, aby tak się działo z powodu sprawdzianu.
Nie znałam odpowiedzi na 50 procent pytań, drugie 50 pamiętałam z
lekcji. Pod koniec zajęć, jak zawsze pani Nowak poprosiła, aby
ktoś zebrał sprawdziany i odłożył na jej biurko. Zazwyczaj
nikomu się nie chce, ale tym razem podniosła się Amber.
-
Zrobię to z przyjemnością .– uśmiechnęła się niewinnie do
nauczycielki.
-
To miłe z twojej strony, Amber. - Odwzajemniła uśmiech, ale jej
był szczery w przeciwieństwie do Amber, która zaczęła zbierać
sprawdziany. Kiedy przechodziła, chłopcy z naszej klasy
rozkoszowali się widokiem jej idealnych pośladków, które mogli
oglądać z bliska. Odebrała wszystkie arkusze, a na końcu podeszła
do Natalii. Zabrała jej kartę i obejrzała dokładnie z każdej
strony.
-No,
no, no... - Machała krytycznie głową. - Ktoś chyba nie powtórzył
do sprawdzianu. - Uśmiechnęła się podle do Natalii i położyła
sprawdziany przed nauczycielką.
-
Dziękuję, Amber. Usiądź, za 3 minuty dzwonek. - Amber usiadła i
poprawiła włosy. Następnie wyciągnęła małe lusterko i szminkę,
którą pomalowała usta. Widziałam, jak patrzy przez lusterko za
siebie, prosto na swoją nową ofiarę. Po dzwonku podążałam za
Natalią, która szybkim krokiem ruszyła do łazienki.
-
Nikogo nie ma? - zaczęła sprawdzać czy kabiny są puste.
-Raczej
nie. Nie denerwuj się.. – Moje słowa nie pomagały. Mówiłam
cichym i wolnym głosem, aby dodać jej otuchy, ale to się na nic
nie zdało. Zebrałam się na całą swoją odwagę, wstrzymałam
oddech i zrobiłam coś, czego w życiu nie myślałam, że jestem w
stanie zrobić. Przytuliłam ją. Było to dziwne uczucie. Przytulam
kogoś, kto mówił, że jestem żałosna, kogoś, kto śmiał się z
moich okularów, kogoś, kto kiedyś przykleił swoją gumę do żucia
do moich włosów, kogoś, kogo się bałam... Ale to zadziałało.
Natalia się uspokoiła, zaczęła wolniej oddychać. Nagle poczułam,
że ona również mnie obejmuje. Stałyśmy tak przez chwilę.
Dostrzegłam, że obie jesteśmy podobnego wzrostu, czyli bardzo
niskie.
-
Już ok? - upewniłam się.
-
Chyba tak.. - Puściłam ją i spojrzałam na jej mokrą od łez
twarz. Wyciągnęłam chustkę z kieszeni. Nie była to chustka
jednorazowa, którą wyrzuca się do kosza. Takich , jaką trzymałam
w rękach rzadko się używa, więc wytłumaczyłam jej, że po jej
użyciu należy ją wyprać i wolałabym ją odzyskać, ponieważ
uszyła mi ją moja mama kiedy byłam jeszcze mała. Była
jasnoróżowa, a wokół przy krawędziach znajdował się wzorek z
fioletowych kwiatków z zielonymi łodyżkami po jednym listku.
-
Ja.. Nie mogę. Skoro twoja mama ją zrobiła, jest pewnie dla ciebie
ważna..
-
Na razie tobie się bardziej przyda. - Uśmiechnęłam się i
włożyłam chustkę do jej ręki. Odwzajemniła uśmiech. Wytarła
twarz, złożyła ją i schowała do kieszeni. Zadzwonił dzwonek,
wyszłyśmy z łazienki i poszłyśmy na historię.
☺
-
Jak możesz być tak nieodpowiedzialna! - Krzyczał, co oznaczało,
że jest wkurzony. To oczywiste. Złożyłam ręce na piersi.
-
Byłabym, gdyby tylko mi się chciało.
-
Amber, mam dość twojego zachowania! Masz swoją kartę bankomatową,
na którą co miesiąc przelewam twoje kieszonkowe, które wiadomo –
jest większe od kieszonkowego innych osób w twoim wieku. Pieniądze
wydajesz w kilka dni, a do tego kradniesz moją kartę! Na co wydałaś
ostatnio tyle pieniędzy!?
-
Natalia nie miała w co się ubrać na moją jutrzejszą imprezę
urodzinową, więc kupiłam jej sukienkę.
-
Kupiłaś tak cholernie drogą sukienkę swojej koleżance, na twoją
imprezę urodzinową i do tego z moich pieniędzy i bez mojej zgody!?
-
Dokładnie. A do tego naszyjnik i kolczyki. Była jeszcze idealnie
pasująca do tego torebka, ale Natalia uznała, że ją już sobie
sama kupi. Nalegałam, aby pozwoliła mi ją dla niej kupić, ale się
uparła. - Ojciec przetarł dłońmi twarz i oparł się o biurko.
-
Nigdy więcej tego nie rób.
-
Dobrze, tato.
-
Ale obiecuj mi to.. - Przegryzłam wargę i popatrzyłam na jego
oczy. Te same co mojego brata.
-
Obiecaj.
-
Nie mogę. - Jestem Amber Red. Zawsze dotrzymuję danej obietnicy.
Tego nie chciałam obiecywać.
-
Amber! - Wyszłam z jego biura i pobiegłam do pokoju. Słyszałam
jak idzie za mną. Zakluczyłam drzwi, chwyciłam swój telefon do
którego podłączyłam słuchawki. Rzuciłam się na łóżko,
rozłożyłam wygodnie i podgłośniłam dźwięk na maksa, dzięki
czemu nie musiałam słyszeć krzyków ojca. Widziałam jedynie
drzwi, które trzęsły się za każdym uderzeniem pięścią. Po
drugiej stronie był mój ojciec, który wyżywał się na nich. Ale
co te drzwi mu zrobiły? Dlaczego jest na nie tak wściekły, że
uderza w nie z taką złością? Przecież ojciec zawsze mówi, że
pieniądze nie są najważniejsze, więc dlaczego tak się wkurza, że
je wydałam? Przecież nie poszły na marne. Przeznaczyłam je na
sukienkę i biżuterię dla Natalii, jako prezent przeprosinowy, że
będziemy musiały się rozdzielić.
☺
"Pomimo,
że wiem iż Amber dokucza mi się, by oszukać Aleksandrę, i wiem,
że ona chce aby to wyglądało realistycznie, mam wrażenie, że to
nie udawanie. Mówi mi rzeczy, których kiedyś by mi nie powiedziała.
Dzisiaj dowiedziałam się od niej, że mam kościste dłonie i co
chwilę mówi do mnie "mała". Wiem, że jestem mała, ale
kiedyś jej to nie przeszkadzało, a teraz zwraca uwagę na każdą
moją niedoskonałość. A co ja jej mogę powiedzieć. Red jest
perfekcyjna i to pod każdym względem. Zawsze wie co odpowiedzieć,
co zrobić w danej sytuacji, jak zrobić komuś coś okropnego bez
konsekwencji, codziennie rano biega, na śniadanie je sałatkę i
pije wodę źródlaną lub świeżo wyciścięty sok z najlepszych,
przywiezionych specjalnie dla niej z Bóg wie skąd owoców, nie je
tłustego mięsa, ma idealną figurę, zdrowe i piękne włosy i
wyglądałaby dobrze nawet w worku. Mogłabym wymieniać tak cały
dzień... A ja tym czasem siedzę z jakimś małolatą i Aleksandrą
i gapię się na swoje kościste dłonie! " - myślałam długi
czas. Żałowałam tego, że poprosiłam Aleksandrę, żeby zabrała
mnie ze sobą. W końcu, muszę z nią spędzać czas, żeby się
zaprzyjaźnić, ale ciągle siedziałam i patrzyłam jak odrabia
lekcje z tym młodym.
-
No, to tyle na dziś, Mati – Alka wstała i zasunęła krzesło.
Mateusz zabrał książki, odłożył je na półkę, wrócił do nas
i odprowadził do furtki. Dziwiło mnie, jak dobrze dogaduje się z
Aleksandrą.
-
Ile ci płacą? - To pytanie zaskoczyło ją.
-Wcale.
Nie chcę pieniędzy. Kiedyś nauczycielka matematyki z podstawówki
miała do mnie prośbę, więc przyszłam do jej sali po swoich
lekcjach. Miała zajęcia dodatkowe z Mateuszem, który płakał bo
nic nie rozumiał. Kobieta chciała mu to wytłumaczyć, ale on
twierdził, że i tak się nie nauczy i nie chce mu się dłużej
siedzieć w szkole i być na dodatkowych lekcjach, więc
zaproponowałam mu, że będę do niego przychodzić po szkole i
pomagać mu.
-
Chce ci się?
-
I tak nie mam nic lepszego do roboty.. - Okay, Nat. Czas wziąć
się do roboty. Cel: zaprzyjaźnić się z Alką na niby.
-
Wiesz, mi też kiepsko idzie z matematyki.. I ze wszystkiego innego
również. Może mogłabym do ciebie teraz przyjść i byś mi to
wytłumaczyła? O ile to nie problem...
-
W sumie, nie widzę problemu. - Poszłyśmy do jej domu. W środku
pachniało świeżością i obiadem, który zapewne robiła jej
mama.
-
Wróciłam! Mamy gościa!
-
A kto to taki? - Jej mama wyszła na korytarz, aby zobaczyć, kto
przyszedł w odwiedziny do jej córki i wtedy zobaczyła... mnie.
Trzymała w rękach garnek z ziemniakami, a kiedy mnie zobaczyła,
miałam wrażenie, że zaraz wypadnie jej z rąk.
-
Dzień dobry. - Powiedziałam cicho,
-
Dobry. - odpowiedziała, równie cicho. - Ola, przyjdź do mnie na
chwilę do kuchni. - Aleksandra posłuchała mamy i razem z nią
zniknęła za drzwiami. W sumie po raz pierwszy słyszałam, żeby
ktoś mówił do niej Ola. Przeważnie mówimy na nią Aleksandra,
albo Alka. Z kuchni przez jakiś czas nikt nie wychodził, a ja
poczułam się potraktowana w sposób niegościnny, ponieważ kazali
mi tak długo czekać na korytarzu.
-
Już jestem, przepraszam, że musiałaś czekać.
-
Nie ma sprawy – Uśmiechnęłam się, chociaż tak naprawdę byłam
lekko urażona. Weszłyśmy do jej pokoju. Jest niewielki, w kolorze
jasnofioletowym, po prawej stronie jest jej łóżko, a nad nim półka
z książkami, po lewej szafa, biurko, tablica korkowa z
przywieszonymi zdjęciami i różnymi rysunkami, a po przeciwnej
stronie, okno. Skromnie, ale całkiem ładnie. Rozgościłam się na
jej łóżku, które niestety nie było tak wygodne jak łóżko Red.
Nagle przypomniało mi się o jej imprezie urodzinowej, które
powinno zacząć się za około dwie godziny." Ciekawe, jaką
ona ma sukienkę. Zapewne taką, przy której wszystkie inne będą
wyglądać na szkaradne. Ona jak zawsze będzie gwiazdą, ponieważ
jest idealna." Odruchowo spojrzałam na swoje dłonie i zaczęłam
oglądać je ze wszystkich stron.
-
Co jest?
-
Nie, nic.. - zastanowiłam się – Czy uważasz, że mam kościste
dłonie?
-
Że co? - Moje pytanie najwyraźniej ją rozbawiło.
-
Aleksandra...
-
Jasne, że nie. Skąd w ogóle taki pomysł? A tak w ogóle...
Dlaczego wy zawsze mówicie na mnie Aleksandra?
-
Nie wiem, Amber tak zaczęła.. Jak chcesz, to mogę mówić na
ciebie Alka – "W sumie wszystko mi było jedno."
-
Nie... To okropnie brzmi..
-
No to jak mam cię nazywać?
-
Po prostu Ola. To jak? Zaczynamy tę matmę? - Nagle coś mnie
olśniło. Zapragnęłam po raz pierwszy w życiu zrobić coś
przeciwko Red. Pokazać, że bez niej, też mogę być silna, nie
chcę być " dziewczyną, która nie jest już potrzebna Red i
teraz nie ma co ze sobą zrobić", chcę być " dziewczyną,
która już nie potrzebuje Red, bo sama potrafi o siebie zadbać".
-
Nie.
-
Nie? Myślałam, że mam ci to wytłumaczyć.
-
Zmiana planów. - Popatrzyłam na Olę – Idziemy na imprezę.


Fajne :-) Podoba mi się twój styl pisania, czekam na dalsze rozdziały. :)
OdpowiedzUsuńNie mogłam doczekać się nowego rozdziału. :) Super.
OdpowiedzUsuńBardzo podobają mi się bohaterzy 😊
OdpowiedzUsuńLecę czytać dalej.